Notowania

Pracownicy Bezpiecznego Listu dostają zaległe pensje. Tysiąc osób jeszcze nie zgłosiło się po pieniądze do WUP

Właścicielem firmy był pośrednio przez spółki-córki Rafał Brzoska. To twórca nie tylko InPostu, który próbował walczyć o rynek listów z Pocztą Polską, ale także Paczkomatów

Podziel się
(Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)
Właścicielem firmy był pośrednio przez spółki-córki Rafał Brzoska.

Około tysiąca byłych pracowników upadłej spółki Bezpieczny List, która upadła w 2016 roku, nie zgłosiło się jeszcze do Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie po zaległe pensje. Państwowa Inspekcja Pracy przypomina, że roszczenia przedawnią się w 2019 roku.

"W związku z ustaloną na 9 października 2016 roku datą niewypłacalności firmy Bezpieczny List sp. z o.o. w Chlebni, Wojewódzki Urząd Pracy w Warszawie wypłaca niezaspokojone świadczenia pracownicze byłym pracownikom firmy" - informuje PIP.

Jak wyjaśnia PIP, pracodawca przedłożył zestawienie niezaspokojonych świadczeń pracowniczych, w oparciu o które dokonywane są wypłaty na podstawie indywidualnie złożonych wniosków. Z informacji urzędu wynika, że dotychczas nie zgłosiło się do urzędu jeszcze około tysiąca osób.

Wideo: zwolnienia w Bezpiecznym Liście

PIP podkreśla, że aby nadać bieg sprawie, niezbędne jest złożenie przez każdego pracownika indywidualnie wniosku do Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie. Wniosek można też złożyć osobiście w siedzibie Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w Warszawie.

Osoby, które nie posiadają wyroku sądu, a mogą złożyć wniosek w oparciu o potwierdzenie pracodawcy, muszą złożyć wniosek w ciągu 3 lat od daty powstania uprawnienia do wypłaty świadczeń. Oznacza to, że w przyszłym roku roszczenia będą się przedawniać.

Pracownicy Bezpiecznego Listu przestali otrzymywać wynagrodzenia zaraz po tym, gdy w 2016 roku InPost pozbył się tej spółki, sprzedając ją za 10 tys. złotych. Nabywcą była firma handlująca żywnością Tenes One. Wiele osób twierdziło jednak, że to tylko podstawiony podmiot. Miał on pomóc pozbyć się długu InPostu wobec pracowników.

Dwa miesiące później Bezpieczny List był znacząco zadłużony i nowy właściciel także pozbył się tej firmy. Za 5 tysięcy złotych przejęła ją zarejestrowana na Cyprze spółka.

Sprawą zainteresowała się wtedy Państwowa Inspekcja Pracy, która uznała, że praktyka sprzedaży spółek celem uniknięcia obowiązku wypłat wynagrodzeń jest nielegalna i dotyczy nawet kilkunastu przedsiębiorstw każdego roku.

Gdy o sprawie zrobiło się głośno, Fundacja InPost skierowała do byłych pracowników Bezpiecznego Listu pisma, z których wynikało, że każdy z nich będzie mógł otrzymać jednorazowe darowizny w wysokości tysiąca złotych.

Właścicielem firmy był pośrednio przez spółki-córki Rafał Brzoska. To twórca nie tylko InPostu, który próbował walczyć o rynek listów z Pocztą Polską, ale także Paczkomatów. Brzoska za sprzedaż Bezpiecznego Listu był wielokrotnie krytykowany. Przez dłuższy czas nie miał sobie nic do zarzucenia, ale potem przyznał, że sprzedaż spółki była błędem i przeprosił jej pracowników.

- Staliśmy wtedy na krawędzi bankructwa. Mieliśmy dwa wyjścia: albo złożyć wniosek o upadłość całej grupy, albo uratować maksimum biznesu, które jest do uratowania: zachować miejsca pracy, poszukać inwestorów do zbycia części aktywów. Taki był scenariusz działań naprawczych - tłumaczył Brzoska w rozmowie z money.pl w maju 2018 r.

- Wypłaciliśmy ponad 600 tysięcy na początku tego roku. To jeden z największych takich programów w kraju. Pieniądze otrzymali wszyscy pracownicy, którzy się zgłosili do programu i dopełnili minimalnych formalności. Z kolejnego programu przeznaczymy prawie 1 mln złotych. Programy Fundacji nadal będą kierowane do obecnych i byłych pracowników - zapewnił Rafał Brzoska.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: bezpieczny list, wiadomości, gospodarka, gospodarka polska, najważniejsze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące