Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agata Kalińska
Agata Kalińska
|

System opłat za drogi. Szykuje się twarda walka o rządowe zamówienie

8
Podziel się:

Już wkrótce dowiemy się, jak będziemy płacić w Polsce e-myto. Lada dzień, albo nawet w najbliższych godzinach, zostanie ogłoszony przetarg na wybór operatora systemu poboru opłat.

System opłat za drogi. Szykuje się twarda walka o rządowe zamówienie
(mat. Kapsch)

Już wkrótce dowiemy się, jak będziemy płacić w Polsce za drogi. Lada dzień zostanie ogłoszony przetarg na wybór systemu poboru opłat. Szykuje się ostra batalia między obecnym operatorem a firmami oferującymi technologię satelitarną. Jest o co się bić, bo wartość kontraktu będzie liczona w miliardach.

Umowa z obecnym operatorem e-myta, czyli austriacką firmą Kapsch, kończy się w listopadzie 2018 r. Wydawałoby się więc, że czasu jest dużo. To jednak pozory, bo sama procedura przetargowa - razem z ewentualnymi odwołaniami i sporami - potrwa kilka miesięcy. Jeżeli zmieni się operator, to będzie potrzebował przynajmniej roku na przejęcie całej dokumentacji i ewentualną zmianę systemu poboru opłat. Czasu wcale nie ma więc dużo. A każdy dzień zwłoki w ogłoszeniu przetargu zwiększa ryzyko wpadki.

Przetarg miał być ogłoszony w listopadzie, ale się nie udało. WP money dowiedział się, że między GDDKiA a ministerstwem infrastruktury trwają już ostatnie ustalenia, dopinane są szczegóły. Otwarcie procedury przetargowej może być kwestią godzin.

Potwierdza to w rozmowie z WP money rzeczniczka ministerstwa Elżbieta Kisil. - Przetarg zostanie ogłoszony "na dniach" przez GDDKiA i to dyrekcja wyłoni wykonawcę systemu, który będzie działał od listopada 2018 r. - mówi rzeczniczka.

Kto zarobi na drogach?

O kontrakt na pobór e-myta walka będzie zażarta. Poprzedni przetarg w 2010 r. wygrał austriacki Kapsch. Wartość kontraktu to 4,9 mld zł. Krzysztof Gorzkowski z Kapsch nie ukrywa, że obecny operator nadal chce obsługiwać system poboru opłat. - Zbudowaliśmy ten system od zera. viaTOLL jest efektywny, szczelny i tani. Budowanie od podstaw jakiegoś innego nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Oznaczałoby to wyrzucenie w błoto pieniędzy podatników, bo zbudowanie obecnego systemu kosztowało 1,2 mld zł - mówi WP money Gorzkowski.

Firmy oferujące system wykorzystujący technologię satelitarną nie odpuszczą łatwo. Wiadomo, że zainteresowane będą firmy telekomunikacyjne. Zresztą w kilku krajach telekomy już pobierają opłaty za drogi. W Niemczech robi to T-Systems, a w Belgi T-Systems i Strabag powołały do obsługi systemu poboru spółkę Satellic.

Warto zauważyć, że w grę wchodzą właściwie dwa systemy poboru e-myta: pozycjonowanie satelitarne i technologia radiowa. Wybór jednego z nich zaleca Unia Europejska. Czym one się od siebie różnią? W uproszczeniu - technologia satelitarna nie wymaga stawiania bramownic, więc można objąć opłatami większość dróg w kraju. Technologia radiowa natomiast pozwala na stworzenie bardzo dokładnego systemu poboru na głównych drogach. Teraz w Polsce mamy system radiowy. Płatnych jest 3,3 tys. km dróg. Opłaty są pobierane od ciężarówek o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony i od autobusów. I wszystko wskazuje, że na razie się to nie zmieni.

Jak zapłacimy za drogi

Na razie nie wiadomo, czego rząd oczekuje od nowego operatora. Z wypowiedzi ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka i jego zastępcy Jerzego Szmita wynika, że mają zastrzeżenia do obecnego systemu, ale obaj unikają twardych deklaracji. Ciepło się natomiast wypowiadają o technologii satelitarnej.

Ministerstwo wyraża się na ten temat dość enigmatycznie. Rzeczniczka zwraca uwagę, że oferenci muszą być traktowani równo, więc nie będzie udzielać żadnych szczegółowych informacji na temat warunków postępowania. - Podstawowe założenia zastosowanych rozwiązań będą znane na etapie ogłaszania przetargu - zastrzega Elżbieta Kisil.

