Notowania

Barszcz Sosnowskiego. Od lat zarasta Polskę, szkodzi ludziom, a prawo nie nakazuje nawet jego usuwania

O barszczu Sosnowskiego słyszał każdy, na szczęście stosunkowo niewielu ludzi na własnej skórze (dosłownie) przekonało się, czym grozi kontakt z tą rośliną. Skutki poparzenia mogą trwać latami. Nierówną walkę z barszczem prowadzą samorządy. Choć problem należy rozwiązać na poziomie krajowym, ministerstwo nie ma tego w planach.

Podziel się
Dodaj komentarz
(barszcz.edu.pl)
Najwięcej ognisk barszczu Sosnowskiego jest w Małopolsce

O barszczu Sosnowskiego słyszał każdy, na szczęście stosunkowo niewielu ludzi na własnej skórze (dosłownie) przekonało się, jak groźny może być kontakt z tą rośliną. Nierówną walkę z barszczem prowadzą samorządy. Choć problem należy rozwiązać na poziomie krajowym, ministerstwo nie ma tego w planach.

Barszcz Sosnowskiego to niebezpieczna roślina, która może poparzyć nawet na odległość, bo w wysokich temperaturach wydziela opary, które mogą porazić układ oddechowy. Szczególnie szkodliwa jest latem. Występuje praktycznie w całej Polsce – również w miastach. W 2015 r. znaleziono go nawet w Łazienkach Królewskich w Warszawie, ale na szczęście w części, do której nie mają dostępu spacerowicze.

O skali problemu niech świadczy fakt, że szacunki mówią o tym, że w Polsce barszcz Sosnowskiego porasta łącznie ok. 3 tys. ha powierzchni.

Robert Wozniak

Barszcz rozprzestrzenia się samoistnie

Barszcz jest jednym z tych osobliwych prezentów, który przywędrował ze Związku Radzieckiego i wyrządził więcej szkód niż pożytku.

Trafił do naszego kraju w latach 70. jako roślina idealna na paszę dla zwierząt. Nieznana wcześniej roślina była bardzo zasobna w składniki pokarmowe, zwłaszcza białko i węglowodany. Mleko krów karmionych barszczem charakteryzowało się wysoką zawartością tłuszczu. Pomimo zachwytów nad właściwościami barszczu (którego nazwa pochodzi od rosyjskiego badacza flory Kaukazu prof. I.D. Sosnowskiego), jeszcze przed wprowadzeniem go do upraw naukowcy z ośrodków uniwersyteckich, które badały jego właściwości, zwracali uwagę, że kontakt z barszczem powoduje silne poparzenia.

Barszcz Sosnowskiego [Specjalista radzi]

Dość szybko zapadła decyzja, że rezygnujemy z kłopotliwego prezentu. Ten jednak zadziałał zgodnie z wojskowa zasadą, że z ziemi raz zdobytej nie odejdzie bez walki. Może gdyby wtedy, w latach 70., był usuwany i wywożony prawidłowo, nie rozprzestrzeniłby się tak szybko w miejscach, w których wcale byśmy się nie spodziewali rośliny pomyślanej przecież jako pasza dla zwierząt: pod blokami, wzdłuż rzek, na przypadkowych łąkach. Niestety, wywożony bez zabezpieczenia – rozsiewał się swobodnie i wkrótce jego ogniska znajdowały się już w całym kraju.

Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że choć przypomina przerośnięty koper, to jest na tyle wysoki (może sięgać nawet 3,5 m), że trudno pomylić go z inną rośliną.

Cała Polska walczy z barszczem

Zwalczanie barszczu należy do obowiązków gmin. Mogą wnioskować do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej o dofinansowanie tej nierównej walki – bo barszcz raz usunięty może zacząć zwyczajnie odrastać. I tak latami.

Zdaniem ekspertów gminy dotknięte problemem powinny współpracować, bo walka z barszczem musi być zakrojona nawet na 20 lat. Samo wykoszenie nie wystarczy, niekiedy trzeba likwidować wszystkie pojedyncze korzenie.

Na wspólne działania w maju zdecydowały się dwa nadleśnictwa znajdujące się na terenie podlegającym Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie oraz sześć samorządów. Działające we współpracy związki dostały na ten cel 200 tys. zł z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie.

