Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wiadomości
11.01.2017 17:20

Senat przyjął budżet na 2017 r. "500 plus finansowane z deficytu"

Zgodnie z ustawą budżetową na przyszły rok dochody budżetu państwa wyniosą ponad 325 mld zł, a wydatki - ponad 384 mld zł; maksymalny poziom deficytu nie przekroczy 59 mld 345 mln 500 tys. zł.

Podziel się
Dodaj komentarz

Senat bez poprawek przyjął ustawę budżetową na 2017 rok. Wyższa izba parlamentu pracowała nad dokumentem dzisiaj od godziny 15. Ekonomiści mówią jednym głosem: budżet jest nierealny.

Zgodnie z ustawą budżetową na przyszły rok dochody budżetu państwa wyniosą ponad 325 mld zł, a wydatki - ponad 384 mld zł. Maksymalny poziom deficytu nie przekroczy 59 mld 345 mln 500 tys. zł.

Rząd założył, że w 2017 r. wzrost PKB (w ujęciu realnym) wyniesie 3,6 proc., średnioroczna inflacja - 1,3 proc., nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej - 5,0 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej - 0,7 proc., a wzrost spożycia prywatnego (w ujęciu nominalnym) - 5,5 proc.

Zdaniem rządu ustawa spełnia kryteria tzw. stabilizującej reguły wydatkowej oraz deficytu sektora finansów (według metodyki unijnej) - niższego niż 3 proc. PKB. Prognozuje się, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 2,9 proc. PKB.

Po pełnym kontrowersji głosowaniu w Sejmie w połowie grudnia 2016, WP money zapytało ekonomistów, co sądzą o założeniach tegorocznego budżetu.

- Muszę powiedzieć, że jest on oparty na bardzo optymistycznych założeniach, biorąc pod uwagę tendencje dotyczące wzrostu gospodarczego czy procesy inflacyjne. Będzie niezwykle trudno zrealizować scenariusz makroekonomiczny, który przyjęto – powiedział WP money prof. Marian Filar.

Podobnego zdania jest prof. Robert Gwiazdowski, prawnik i ekspert ekonomiczny Centrum im. Adama Smitha.

- Założenia budżetu są zbyt optymistyczne. Musiałby się wydarzyć cud, żeby zakładany poniżej 4 mld zł deficyt, okazał się realny. Ja wiem, że Świątynia Opatrzności już stoi, ale tu żadne modlitwy nie pomogą - komentował ekspert. Gwiazdowski zastrzegł jednak, że kiedy PO uchwalała budżet Rostowskiego, to też mówił, że jest on nierealny. - W Polsce budżet jest mitologizowany - dodał.

Zdaniem Marka Borowskiego, byłego wiceministra finansów w rządzie Waldemara Pawlaka, mamy do czynienia z budżetem "bardzo napiętym", opartym na dalszym pozyskiwaniu środków z VAT-u i CIT-u.

- Rok 2017 będzie prawdopodobnie niezły, ale to "wyciskanie" VAT-u ma swoje granice. Deficyt w granicach 3 proc. jest krańcowy. Wszelkie niepowodzenia będą powodowały cięcia jakichś wydatków – uważa Marek Borowski.

Według niego także założenie wzrostu gospodarczego nie wydaje się być realne. - Czwarty kwartał, zgodnie z prognozami wicepremiera Morawieckiego, skończy się poniżej 2 proc. dynamiki. Odbudowa tego tempa będzie stopniowa i osiągniecie 3,4 proc. wzrostu wydaje się nierealne. To oczywiście będzie miało przełożenie na dochody – dodaje senator niezależny.

Także krytycznie wobec przyjętego budżetu wypowiada się prof. Marian Noga, były członek Rady Polityki Pieniężnej. - Prawda jest taka, że cały sztandarowy program PiS, czyli 500 +, jest finansowany z deficytu. Opowiada się, że to pomoc dla rodzin, że to inwestycja w polskie rodziny, dzieci. Te dzieci, kiedy dorosną, będą musiały spłacić ten "prezent" - dodaje.

Z kolei prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC uważa, że deficyt przyszłorocznego budżetu uda się utrzymać, bez dokonywania korekty.

- Po pierwsze ten budżet zakładał dochody z racji uszczelnienia systemu podatkowego w wysokości 10 mld zł i tempo wzrostu gospodarczego wyższe, niż się oczekuje. Z drugiej strony teraz oczekujemy, że wpłata z zysków NBP będzie dużo wyższa, niż założenia w budżecie – tłumaczy główny ekonomista BCC.

- Różnica in plus to może być ok. 10 mld zł. Dzięki temu założony deficyt będzie się dało utrzymać, bez potrzeby dokonywania korekty – dodaje prof. Gomułka. Według niego zbyt optymistyczne są same złożenia dotyczące wzrostu PKB.

- Wynik III kw. był niespodzianką, rząd zaakceptował, że wynik IV kw. jest jeszcze gorszy. Kluczowa sprawa dotyczy inwestycji, w szczególności inwestycji publicznych. Ministrowie od rozwoju gospodarczego mówili, że odbicie w inwestycjach nastąpi w drugiej połowie tego roku, teraz wicepremier Morawiecki uważa, że to przesunie się na przyszły rok – tłumaczy główny ekonomista BCC.

Tagi: wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
11-01-2017

zwolenik pisjestem w szpitalu i kazą mi sikac do kaczki Moje przekonania mi nie pozwalaja sikam po dsiebie

11-01-2017

piotr12345Jest nierealny i nielegalny .

11-01-2017

matematykA Giełda po decyzji Senatu ... wzrosła, widocznie inwestorzy mają więcej rozumu od tych "ekonomistów".

Rozwiń komentarze (264)