Notowania

eurowybory
10.06.2009 07:09

Dzik: Racjonalni niegłosujący i mądrzy głosujący

Czy w eurowyborach wyborcy głosowali mądrze - wybierając ludzi prawnych, światłych, kompetentnych? Trudno powiedzieć. Czy większość uprawnionych do głosowania postąpiła racjonalnie? Wszystko wskazuje na to, że tak.

Podziel się
Dodaj komentarz

Dla ekonomii nie jest problemem, jeśli ktoś woli salceson od szynki parmeńskiej czy przegrywa duże sumy w kasynie. Gusta są nieważne, dopóki są spójne i stabilne. Ryzyko można podejmować, jeśli trafnie ocenia się potencjalne korzyści i koszty. W tym ujęciu, wyborcy dobrze zdali egzamin z racjonalności.

Sytuacja, w której człowiekowi wydaje się, że jego pojedynczy głos może zmienić wynik wyborów jest zwana _ złudzeniem wyborcy _. Matematycznie jest to wysoce nieprawdopodobne. Media i autorytety uwzięły się, by tę iluzję w ludziach kultywować. Wytoczono nawet najcięższe, nieużywane dotychczas armaty - w serial _ M jak Miłość _ wmontowano scenę, w której Marcin Mroczek i Kasia Cichopek przekonywali, jak to istotną rzeczą jest zagłosować.

Tymczasem zachęcanie do głosowania jest wręcz niestosowne, bo prawdopodobieństwo, że nasz głos coś rozstrzygnie jest zapewne niższe, niż prawdopodobieństwo, że w drodze do lokalu wyborczego potrąci nas samochód. Na szczęście trzy czwarte wyborców racjonalnie stwierdziło, że głosować nie ma sensu.

Niegłosujący nie ulegli też terrorowi argumentu, że _ skoro nie głosujesz nie masz prawa narzekać _. Jest bowiem dokładnie odwrotnie: narzekać nie powinni ci, którzy głosowali, zgodnie ze starą maksymą _ widziały gały co brały _.

Inną wyborczą iluzją, która silnie pokutuje w Polsce, zwłaszcza po prawej stronie sceny politycznej, jest przekonanie o olbrzymim wpływie mediów na wynik wyborów. W tym ujęciu ludzie są nieracjonalnymi chorągiewkami na wietrze, którymi dowolnie steruje medialny wiatr.

Fakty są takie, że wyborcy mają stabilne i dobrze zdefiniowane preferencje polityczne, nawet jeśli niewiele wiedzą o niuansach programowych walczących partii, co pokazali na przykładzie USA Benjamin I. Page i Robert Y. Shapiro w książce The Rational Public. Choć demokracja u nas młodsza, polscy wyborcy nie okazali się wcale gorsi od amerykańskich.

Oglądając w czasie kampanii telewizję publiczną i czytając niektóre periodyki, można było odnieść wrażenie, że w Polsce starły się trzy duże partie - PO, PiS i Libertas. Ponieważ trzecia z nich była wytworem wysoce wirtualnym, to uzyskała miażdżące poparcie 1,1%. Gdyby zaś media miały faktyczny wpływ na wyborcze preferencje to Libertas powinna dostać co najmniej dziesięć razy tyle.

Na koniec warto spojrzeć na wyniki w całej Unii. Choć pojedynczy człowiek idący na wybory nie postępuje racjonalnie, to dała znać o osobie mądrość zbiorowa i socjaliści, którzy tak dzielnie zwalczali kryzys za pomocą miliardowych transferów z kieszeni podatników, dostali od niewdzięcznego ludu żółtą kartkę.

Wygląda na to, że eurowybory były umiarkowanym sukcesem indywidualnego rozsądku i zbiorowej mądrości. Ech, żeby jeszcze dziennikarze relacjonujący wyniki nauczyli się wreszcie odróżniać procent od punktu procentowego to byłaby pełnia szczęścia. Ale może wymagam za dużo...

Autor jest ekonomistą specjalizującym się w zagadnieniach racjonalności,
autorem publikacji z zakresu ekonomii behawioralnej i psychologii hazardu. Współpracuje z miesięcznikiem psychologicznym _ Charaktery _.

Tagi: eurowybory, dzik, felieton, wyborcy, głosowanie, wiadomości
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz