Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Dzik: Od sondaży wiarygodniejsze zakłady bukmacherskie

Bukmacherzy nie próżnują i można już typować wyniki wyborów prezydenckich. Wygrana Bronisława Komorowskiego da nam tylko 40 groszy zysku z każdej postawionej na niego złotówki, obstawiający Jarosława Kaczyńskiego mogą liczyć na prawie cztery razy tyle.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Bukmacherzy nie próżnują i można już typować wyniki wyborów prezydenckich. WygranaBronisława Komorowskiegoda nam tylko 40 groszy zysku z każdej postawionej na niego złotówki, obstawiającyJarosława Kaczyńskiegomogą liczyć na prawie cztery razy tyle. *

W lipcu 2008 roku na pewnej konferencji usłyszałem, że jest oczywiste, iż wybory w USA wygra Obama, bo tak wskazują kursy bukmacherskie, a one w tej kwestii nie myliły się nigdy. Wówczas jeszcze sondaże i polityczne analizy nie dawały miażdżącej przewagi kandydatowi Demokratów.

Ludzie, którzy typują u bukmacherów, nie wyrażają tylko opinii politycznych, ale chcą jak najlepiej, choć ryzykownie, zainwestować pieniądze. Nie oznacza to, że należy obstawiać faworyta, ważne jednak,by kurs wypłaty odpowiadał szansom kandydata. Ankieterowi można beztrosko powiedzieć cokolwiek, jeśli opinię trzeba podeprzeć wyłożonymi na stół pieniędzmi, to staje się ona dużo bardziej wiarygodna.

Ludzie potrafią zakładać się o wszystko, a wynikające z takich zakładów kursy stanowią całkiem dobre narzędzie predykcji. W ekonomii nazywa się to _ prediction markets _, najsłynniejszy z nich funkcjonuje przy Uniwersytecie Iowa. Były nawet pomysł, by wykorzystać _ prediction markets _ do przewidywania zamachów terrorystycznych, ale uznano przyjmowanie zakładów na takie zdarzenia za niemoralne.

W Polsce jednak dominują sondaże, co jest o tyle dziwne, iż wielokrotnie okazywały się one zawodne. Rozbieżność wyników sondaży z faktycznymi wynikami wyborów jest u nas większa niż na Zachodzie i wynika zapewne ze specyfiki polskiego wyborcy, który czasem ukrywa swoje poparcie dla ugrupowań z prawej strony sceny politycznej.

Błąd polskich sondaży jest systematyczny i jednostronny, dlatego dziwi mnie, że żaden z ośrodków badania opinii nie poszedł po rozum do głowy i zamiast sondaży zaczął publikować prognozy, na które składałby się sondaż i ekspercki system korygujący, ustalony na podstawie wcześniej zaobserwowanych rozbieżności. A tak może znowu usłyszymy tłumaczenie uczonych socjologów, dlaczego znów wygrał nie ten, na kogo wskazywały sondaże. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak przyznać, że nikt tak pięknie jak akademicki socjolog nie potrafi wyjaśnić, dlaczego się mylił.

Sprawę predykcji komplikuje fakt, że te wybory prezydenckie będą obarczone dużo większą dawką niepewności niż poprzednie. Wydarzenia z 10 kwietnia przypomniałystarą, acz jakże często pogardzaną prawdę, że wiele może się wydarzyć między ustami a brzegiem pucharu.

Kilka czynników może jeszcze poważnie zatrząść poparciem dla któregoś z kandydatów, jak choćby ciągle rozwijająca się debata o przyczynach katastrofy w Smoleńsku. Pozycje kandydatów mogą się zmieniać jak w kalejdoskopie, ale mimo wszystko, w tej predykcyjnej grze, chyba lepiej być bukmacherem niż socjologiem.

Autor felietonu jest ekonomistą specjalizującym się w zagadnieniach racjonalności,

ekonomii behawioralnej i psychologii hazardu

ZOBACZ TAKŻE:

Tagi: wybory prezydenckie 2010, wybory, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz