Notowania

reforma ofe
18-06-2013 (05:37)

Problemy z OFE. Co dalej z długiem publicznym i rynkiem kapitałowym?

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że rząd idzie drogą manipulacji

Podziel się
Dodaj komentarz
(Reporter)

Kosztem OFE można zmniejszyć bieżący dług publiczny, ale spowoduje to wzrost tzw. długu ukrytego - twierdzą eksperci. Tak komentują pierwsze informacje wyciekające z niepublikowanego jeszcze raportu rządu.

Zgodnie z raportem na temat funkcjonowania systemu emerytalnego, który ma być wkrótce opublikowany przez rząd, bez wprowadzenia w Polsce Otwartych Funduszy Emerytalnych dług publiczny na koniec 2012 r. wynosiłby 38,1 proc. PKB (według metodologii UE), wobec obecnych 55,6 proc., co oszacował unijny urząd statystyczny Eurostat. W raporcie podano ponadto, że im wyższy będzie udział OFE w składce emerytalno-rentowej, tym wyższe jest prawdopodobieństwo przyszłego wzrostu podatków, ze względu na wyższe koszty obsługi długu.

Główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka twierdzi, że mówiąc o wpływie OFE na wysokość długu publicznego, trzeba brać pod uwagę zarówno dług oficjalny, jak i nieoficjalny, tzw. ukryty. Wyjaśnił, że w przypadku tego drugiego liczy się nie tylko wartość długu zaciągniętego przez państwo z tytułu obligacji skarbowych, bonów czy pożyczek, ale także wartość zobowiązań wobec obywateli - przyszłych emerytów. Ekonomista powiedział, że oficjalny dług publiczny wynosi ok. 900 mld zł, podczas gdy szacunki dotyczące długu ukrytego mówią o ok. 3 bln zł.

Gomułka wyjaśnił, że np. agencje ratingowe mniejszą wagę przywiązują do długu państwa zaciągniętego wobec własnych obywateli. Dlatego np. Japonia, której dług publiczny przekracza 200 proc. nie budzi specjalnego niepokoju agencji i kraj ten cieszy się ich dobrą opinią. Według ekonomisty, ograniczenie roli OFE, co prawda zmniejszy dług oficjalny, ale za to spowoduje dużo większy wzrost długu ukrytego. Obciąży to przyszłych podatników.

Gomułka zwrócił uwagę, że im wyższa waloryzacja składek, które z OFE przenoszone są do ZUS, tym lepiej dla przyszłych emerytów, ale gorzej dla podatników, z których danin emerytury będą musiały być wypłacane. - Tymczasem zyski OFE są czymś realnym, to wynik ich działalności - zauważył ekonomista. Jego zdaniem dla rządu wygodne jest zmniejszenie bieżącego długu i deficytu kosztem przyszłych zobowiązań. - Rząd idzie drogą manipulacji statystycznej - powiedział Gomułka.

Tak OFE wpływa na giełdęPrezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie Adam Maciejewski mówił o wpływie OFE na giełdę. Według niego dyskusja o przyszłości OFE nie powinna się skupiać na roli, jaką odgrywają pieniądze z funduszy emerytalnych na rynku kapitałowym. - Celem zasadniczym systemu jest zabezpieczenie naszej przyszłości i o tym trzeba dyskutować - zaznaczył.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/98/m273762.jpg ) ] (http://www.money.pl/sekcja/wgf-2013/) Jan Krzysztof Bielecki dla Money.pl: Wiemy komu zabrać pieniądze Szef doradców ekonomicznych Donalda Tuska ujawnia finansowe plany rządu. Mówi, co czeka OFE. Szef giełdy wskazał, że funkcjonowanie OFE rzuca kilka cieni na warszawski parkiet. Powiedział, że strumień pieniędzy z OFE, co prawda trafia na giełdę, ale mimo to GPW boryka się z pogłębiającym się problemem niskiej płynności, jest ona prawie dwa razy mniejsza, niż na giełdzie niemieckiej. Jest to spowodowane zbyt małą liczbą akcji będących w obrocie. Pieniądze z OFE są bowiem lokowane długoterminowo, a fundusze nie zarządzają aktywnie swoim kapitałem.

Według Maciejewskiego model funkcjonowania OFE jest nieadekwatny do etapu rozwoju polskiego rynku kapitałowego, a wielkość funduszy w stosunku do rynku staje się niebezpiecznie duża. Należy kłaść nacisk na dywersyfikacje strumienia pieniędzy, które trafiają na GPW. - Dywersyfikacja pozytywnie wpłynie na kształtowanie się cen i płynność rynku - powiedział prezes GPW.

Z kolei przewodniczący Rady Głównej BCC Maciej Grelowski wyraził obawę, że rynek kapitałowy, który jest jednym z elementów gospodarki, stanie się ofiarą decyzji opartych wyłącznie na aspekcie budżetowym. - Jako inwestor indywidualny i uczestnik rynku wiem, jak kolosalne znaczenie ma stabilny akcjonariat, który rekrutuje się z OFE - powiedział.

Natomiast była Pełnomocnik Rządu ds. Zabezpieczenia Społecznego (lata 1997-2001) Ewa Lewicka uważa, że z zapowiedzi rządu wynika, iż nie zamierza on reformować systemu emerytalnego, ale dokonać zabiegu fiskalnego, dzięki czemu budżet uzyska kilka miliardów złotych. Według niej efekt takiego działania będzie krótkotrwały, a konsekwencją będzie likwidacja funduszy emerytalnych.

Z raportu na temat funkcjonowania systemu emerytalnego wynika, że im wyższy będzie udział OFE w składce emerytalno-rentowej, tym wyższe jest prawdopodobieństwo przyszłego wzrostu podatków, ze względu na wyższe koszty obsługi długu. Jak napisano w raporcie, nie ma więc podstawy, aby przypuszczać, że w przyszłości składki emerytalne będą musiały zostać podwyższone, jeśli składki do OFE będą wcześniej zmniejszone . Autorzy raportu wskazują również, że wyższy udział OFE w składce można by zbilansować wyższą łączną składką emerytalno-rentową lub wyższymi podatkami, jednak wpłynęłoby to negatywnie na wzrost gospodarczy.

Doradca zarządu Konfederacji Lewiatan Jeremi Mordasewicz ocenił, że raport zakłada, że gdyby rząd nie przesyłał części naszej składki do OFE, tylko do ZUS na finansowanie bieżących emerytur, deficyt, a w konsekwencji dług publiczny, byłby znacznie mniejszy. Dodał, że to założenie jest niewłaściwe. - Doświadczenie całego okresu transformacji pokazało, że wszystkie kolejne rządy tolerowały deficyt budżetowy na poziomie powyżej 4 proc. W okresie najlepszej koniunktury deficyt ten był w okolicach 3 proc. Tak było przed, jak i po wprowadzeniu reformy emerytalnej, czyli niezależnie od tego, czy składki do OFE wpływały, czy nie i jaka była ich wysokość - powiedział. Mordasewicz przypomniał, że z całego zadłużenia systemu ubezpieczeń społecznych tylko 1/7 wynika z transferu składek do OFE.

Jego zdaniem analiza rządu jest tendencyjna. Według niego, gdybyśmy w ostatnich latach nie przekazywali składek do OFE, to rząd i tak zadłużałby się w taki sposób, jak do tej pory. Jak mówił, pieniądze, które nie trafiłyby za pośrednictwem OFE do polskiej gospodarki, byłyby przeznaczone na bieżącą konsumpcję. - Jak się patrzy na strukturę wydatków, to z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że nie trafiłyby na inwestycje, tylko w dużej mierze na świadczenia socjalne, które zwiększają bieżącą konsumpcję, a nie przyczyniają się do długoterminowego wzrostu gospodarczego kraju - powiedział.

- Gdybyśmy nie transferowali składek do OFE, to zadłużenie państwa byłoby jeszcze większe niż obecnie. Dług jawny byłby podobny do obecnego, bo politycy nie powstrzymaliby się przed wydawaniem pieniędzy. A dług ukryty, czyli zobowiązania państwa wobec przyszłych emerytów, byłby jeszcze większy niż obecnie, bo polityków przed wydawaniem pieniędzy powstrzymuje dopiero dojście do konstytucyjnej granicy zadłużenia - podkreślił.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/112/136816.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/wywiady/artykul/rostowski;spoznil;sie;o;dwa;lata,93,0,1326685.html) Rostowski spóźnił się o dwa lata O nowych, budżetowych pomysłach ministra finansów mówi prof. Witold Orłowski.

Mordasewicz zwrócił uwagę, że analiza rządowa koncentruje się na wpływie OFE na finanse publiczne, natomiast w niedostatecznym stopniu ujmuje wpływ OFE na gospodarkę i rynek pracy. - Obawiam się, że materiał ten nie będzie stanowił dobrej podstawy do rzetelnej dyskusji - powiedział.

Główny ekonomista PwC prof. Witold Orłowski zgodził się z założeniami raportu. - To są oczywiście założenia prawdziwe. Ale trzeba pamiętać o tym, że nie tylko OFE odpowiadają za wzrost długu. Nie ma wątpliwości, że przejście na system kapitałowy wiąże się z kosztem przejściowym, który miał być pokryty z prywatyzacji, a nie z bieżącego długu publicznego. Tak się nie stało - powiedział.

Według Orłowskiego reformę emerytalną wprowadzono w sposób nieodpowiedzialny, nie zrealizowano tych założeń, które miały doprowadzić do pokrycia kosztów reformy. Wprowadzenie dodatkowych przywilejów w systemie emerytalnym - jego zdaniem - przyczyniło się również do trwałego deficytu emerytalnego.

- Nie można abstrahować od tego, że dzisiaj OFE generują dług, a jego koszty są bardzo poważne. Raport OFE nie powinien jednak dotyczyć tego, co trzeba było zrobić 10 lat temu, lecz powinien odpowiedzieć, jaka jest efektywność systemu emerytalnego i jak duży koszt stanowi dla finansów publicznych - powiedział Orłowski. Dodał, że koszt ten można pokryć na różne sposoby, nie tylko - jak wskazują autorzy raportu - podwyżką podatków. - Można również sobie wyobrazić obniżenie wydatków publicznych - ocenił.

- Uczciwe postawienie sprawy wymagałoby powiedzenia, że gdyby reforma emerytalna była wprowadzona dokładnie tak, jak ją zaplanowano i ze źródłami finansowania takimi, jakie były przyjęte, to ocena systemu emerytalnego i jego kosztów funkcjonowania byłaby dziś inna - podkreślił Orłowski.

Komentarz Money.pl

Czytaj więcej w Money.pl
Raport o OFE. Są pierwsze przecieki OFE przyczyniło się do znacznego pogłębienia długu publicznego Polski. Ekonomistów to nie dziwi. - To takie błędne koło - mówią o działaniu funduszy.
Wyższe PKB, ale VAT bez zmian. To prognozy na 2014 r. - Wzrost nie powinien być jakoś dramatycznie zły - twierdzi premier. Zobacz, jak ma wyglądać przyszłoroczny budżet.
Analiza Pawłowicz. OFE do Trybunału? Według posłanki, istnienie OFE może godzić w art. 64 konstytucji. Stanowi on, że każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia.
Tagi: reforma ofe, raport, fundusze, emerytury, giełda, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, porady, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz

Wybrane dla Ciebie