Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Jarosław Jakimczyk
|

Memento dla ministra skarbu

0
Podziel się:

Jacek Socha zaciągnął zobowiązania wobec polityków, dzięki którym przez 10 lat szefował KPWiG. Trudno mu teraz jako ministrowi skarbu równie zaciekle jak w Orlenie walczyć o interesy państwa w PZU, którego inwestorzy to były chlebodawca premiera Marka Belki i ulubiony bank prezydenta.

Memento dla ministra skarbu

Minister skarbu Jacek Socha w swej ponad 10-letniej karierze politycznej niemal wszystko zawdzięcza obozowi lewicy. Gdyby nie prezydent Aleksander Kwaśniewski i dzisiejszy premier Socha nie tylko nie zostałby szefem MSP, ale nawet nie utrzymałby się przez tyle lat na fotelu przewodniczącego KPWiG. Jako szef komisji nadzorującej giełdę zręcznie unikał naruszenia interesów spółek związanych z obozem prezydenta. Te słodkie czasy skończyły się jednak bezpowrotnie w maju ub.r., kiedy Jacek Socha wszedł do rządu Marka Belki obejmując newralgiczne ministerstwo. Co uchodziło szefowi KPWiG, nie ujdzie ministrowi skarbu, któremu na ręce patrzą wszyscy: opozycja, zagraniczni inwestorzy, resortowi urzędnicy i opinia publiczna. Stając na czele MSP Socha znalazł się między młotem a kowadłem; trudno jest mu pogodzić interes Skarbu Państwa z interesem tych, którzy go wspierają od lat.

Gdy jesienią 1994 r. premier Waldemar Pawlak na wniosek ministra finansów Grzegorza Kołodki i prezes NBP Hanny Gronkiewicz wręczał mu nominację na przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych (wtedy jeszcze bez "i Giełd" w nazwie) prasa charakteryzując Sochę pisała, że "w środowisku maklerskim wyrobił sobie opinię człowieka bezkompromisowo walczącego z nieprawidłowościami giełdowymi. Jako szef inspekcji KPW zasłynął z nalotów na domy maklerskie". Po objęciu kierownictwa KPW Jacek Socha okazał się jednak papierowym tygrysem. Postulował wprawdzie przyznanie Komisji szerokich uprawnień śledczych na wzór amerykański, ale nader wstrzemięźliwie i wybiórczo korzystał z uprawnień do ścigania przestępstw giełdowych, jakie dawało mu polskie prawo.

Jak naprawdę Jacek Socha dbał o przestrzeganie prawa na giełdzie, pokazuje jego zachowanie w sprawie Universalu. Ta dawna centrala handlu zagranicznego zaangażowana w operacje FOZZ, finansowała wydawanie "Trybuny" przez spółkę Ad Novum, której radą nadzorczą kierował przez pewien czas Aleksander Kwaśniewski. Universal, notowany na giełdzie od 1992 r., notorycznie lekceważył obowiązki informacyjne, ukrywając przed akcjonariuszami swoją prawdziwą sytuację finansową. Decyzję o wyrzuceniu tej spółki z parkietu Socha podjął dopiero, gdy wszyscy duzi inwestorzy dawno już pozbyli się akcji bankruta - Wykluczenie spółki z giełdy nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Myślę, że powinna być większa odpowiedzialność osobista członków zarządów spółek za złe raportowanie - wyznał po latach w rozmowie z dziennikarzami.
Symbolem postawy Sochy wobec spółek świadczących serwituty politykom lewicy był jego stosunek do Banku Millennium (dawniej BIG Bank Gdański). Tego samego, który parę lat pośpieszył z pomocą prezydentowi Kwaśniewskiemu wystawiając zaświadczenie o używaniu karty kredytowej Visa poza granicami kraju w spornym okresie jako dowód, że latem 1994 r. lider SdRP przebywał w Irlandii, a nie - jak twierdziło "Życie" - z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem w Cetniewie. O ile wdzięczność banku wobec jednego ze swych ojców (razem z prezesem Bogusławem Kottem Kwaśniewski zakładał fundację, która znalazła się wśród założycieli BIG), wydaje się naturalna, o tyle zachowanie Jacka Sochy wielokrotnie było zastanawiające. KPWiG np. nie zareagowało w ogóle na ujawnienie w prasie dokumentów, z których wynikało, że prospekt emisyjny Polifarbu Wrocław (BIG był znaczącym akcjonariuszem spółki, która połączyła się z Polifarbem Cieszyn) zataja ważne informacje. Socha spokojnie przyglądał się też, jak BIG ominął prawo i z pomocą
swych spółek zależnych przejął większy Bank Gdański.

