Notowania

prawo
27.02.2018 11:30

Fabryka papieru przy Wiejskiej. PiS wyhamował, ale produkcja prawa i tak idzie pełną parą

3 godziny i 37 minut codziennie - tyle czasu musielibyśmy poświęcić, żeby przeczytać nowe akty prawne. To aż 27 118 stron. Jest i dobra wiadomość. W porównaniu do poprzednich lat produkcja prawa nieznacznie zwolniła. Mimo to posłowie nadal pracują jak szaleni.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Radek Pietruszka (PAP))
Rząd PiS wyhamował z tworzeniem prawa, a i tak nie sposób się z nim zapoznać

- Gdyby ktoś chciał czytać wszystkie przyjmowane w 2017 r. ustawy i rozporządzenia, musiałby na to poświęcić prawie cztery godziny każdego dnia roboczego. A gdyby chciał czytać te akty prawne razem z zawartymi w nich odniesieniami do innych aktów prawnych, powinien robić to, bez przerw na spanie czy jedzenie, przez 62 lata - komentuje Tomasz Wróblewski, partner zarządzający w Grant Thornton.

- Polski przedsiębiorca czy obywatel - jeśli nie ma rozbudowanego zaplecza prawników i doradców - fizycznie nie jest w stanie zapoznać się z całym wchodzącym w życie prawem - dodaje.

Zobacz też: Zakaz handlu to fikcja? Zobacz gdzie i kiedy zrobisz zakupy

Zalew papieru

Grant Thonton cyklicznie przygotowuje raport "Barometr stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce". Mówiąc w skrócie: wylicza, ile stron przepisów prawnych weszło w życie w danym roku i w jakim czasie powstają nowe ustawy.

Do tej pory produkcja prawa w Polsce rosła w zastraszającym tempie, a nasi ustawodawcy bili kolejne historyczne rekordy w liczbie stron maszynopisu przyjmowanych nowych aktów prawnych. I tak na przełomie lat 80. i 90. rocznie w parlamencie i ministerstwach uchwalanych było po 1-2 tys. stron maszynopisu aktów prawnych najwyższej rangi (ustaw i rozporządzeń).

Pod koniec lat 90. skala produkcji prawa w Polsce wzrosła do 7 tys. stron rocznie, a kiedy państwo dodatkowo przygotowywało się do wejścia do Unii Europejskiej, ich liczba podskoczyła nawet do ponad 20 tys.

Zalew nowych regulacji trwał niezależnie od tego, która partia akurat rządziła. Rekord padł w 2016 r., kiedy przybyło 31,9 tys. stron przepisów.

Ale w zeszłym roku po raz pierwszy nastąpiła zmiana. Na lepsze. W 2017 r. w życie weszło 27 118 stron nowych ustaw i rozporządzeń, czyli o 15 proc. mniej niż w 2016 r. To pierwszy spadek od 2011 r.

Dni w bonusie od Sejmu

Jak wylicza Grant Thornton, w 2017 r. w życie weszło w Polsce o 4788 stron ustaw i rozporządzeń mniej niż rok wcześniej. Czyli - o ile założymy, że przeczytanie jednego aktu prawnego zajmuje średnio dwie minuty - przeciętny przedsiębiorca czy obywatel, musiał teoretycznie na czytanie aktów prawnych poświęcić o blisko 10 tys. minut, czyli 160 godzin, mniej niż rok wcześniej. To jak 20 dodatkowych dni roboczych, które zamiast na śledzenie legislacyjnych zmian można poświęcić na pracę i rozwój firmy.

Czyli niby jest lepiej, ale nie do końca. - Skala produkcji prawa w Polsce jest zdecydowanie zbyt wysoka. Przepisy są zmieniane i dodawane w tak ogromnym pędzie, że nikt nie jest w stanie z uwagą ich śledzić, nie mówiąc już o rozumieniu wdrażanych zmian, ich analizie i dostosowywaniu się do nich. To oznacza, że polscy obywatele i polskie firmy są systemowo narażeni na ryzyko łamania prawa - komentuje Wróblewski.

Skąd bierze się to tempo? Jak wynika z raportu, uchwalenie ustawy zajmuje posłom zaledwie 106 dni, czyli trzy miesiące. Wydaje się długo, ale jeśli przyjrzymy się procesowi legislacyjnemu, to okaże się, że projekty przelatują przez Parlament lotem błyskawicy.

I tak w zeszłym roku aż 40 proc. projektów ustaw było uchwalanych bez pochylenia się nad nimi komisji sejmowych, a w przypadku 70 proc. projektów debata w komisjach kończy się między I a II czytaniem w Sejmie. Oznacza to, że posłowie nie mają czasu na spokojnie przyjrzeć się nowym przepisom, zasięgnąć opinii ekspertów lub prawników. Efekt? Z Sejmu mogą wychodzić ustawy niedopracowane, z błędami, wymagające szybkiej nowelizacji.

Skoro Sejm nie ma czasu na głębszą refleksję, to może znajduje go Senat albo prezydent? Nic z tego. Senat nie zgłosił żadnych poprawek do aż 74 proc. uchwalonych ustaw. To oznacza, że trzy czwarte ustaw zostało po prostu przesłanych dalej, do podpisu prezydenta. To najwyższy wynik ze wszystkich lat objętych badaniem.

W 2017 r. ustawy czekały na podpis Andrzeja Dudy średnio 12 dni, czyli tylko o jeden dzień więcej niż przed rokiem i na zbliżonym poziomie do czasu, jakiego potrzebował Bronisław Komorowski. Tymczasem Aleksander Kwaśniewski czy Lech Kaczyński potrzebowali średnio dwukrotnie więcej czasu, czyli 24 dni, na zapoznanie się z ustawą, zanim złożyli pod nią swój podpis.

Tagi: prawo, sejm, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
27-02-2018

V8PiS - Patologia i Szmalcownictwo

27-02-2018

podatnikW tej chwili mógłbym zagłosować tylko na Kukiza. To jedyna partia, która dba o interesy Polski i Polaków, o czym najlepiej świadczy fakt, że poważnie … Czytaj całość

27-02-2018

jurek7475Cyrk na kaczych łapach .....tyle w temacie

Rozwiń komentarze (62)