Notowania

e-booki
03-11-2018 (09:18)

Polski Spotify e-książek szuka pieniędzy u ludzi. "Banki nie potrafią finansować takich projektów"

Działa na polskim rynku już dziewięć lat, przychody rosną po 40 proc. rocznie, a mimo to ma problemy z pozyskaniem w bankach takiego kredytu, który nie przytłoczyłby odsetkami. Dlatego Legimi wychodzi z ofertą obligacji do ludzi. Płaci wyższe odsetki niż kiedyś GetBack. Czy to bezpieczna inwestycja?

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Jakub Kaczmarczyk)
Z ich oferty korzysta już 39 tys. osób, ale banków to nie przekonuje

Polskie Legimi można porównać do Spotify z książkami elektronicznymi. W zamian za abonament można czytać do woli. Dla czytających do 300 stron miesięcznie wystarczy wyłożyć 6,99 zł w abonamencie. Bez limitu można czytać za 32,99 zł miesięcznie na czterech urządzeniach.

Spółka zaoferowała nawet czytniki za 1 zł, o ile podpisze się umowę na 24 miesiące z wyższym abonamentem 46,99 zł miesięcznie. Jeśli ktoś kupował dotąd w księgarniach dwie książki co miesiąc, taka oferta wydaje się rewelacyjna.

Legimi informuje, że odkąd ją wprowadził w 2015 roku, przychody zaczęły rosnąć "skokowo”. W ubiegłym roku ten skok oznaczał wzrost do 7,1 mln zł z 4,2 mln zł w 2016 r., a w pierwszym półroczu 2018 do 4,6 mln zł z 3,3 mln zł rok wcześniej. Ale udźwignięcie ciężaru oferty czytników za złotówkę wymaga pieniędzy, którymi Legimi nie dysponuje w nadmiarze.

Na książkach dla kobiet zarabia krocie. "Jadę do Paryża i nie patrzę na hotel"

Wydawałoby się, że tak rozwijający się biznes, dodatkowo od ubiegłego roku już wychodzący na plus, powinien ułatwić rozmowy z bankami. Tymczasem spółka wystosowała właśnie ofertę publiczną, czyli do wszystkich chętnych, obligacji z oprocentowaniem aż 8,5 proc. Chce w ten sposób pozyskać 2,4 mln zł.

Dla porównania, ze statystyk NBP wynika, że kredyty roczne dla przedsiębiorstw oprocentowane są obecnie na około 3,8 proc. Najwyraźniej banki nie widzą w kredytowaniu spółki dobrego interesu. Przecież gdyby dostała kredyt z odsetkami nawet powiedzmy 5 proc., to nie uruchamiałaby oferty, po której będzie musiała płacić 8,5 proc.

- Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że banki "nie potrafią” finansować takich projektów, jak „Spotify dla książek” - mówi money.pl Mikołaj Małaczyński, prezes Legimi. - Zwykle nowymi technologiami zajmują się fundusze venture capital i z takiego sposobu finansowania również w początkowej fazie korzystaliśmy - dodał.

- Zwracam uwagę, że spółka realizuje projekt obligacji po raz drugi jako samodzielny emitent na podstawie nowych przepisów KNF, a co za tym idzie, nie ma wysokich kosztów prowizji dla instytucji finansowych i pośredników (m.in. biur maklerskich - red.). Banki również pobierają spore wynagrodzenie za swoje usługi, a w tym przypadku udało nam się tego uniknąć. To pozwala zaoferować tak korzystne oprocentowanie inwestorom - opisuje.

W tym roku Legimi uplasowała już na rynku kilka emisji obligacji zabezpieczonych, oprocentowanych na 8,5 proc. za łącznie 2,3 mln zł. Sprzedała też papiery dłużne oprocentowane na 5 proc. za 1,3 mln zł, w tym obligacje zamienne na akcje. Ze znalezieniem chętnych na zakup obligacji niezabezpieczonych oprocentowanych na 5 proc. miała już problem. Inwestorzy mają, jak widać, ograniczone zaufanie.

Kapitał od rynku obligacji korporacyjnych odgoniła prawdopodobnie afera GetBack. Setki milionów strat z pewnością zasiały ziarno nieufności na całym rynku i fundusze obligacji korporacyjnych straciły część kapitału. Jedną z ofiar takiej sytuacji może być właśnie Legimi.

Pytamy więc prezesa, czy wysokość oprocentowania można uznać za desperację spółki. - W ciągu ostatnich trzech lat zrealizowaliśmy ponad dziesięć projektów obligacyjnych - przy identycznych parametrach do obecnej emisji - zarówno w zakresie oprocentowania, jak i zabezpieczenia. Nie ma tu zatem mowy o desperacji, tylko dopasowaniu się do realiów rynkowych. Świadomi inwestorzy porównują oferty emisji i wybierają zwykle najbardziej opłacalną dla siebie, a kryterium oprocentowania jest tu kluczowe - komentuje.