- Przede wszystkim jest pytanie, jakie rząd będzie miał oczekiwania - komentuje w rozmowie z WP money wiceprezes Satellic Kamil Potrzuski. - Czy będzie chciał, by system był bardzo precyzyjny i spełniał wyśrubowane standardy? Bo takie rozwiązanie będzie na pewno droższe. Bardzo wysokie, wręcz ekstremalnie wysokie, wymagania mają Niemcy. Węgrzy mają inne podejście - im bardziej zależało na cenie. Nie rozsądzam, które podejście jest lepsze, ale prawdą jest, że te ostatnie kilka procent szczelności systemu jest bardzo trudno osiągnąć. Stąd różnica w cenie, idąca nawet w miliony - mówi.

Ile kosztuje ViaTOLL?

W poprzednim przetargu sprzed sześciu lat technologia radiowa pokonała satelitarną. I to dość wyraźnie, bo o ile Kapsch zaoferował cenę maksymalną 4,9 mld zł, to konsorcjum TyTOLL - w który zaaranżowany jeden z biznesów Jana Kulczyka - proponowało 6,5 mld zł.

System ViaTOLL obowiązuje od pięciu lat i przyniósł do Krajowego Funduszu Drogowego około 7 mld zł. Na etapie przetargu, strona publiczna szacowała, że do listopada 2018 r. będzie to 19,5 mld zł. Widać już, jak bardzo przestrzeliła z prognozami. Warto też pamiętać o tym, że w 2010 r. zakładano, że drogi będą budowane szybciej. ViaTOLL obliczony jest na około 9 tys. km dróg. Docelowo miało być nim objęte 7 tys. km, a jest tylko 3,3 tys.

- W tym roku było jedno rozszerzenie systemu, o zaledwie 150 kilometrów dróg - przypomina Gorzkowski. - Kosztowało to Skarb Państwa ok.16 mln zł. Biorąc pod uwagę, że zbieramy ponad 5,5 mln zł dziennie, to koszt rozszerzenia zwrócił się po trzech dniach. Jeżeli systemem objęte zostałoby kolejne kilkaset (600-800) kilometrów dróg, przychody wzrosłyby o miliard złotych rocznie, a koszty operacyjne o 17 mln. Czyli zaledwie o 1,7 proc. To pokazuje efektywność systemu, nie można zatem mówić, że ten system jest drogi - tłumaczy.

Zwolennicy utrzymania systemu radiowego zauważają, że na jego zbudowanie poszły publiczne pieniądze, wybudowano bramownice, uruchomiono cały system obsługi kierowców. - Żaden z krajów Unii Europejskiej, gdzie skończyła się umowa z operatorem e-myta, nie zdecydował się na zmianę technologii poboru opłat. Żaden. Ani Niemcy, ani Austria, ani Czechy. Wszędzie zostanie ten sam system, co do tej pory - mówi Krzysztof Gorzkowski.

Kamil Potrzuski zwraca uwagę, że w ostatnich latach sporo się zmieniło. - Siedem lat temu kupiłem sobie bardzo dobrą nokię. Działała i byłem zadowolony. Teraz mam iphone'a. Kiedyś nie robiłem telefonem zdjęć, a teraz robię. Siedem lat temu miałem inny samochód, niż mam teraz. Technologia idzie do przodu. Ta nokia była wtedy bardzo droga, dzisiaj iphone, który ma znacznie więcej funkcji, kosztuje porównywalnie jedną czwartą tego, co ta nokia - mówi.

Stawki elektronicznej opłaty są ustalane przez rząd i wynoszą - w zależności od kategorii drogi i silnika samochodu - od 16 do 40 groszy za kilometr.

wiadomości
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
KOMENTARZE
(8)
janusz antoni
6 lat temu
Nie wprowadzą winiet, bo biedaczki nie wiadomo ile by chcieli za tygodniową, miesięczną czy tez roczną. A tyle ile by chcieli wyśmiałaby Komisja Europejska i tyle w tym temacie.
EMERYT
6 lat temu
PODATEK DROGOWY PLACIMY W PALIWIE KROPKA
Ela
6 lat temu
Winiety są za tanie i za proste dla naszych oderwanych od rzeczywistości polityków?
Imię
6 lat temu
Moim zdaniem. Telefon z GPS już prawie każdym ma. Kilka tysiaków dla programisty i aplikacja gotowa. No ale to przecież rządowe zamówienie.
gdybym ja ten...
6 lat temu
Obywatele gotowi są oddać część swojej wolności i pieniędzy państwu w zamian za funkcje ochronne. Po to Państwo akceptują. Od ćwierć wieku mam wrażenie,że ono zdegenerowało się i swoje funkcje wypełnia tylko dla niektórych - czyli działa jak kolonia, podbite terytorium lub bananowa republika.