Notowania

Wcześniejsze emerytury bez możliwości dorabiania? Elżbieta Rafalska zabrała głos

Rząd daje i odbiera. W PiS zaczynają sobie zdawać sobie sprawę, jakie konsekwencje dla budżetu będzie miało przywrócenie wcześniejszego wieku emerytalnego. Teraz przechodzi do kontrofensywy i chce zniechęcić Polaków do zbyt wczesnego pobierania świadczeń. Najnowsze plany forsowane przez Ministerstwo Finansów mogą uderzyć w osoby, które chciałyby do emerytur dorabiać. Jednak minister rodziny Elżbieta Rafalska dementuje te pogłoski.

Podziel się
Dodaj komentarz
(JAN BIELECKI/East News)

Aktualizacja: 16.59

Przegłosowana w listopadzie ubiegłego roku ustawa o przywróceniu wieku emerytalnego 60-65 lat sprawia, że po świadczenia może się zgłosić w październiku jednocześnie 665 tysięcy osób. To liczba ludzi, którzy musieli czekać na wiek emerytalny przedłużany po "reformie" Tuska.

Dla rynku pracy, który już zmaga się z niedoborem pracowników i rekordowo niskim bezrobociem, to bardzo ważny moment. Już teraz braki łatane są imigrantami z Ukrainy, a tu może przybyć na raz jednocześnie dziesiątki tysięcy wolnych miejsc.

Ważniejszym problemem będzie jednak deficyt finansów publicznych. W ciągu kolejnych czterech lat po wprowadzeniu reformy według wyliczeń urzędników w Kancelarii Prezydenta pojawienie się rzeszy nowych emerytów może kosztować budżet średnio 10 mld zł rocznie. To równowartość prawie połowy wydatków na Program 500+. A te szacunki są i tak dość ostrożne.

Prezydent oraz partia rządząca PiS obiecali niższy wiek emerytalny i zmianę wprowadzili. Efekt propagandowy został osiągnięty. Teraz jednak trzeba się zmierzyć z kosztami finansowymi. A to już nie będzie przyjemne.

Jak utrzymać deficyt w ryzach?

Budżet nie jest z gumy i Ministerstwo Finansów wcale nie chce poświęcić w całości tych 10 mld zł. Tym bardziej, że deficyt na ten rok będzie trudny do osiągnięcia, na co wskazują prognozy gospodarcze dla Polski różnych instytucji finansowych.

Bardzo ważne jest, by dziura budżetowa utrzymała się w granicach 3 proc. PKB. Ten poziom jest istotny, bo stanowi sygnał dla rynków finansowych, czy wydatki nie są zbyt rozdęte.

Gdyby poziom przekroczono, spadłyby prawdopodobnie międzynarodowe ratingi Polski, a za tym poszłaby podwyżka oprocentowania nowego długu zaciąganego przez rząd. Już obecnie płacimy dużo, bo 3,7 proc. rocznie od obligacji 10-letnich. Jest to o pół punktu proc. rocznie odsetek więcej niż płacą Węgrzy (rok temu było odwrotnie - to my płaciliśmy mniej), więc na opinie rynków trzeba chuchać i dmuchać, bo to może przełożyć się na miliardowe koszty dla budżetu.

Jeden procent różnicy w oprocentowaniu polskiego długu to obecnie koszt 9,4 mld zł rocznie dla budżetu.

Jeśli uda się ściąć część nowych kosztów, wynikających z przywrócenia wieku emerytalnego, będzie to dużo łatwiejsze dla utrzymania deficytu niż znalezienie dodatkowych pieniędzy z redukcji dziury podatkowej VAT czy z podatków nakładanych na poszczególne branże (podatek bankowy, handlowy).

Rząd szuka oszczędności?

Na początku nowego roku pojawiły się informacje, które świadczą o tym, że rząd chce przystąpić do kontrofensywy. PiS szuka obecnie sposobów na zniechęcenie ludzi do korzystania z dobrodziejstw wcześniejszej emerytury, a raczej... jak zachęcić ich do pozostania w pracy przez jeszcze kilka lat, ale tym razem "dobrowolnie".

Z doniesień medialnych wynikało, że ograniczenia w prawie do dorabiania na emeryturze miałyby dotyczyć wszystkich emerytów bez względu na wiek. Obecnie bez ograniczeń dorabiać mogą kobiety powyżej 60 lat, mężczyźni powyżej 65 lat i osoby pobierające rentę inwalidy wojennego. Takich osób jest w tej chwili około 400-500 tysięcy.

Ci, którzy nie osiągnęli jeszcze podanego wieku, całość emerytury dostają tylko przy zarobkach do 70 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia podawanego przez GUS. Powyżej tej kwoty świadczenia są zmniejszane (o kwotę przekroczenia), a powyżej 130 proc. średniego wynagrodzenia całkowicie zawieszane.

Plany resortu pracy mówią też o zamiarze obciążenia ZUS-em umów o dzieło, a z tego typu umów bardzo chętnie korzystali emeryci, dorabiający do świadczenia. W ubiegłym roku składkami obciążono również chętnie wykorzystywane przez emerytów umowy zlecenie.

Minister Elżbieta Rafalska zarzekała się we wtorek w wywiadzie dla TVP, że powyższe plany to tylko rekomendacje, jeszcze nie ujęte w formę ustawową, niemniej te informacje pokazały, w którym kierunku rząd chce iść. A być może nie chce, ale musi.

Komunikat był jasny - trochę zaszaleliśmy z wydatkami i teraz trzeba zrobić wszystko, żeby to nie podważyło zaufania rynków finansowych. Koszty jego utraty mogą być większe niż koszty wdrażanych programów socjalnych.

Minister Rafalska zapewnia Polaków: "nie będzie ograniczeń"

Ale minister Rafalska we wtorek po południu zdecydowanie odcięła się od wcześniejszych doniesień. - Nie zamierzamy wprowadzać żadnych ograniczeń dotyczących dorabiania na emeryturze - powiedziała Elżbieta Rafalska w wywiadzie dla RMF FM.

- To (zakaz dorabiania na emeryturze - przyp. red.) pojawiało się w trakcie debat i dyskusji publicznych, ale w naszych rekomendacjach tego nie ma. Rząd wyraźnie mówi o tym, że emeryci będą mogli, tak jak do tej pory, dorabiać w nieograniczony sposób - zapewniła minister Rafalska. Wskazała również, że jedynym ograniczeniem może być zakaz pobierania przez emerytów renty z tytułu niezdolności do pracy.

Tagi: elżbieta rafalska, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
03-01-2017

alf210PiS - mistrze propagandy dla "ciemnego ludu" możesz odejść na emeryturę, ale bez dorabiania, więc równie dobrze możesz umrzeć z głodu, więc … Czytaj całość

03-01-2017

kacperekMądry Polak po szkodzie-ważniejsze było spełnienie głupich obietnic przedwyborczych. Najbardziej odczuje to ich elektorat dlatego portkami częsą. … Czytaj całość

03-01-2017

RyszardCo to za Rząd który jednym daje a drugim odbiera . Dlaczego Ci co próbują rządzić robią wszystko aby jeszcze bardziej skłócić Naród . Tak dalej i … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (139)