Własnymi siłami

Spółka pozyskuje też kapitał emisjami akcji. Sprzedawała w tym roku akcje po 13,90 zł i po 16 zł za sztukę za łącznie 2,6 mln zł, znajdując czterech nowych prywatnych inwestorów. Legimi chce utrzymać proporcje 25 proc. kapitału własnego do obcego. Nowe środki pozwalają na szybki rozwój.

Tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2018 r. liczba klientów wzrosła o 32,5 proc., a w stosunku do czerwca 2017 roku - o aż 86,7 proc. Jest ich już łącznie ponad 39 tysięcy. Płacą średnio po 19,67 zł miesięcznie. Wśród nich zdecydowana większość, bo ponad 26 tys., to klienci z wykupioną usługą abonamentowego dostępu do aplikacji Legimi.

W ramach abonamentu sprzedano już ponad 8 tys. czytników za złotówkę. W ofercie Legimi ma 25 tys. książek od 300 współpracujących wydawców. Użytkowników aplikacji mobilnej jest aż 204 tys., co wskazuje na potencjał rozwoju.

Nielimitowane książki za nawet 5 zł miesięcznie?

Legimi współpracuje z operatorami telekomunikacyjnymi i tam można liczyć na spore zniżki. W ofercie Play, podobnie jak w T-Mobile zapłacimy zaledwie 19,90 zł miesięcznie z możliwością rezygnacji w każdym momencie i darmowym miesiącem na dobry początek. W "Play 360 stopni” jeśli dopłacimy do abonamentu 20 zł miesięcznie, to mamy w cenie nielimitowane czytanie w Legimi, plus jeszcze m.in. ubezpieczenie naprawy telefonu, które zwraca do 800 zł rocznie i nielimitowane audiobooki z Audioteki. W Plusie Legimi kosztuje 30,75 zł miesięcznie za nielimitowany dostęp po darmowym dwutygodniowym okresie próbnym.

Teoretycznie istnieje nawet możliwość, żeby cztery osoby złożyły się na jeden dostęp, bo przy ofercie nielimitowanej można czytać na czterech urządzeniach. Z jednym warunkiem - nie można czytać na dwóch tych samych rodzajach urządzeń. Jeśli czwórka użytkowników nie ma z tym problemu, czyli jeden może czytać na czytniku, drugi na komputerze, trzeci na tablecie, a czwarty na komórce, to wychodzi na to, że za 5 zł miesięcznie można czytać do oporu.

A można i korzystać z Legimi całkiem za darmo. Spółka chwali się pozyskaniem dwóch klientów biznesowych. Jednym z nich są... biblioteki publiczne. Te oferują swoim czytelnikom bezpłatny dostęp do e-książek poprzez platformę Legimi. Pakiety wykupiły już biblioteki w Gdańsku (WMBP), Wrocławiu (MBP), Sopocie (Sopoteka) i w warszawskiej dzielnicy Wilanów.

Marsz na Niemcy

W przyszłości być może czytanie za darmo będzie możliwe nie tylko w bibliotekach, ale w ramach standardowej usługi. Nie całkiem oczywiście za darmo, ale za - podobnie jak w Spotify - obejrzenie wyświetlanej reklamy. Taką formę udostępniania e-booków stosuje już niemiecka Readfy GmbH, lider rynku naszego zachodniego sąsiada.

Tę firmę Legimi chce zresztą w całości przejąć za pozyskane z emisji obligacji pieniądze. 10 października została podpisana stosowna umowa i teraz do końca stycznia polska spółka ma czas na zebranie odpowiednich pieniędzy.

Readfy ma 400 tys. zarejestrowanych użytkowników, z czego z aplikacji korzysta regularnie 60 tys. miesięcznie. Legimi ma zamiar połączyć formę działania "czytaj za reklamy” z abonamentową. Niemieckim klientom będą oferowane czytniki za 1 euro.

W Niemczech zresztą Legimi już działa od ponad roku. Z racji okazji do zakupu Readfy inwestycje w rozwój zostały wstrzymane.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: e-booki, legimi, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
WP Money
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
03-11-2018

ArqsPO tym jak firma traktuje potencjalnych klientów nie dziwię się. Dałem się złowić na promo. Można się łatwo zarejestrować w aplikacji mobilnej ale jak … Czytaj całość

03-11-2018

WojciechŚwietna usługa, korzystam już drugi rok. Niech się Polakom powiedzie!

03-11-2018

Pomocnik pomocnika kucharzaDla czytających 300 stron miesięcznie. Czyli dla kogo? Wyborca partii rządzącej w życiu nie przeczytał ciurkiem 30 stron a nawet jeśli przebił ten … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (8)

Wybrane dla Ciebie