W samym tylko leśnictwie Narzym barszcz porastał niemal hektar i był tak wysoki, że górował nad trzymetrowymi dębami.

W zeszłym roku dzięki wsparciu WFOŚiGW w Olsztynie udało się usunąć barszcz z obszaru ponad 100 ha. W tym roku plany są bardziej ambitne, bo obejmują ponad 140 ha.

Z barszczem walczy też Płock (roślina opanowała ponad 10 hektarów terenu w mieście, dochodziło do poparzeń, których ofiarami były przede wszystkim bawiące się dzieci), Kraków (jego ogniska występują głównie w lesie Witkowice), Gdańsk (barszcz od lat powraca w okolice kanału Raduni w dzielnicy Święty Wojciech) – i dziesiątki innych miejscowości.

Eksperci zgromadzeni wokół strony barszcz.edu.pl zbierają informacje na temat występowania ognisk tej rośliny w całej Polsce. Na tej podstawie tworzą interaktywna mapę, która jest chyba najlepszym źródłem informacji o tym, jak duża jest skala zagrożeń w poszczególnych regionach. Niestety, dane nie obejmują wszystkich województw.

Z aktualizowanych na bieżąco danych wynika, że najwięcej ognisk znajduje się w Małopolsce (ponad 500).

barszcz.edu.pl

Jak reagować, gdy zobaczymy roślinę? Po pierwsze,nie wolno zbliżać się do niej, a jedynie należy poinformować odpowiednie służby (można zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub do straży miejskiej). Skupiska barszczu usuwają ubrani w odpowiednie, zabezpieczające ciało ubrania, strażacy.

Inna sprawa, że prawo nie przewiduje obowiązku usuwania barszczu. Na prywatnych działkach może rosnąć latami i wcale nie musi to wynikać ze złej woli jej właściciela, lecz z braku środków. O ile bowiem gmina może wystąpić o dopłatę (jak wspomniany samorząd z województwa warmińsko-mazurskiego), to szanse na to, że wsparcie otrzyma osoba prywatna, są nikłe.

Osoby, które mają w ogrodzie tak niechcianych gości, są de facto pozostawione same sobie. To ogromne zaniedbanie systemowe, ale co powiedzieć, skoro pomimo tego, że powszechnie wiadomo, jak szkodliwą rośliną jest barszcz, do dziś nie figuruje on w wykazie organizmów szkodliwych podlegających obowiązkowi zwalczania (reguluje to rozporządzenie z 2001 r.).

Tomasz Sowa

Ministerstwo nie ma w planach dużych działań

Problem jest niebagatelny i jego rozwiązanie wymaga systemowego podejścia, którego nie ma – każdy, czy to gmina, czy osoba prywatna, z barszczem musi radzić sobie sam.

W czerwcu, czyli tak naprawdę w przeddzień pierwszej fali upałów, która potęguje niebezpieczne działanie barszczu, poseł Konrad Głębocki złożył do ministerstwa środowiska interpelację w tej sprawie. Najpierw zwrócił uwagę, że w dużej mierze to ludzie są odpowiedzialni za rozprzestrzenianie się barszczu ("poprzez przenoszenie tej rośliny do swoich ogródków, czy jako ozdoby w stanie suchym do swoich domów"), a następnie zapytał, czy Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej planuje w 2018 r. przeznaczyć środki finansowe na walkę z barszczem.

Odpowiedź resortu była krótka – nie, nie planuje. Co więcej, w odpowiedzi na inne pytanie, minister przyznał, że "nie prowadzi analizy dotyczącej skuteczności działań podejmowanych przez jednostki samorządu terytorialnego odnośnie zwalczania barszczu Sosnowskiego".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: barszcz sosnowskiego, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
12-07-2018

MAŁYWOLĘ BARSZCZ NIŻ kaczyńskiego

12-07-2018

la2010Chwasty zawsze rozrastają się lepiej niż rośliny użyteczne. To dotyczy nie tylko roślin, czego najlepszym dowodem jest PiS i KK.

12-07-2018

j23Powinna się nazywać barszcz kaczyńskiego!

Rozwiń komentarze (158)

Wybrane dla Ciebie