Pasywność KPWiG wobec BIG zaprocentowała; gdy rządziły AWS z Unią Wolności Socha przekonał się, że może liczyć na poparcie Kancelarii Prezydenta w razie kłopotów. Sprzeciw Aleksandra Kwaśniewskiego, któremu w sprawach gospodarczych doradzał wtedy Marek Belka, zapobiegł planowanej dymisji przewodniczącego KPWiG w 1999 r. Z wnioskiem takim zamierzał wystąpić do premiera Jerzego Buzka minister finansów Leszek Balcerowicz. Pomysł podobał się szefowi Kancelarii Premiera Wiesławowi Walendziakowi. Ostatecznie jednak Jacek Socha przetrwał na swym stanowisku.

Niedługo później miał okazję odwdzięczyć się za przychylność ludziom prezydenta zapobiegając na początku 2000 r. agresywnemu przejęciu BIG Banku Gdańskiego (BIG BG) przez Deutsche Bank. W radzie polskiego banku zasiadał wtedy Marek Belka. Na wieść o tym, że Niemcy nieoczekiwanie wsparci przez PZU i PZU Życie (kierowane wtedy przez duet Władysław Jamroży-Grzegorz Wieczerzak), ustanowili nową radę nadzorczą banku i odwołali prezesa Bogusława Kotta z całym zarządem, Belka przyleciał błyskawicznie do Warszawy prosto ze szczytu gospodarczego w szwajcarskim Davos. BIG BG w konsorcjum z holenderskim holdingiem ubezpieczeniowym Eureko był już wówczas inwestorem strategicznym PZU. Kiedy notowania akcji BIG BG na giełdzie były zawieszone w związku ze sporem z Niemcami, Marek Belka usiłował wpłynąć na menedżerów grupy PZU, by zerwali sojusz z Deutsche Bankiem - Rozmawiałem na prośbę i w obecności Leszka Millera-juniora z ówczesnym prezesem PZU Życie Grzegorzem Wieczerzakiem - oświadczył Marek Belka. Istnieje też inna
wersja zdarzenia, według której to Belka poprosił młodego Millera, by poprzez swoje kontakty na rynku kapitałowym pomógł mu dogadać się z Wieczerzakiem. Premier Belka zaprzecza, jakoby z powodu konfliktu pomiędzy akcjonariuszami BIG BG interweniował u szefa KPWiG, z którym zna się jeszcze z Polskiej Akademii Nauk - Nie przypominam sobie żadnych rozmów w tamtym okresie prowadzonych z organami państwa - zapewnia.

Bezpornym faktem jest, że Jacek Socha natychmiast polecił KPWiG wszcząć postępowanie w celu wyjaśnienia, czy między Niemcami i grupą PZU istniała niedozwolona przez prawo zmowa. Zawiadomił też prokuraturę, że PZU Życie zataiło informację o przekroczeniu progu 5 proc. głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy BIG BG (później Wieczerzaka oskarżono m.in. o to). KPWiG spełniła rolę straszaka; po paru miesiącach, gdy Deutsche Bank wycofał się ze swych planów wobec BIG BG, postępowanie zamknięto "z uwagi na brak przesłanek formalno-prawnych". W środowiskach giełdowych do dziś usłyszeć pretensje wobec Jacka Sochy za to, że nie wykazał się podobną gorliwością w badaniu działań prezesa BIG BG Bogusława Kotta i jego współpracowników. Chodzi np. o możliwość złamania prawa podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy BIG BG, kiedy to głosowano z akcji banku, które posiadały jego spółki zależne - TBM Leasing i INEC Services. Socha wiedział o tych wątpliwościach, gdyż nagłośnił je walczący wówczas z zarządem BIG BG prezes
PZU Grzegorz Wieczerzak.

Socha w tamtym czasie udzielił błogosławieństwa mało znanemu przedsięwzięciu, które połączyło na pewien czas zwaśnione strony. Dość dziwnie na tle opisywanego w prasie konfliktu Jamrożego i Wieczerzaka z BIG BG wyglądają okoliczności ulokowania 225 mln PZU Życie w funduszu należącym do amerykańskiej grupy TDA. Chociaż inwestycja była później wielokrotnie przedstawiana jako przykład samowoli i nadużyć Grzegorza Wieczerzaka, ci, którzy - jak przedstawiciel konsorcjum Eureko/BIG BG) w radzie nadzorczej PZU Życie - wiedzieli o niej bardzo wcześnie - nie wybrzydzali na wybór partnera zza oceanu, mimo że PZU posiadało już w tym czasie swoje własne fundusze. Do pewnego stopnia wyjaśnia tę zagadkę rola, jaką w całej sprawie odegrał Marek Belka. To właśnie nikt inny tylko przyszły premier przekonał Jacka Sochę, by ten zarejestrował Zamknięty Fundusz Inwestycyjny EEF IV i zarządzające nim Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych TDA - Prosił mnie ktoś z TDA, nie pamiętam
już kto, czy nie zechciałbym porozmawiać (...) o procedurze aplikacyjnej. Było to wkrótce po tym, kiedy wyraziłem zgodę na wejście do rady doradczej funduszu amerykańskiego - tłumaczy Belka. Chodzi mu o bliźniaczy fundusz EEF III (zarejestrowany na Kajmanach), który miał inwestować w Polsce w nowe projekty wspólnie z EEF IV, dysponującym pieniędzmi PZU Życie. Zarządzała nim spółka TDA Capital Partners (Central Europe) z dyrektorem-partnerem Sławomirem Cytryckim, przyjacielem Belki i dzisiejszym szefem jego kancelarii. Belka działał w TDA mając "zielone światło" od BIG BG - O wejściu w skład Advisory Board prof. Marek Belka poinformował przewodniczacego rady nadzorczej banku - ujawnia Wojciech Kaczorowski, rzecznik banku Millennium (wtedy jeszcze BIG BG).

Kierowana przez Jacka Sochę KPWiG zatwierdziła prospekt TDA TFI, mimo że nie przewidywał on utworzenia komitetu inwestycyjnego, poprzez który PZU Życie mogłoby mieć wpływ na los swoich pieniędzy. Prospekt przewidywał jedynie powstanie rady inwestorów z uprawnieniami ograniczonymi do monitorowania funduszu EEF IV. O inwestycjach EEF IV wiadomo niewiele, gdyż poza projektem zaangażowania części kapitału w produkcję okuć do mebli przez firmę Gamet z Torunia żaden pomysł nie wszedł w fazę bliską realizacji. Plany wszak były ambitne. Według byłych menedżerów TDA, premier Belka np. bezskutecznie lansował koncepcję zainwestowania kilkudziesięciu milionów złotych PZU Życie w Naftowo-Gazowe Przedsiębiorstwo Budowlano-Montażowe KARPATY. Spółka budowała gazociąg jamalski w Polsce; jej akcjonariusze to m.in. Varplex z grupy Bartimpeksu, Prenaft z Krakowa i Energopol Południe, kontrolowany przez NFI Jupiter. KARPATY są również wykonawcą niewykończonego biurowca EuRoPol Gazu, polsko-rosyjskiej spółki, do której należy
biegnący przez nasz kraj odcinek wspomnianego gazociągu tranzytowego.

Pomysł Belki upadł ponoć już we wstępnej fazie analizy wobec braku perspektyw podniesienia wartości spółki i sprzedania jej inwestorowi strategicznemu - Nie przypominam sobie, bym poruszał temat jakichkolwiek inwestycji TDA w sektorze gazowym; nawet gdyby jednak miało to miejsce, nie widziałbym żadnego konfliktu interesów - przekonuje Marek Belka. Sektor gazowy nie jest całkiem obcy premierowi, skoro zanim na początku 1997 r. został pierwszy raz ministrem finansów, zasiadał w radzie nadzorczej Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG). Zresztą czy pamięci Marka Belki można w pełni zaufać, skoro nie potrafi on nawet przypomnieć sobie, kto na walnym zgromadzeniu Karpat zgłosił go do rady nadzorczej (był w niej jeszcze w lutym 2001 r.)? - Nie wiem, proszę zapytać o to władze spółki - odpowiedział wzruszając ramionami premier.

Gdy Belka rozpoczynał pracę dla TDA klimat do inwestycji był ogólnie niedobry z powodu panującego w tamtym czasie globalnego kryzysu na rynku kapitałowym. Pieniądze PZU Życie powierzone EEF IV za wiedzą KPWiG zdeponowano na 24-godzinnej lokacie w banku ABN AMRO. Marek Belka w tym czasie pracował dla grupy ABN AMRO (W latach 1998 - 2001 był członkiem międzynarodowej rady doradczej ABN AMRO). Holenderski bank wcześniej doradzał Skarbowi Państwa przy sprzedaży akcji PZU konsorcjum Eureko/BIG BG. Już dziś można być pewnym, że posłowie z komisji śledczej ds. prywatyzacji PZU, którzy niedawno wypytywali szefa ABN AMRO w Polsce Marka Dojnowa o niegdysiejsze związki dzisiejszego premiera z doradcą prywatyzacyjnym Skarbu Państwa, będą mieli dodatkowe pytania. Np. czy zasadne jest twierdzenie, że tymczasowa lokata pieniędzy PZU Życie przez EEF IV w banku ABM AMRO wiązała się z pracą Marka Belki dla Holendrów - na co wskazują opinie pojawiające się na rynku kapitałowym?

Zakup papierów wartościowych funduszu EEF IV przez PZU Życie od ponad trzech lat bada Prokuratura Apelacyjna w Warszawie. Gdy parę miesięcy temu po raz kolejny sprawdzałem, na jakim etapie znajduje się śledztwo, usłyszałem, że prokuratura nie zgromadziła pełnego materiału dowodowego; nie ma nawet opinii biegłego od funduszy inwestycyjnych. EEF IV tymczasem już od dawna już nie istnieje, a pieniądze zdążyły wrócić do PZU Życie. Jest to w znacznej mierze zasługa Jacka Sochy, który pomógł szefom PZU, powołanym już za rządów SLD, zmusić Amerykanów do przedterminowego rozwiązania funduszu (zgodnie ze statutem zatwierdzonym wcześniej przez KPWiG EEF IV mógł działać jeszcze 8,5 roku). Socha użył w tym celu presji administracyjnej nakładając na EEF IV kary pod zarzutem nieprzestrzegania prawa, niewypełniania warunków zezwolenia na działalność, naruszenia interesu uczestników funduszu inwestycyjnego i lekceważenia obowiązków informacyjnych. W tym wypadku szef KPWiG zareagował o wiele szybciej niż parę lat wcześniej w
przypadku Universalu.
Ministerstwo Skarbu nie jest dla Jacka Sochy tak spokojną przystanią jak KPWiG. Każda jego decyzja dotycząca losów państwowego majątku z miejsca zyskuje wymiar polityczny. Zjednując sobie jedną frakcję minister niemal automatycznie przysparza też sobie wrogów. Walcząc z Janem Kulczykiem w radzie nadzorczej Orlenu Socha miał uproszczone zadanie. Mógł tłumaczyć się koniecznością obrony pozycji Skarbu Państwa w spółce jednocześnie realizując politykę personalną po myśli szefa rządu poprzez usunięcie z władz Orlenu osób działających w interesie poznańskiego biznesmena.

Prawdziwym torem z przeszkodami okazał się dla ministra spór rządu z Eureko, które po tym, jak bank Millennium ogłosił przed Bożym Narodzeniem, że sprzedaje Holendrom swój pakiet 10 proc. akcji PZU za co najmniej 1,6 mld zł (kwota ta może się zwiększyć z zależności od notowań akcji ubezpieczyciela po jego wejściu na giełdę), będzie wkrótce jedynym inwestorem narodowego ubezpieczyciela. Socha usiłuje rozstrzygnąć dylemat, jak pogodzić dobro państwa z interesem lobby, którego głównym ośrodkiem politycznym są prezydent z obecnym premierem. Jako minister skarbu ma obowiązek zapewnić wpływy z prywatyzacji do budżetu. Skarb Państwa nie może jednak zrealizować swego planu sprzedaży akcji PZU na giełdzie w czerwcu br., ponieważ jest blokowany przez arbitraż międzynarodowy holenderskiego inwestora.

Projekt ugody z Eureko wynegocjowanej przez ministra Sochę w grudniu ub.r. spowodował protesty części opozycji, zwłaszcza LPR. Liga wezwała rząd do zawieszenia arbitrażu. Z kolei Holendrzy już oficjalnie poinformowali, że odrzucają możliwość renegocjacji warunków zapisanych w grudniowym projekcie ugody. Jacek Socha niewątpliwie widzi, że pole manewru, w jakim przyszło mu działać, jest bardzo ograniczone. Z pewnością nie jest on wytrawnym politykiem, ale posiada wystarczająco dużo oleju w głowie, by wiedzieć, że jeśli odniesie sukces w poszukiwaniu wyjścia z patowej sytuacji, to śmietankę w pierwszej kolejności spiją Holendrzy i prezes Banku Millennium Bogusław Kott, a przy okazji prezydent Kwaśniewski i w znacznie mniejszym stopniu premier Belka. Jeśli natomiast Socha popełni jakikolwiek błąd, naruszając interes państwa przy prywatyzacji PZU, to zapewne sam stanie przed Trybunałem Stanu, bez swych politycznych mocodawców. Co najwyżej dołączy do niego obecny szef rządu, którego prezydent dopóty broni i
wspiera, dopóki nie jest on dla niego nadmiernym ciężarem, jak przytrafiło się to ostatnio eksministrowi Markowi Ungierowi. Socha najwyraźniej dostrzega to zagrożenie; odkąd zaczęła pracę sejmowa komisja śledcza ds. prywatyzacji PZU, przestał bronić wynegocjowanej ugody. Stara się używać języka ezopowego mówiąc, iż nie przesądza, że czerwcowy debiut spółki na giełdzie jest niemożliwy.

Autor jest dziennikarzem tygodnika "Wprost"

Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)