Notowania

Przewalutowanie kredytów w euro. Czy to się opłaca?

Przygotowywana specjalna ustawa może okazać się pułapką dla dziesiątek tysięcy klientów banków.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Images Money / Flickr (CC BY 2.0))

Ustawa umożliwiająca przewalutowanie kredytów, nad którą trwają burzliwe prace w parlamencie, może być pułapką dla dziesiątek tysięcy klientów banków. To nie oznacza oczywiście, że nie warto zmieniać zobowiązania na złote. Na podstawie symulacji kredytowej sprawdziliśmy, jak to wszystko wygląda w praktyce.

Na koniec ubiegłego roku spłacanych było prawie 1,9 mln kredytów mieszkaniowych. Z tego 655 tys. było denominowanych w walutach obcych, głównie we franku szwajcarskim. Mniej więcej co szóste zobowiązanie walutowe jest wyrażone w euro. Wartość 106 tys. takich kredytów szacowana jest na około 30 mld zł. Spora część kredytobiorców, podobnie jak "frankowicze", będzie mogła pozbyć się ryzyka walutowego i przewalutować kredyt na złote. Pytanie, czy to im się opłaci?

źródło: Money.pl na podstawie danych KNF z "Raportu o sytuacji banków 2014"

Zgodnie z obecnym projektem przewalutowanie hipotecznych kredytów następowałoby po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej. Polegać ma ono na wyliczeniu różnicy pomiędzy wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia, jaką posiadałby w tym momencie kredytobiorca, gdyby w przeszłości zawarł z bankiem umowę o kredyt w polskich złotych, a nie w walucie obcej. Bank ma umarzać 90 procent tej kwoty.

Problem pojawia się, gdy różnica jest wartością ujemną. Wtedy nie podlega umorzeniu, ale stanowi zobowiązanie kredytobiorcy w całości. Właśnie z taką sytuacją może mieć do czynienia spora część klientów, którzy spłacają raty w euro. Chętnych na przewalutowanie może być więc bardzo niewielu. Według wyliczeń Expandera, firmy zajmującej się doradztwem finansowym, taka operacja może być zupełnie nieopłacalna.

Na przewalutowaniu można stracić

Prześledźmy przykład. Załóżmy, że klient w kwietniu 2010 roku (wtedy kredyty w euro były wyjątkowo popularne) zaciągnął zobowiązanie na 100 proc. wartości nieruchomości, czyli 300 tys. zł. Od tamtej pory jego miesięczna rata, po uwzględnieniu spadku stóp procentowych i wzrostu kursu euro, pozostała na tym samym poziomie. Rata znacząco zmniejszyłaby się w tym samym czasie w kredycie złotowym, ale wciąż byłaby wyższa od opcji walutowej.

Porównanie rat kredytów w euro i złotych
kredyt w euro kredyt w złotych
rata w kwietniu 2010 roku 1 422 zł 1 986 zł
rata w lipcu 2015 roku 1 425 zł 1 580 zł
suma spłaconych rat 97 956 zł 121 910 zł

źródło: Expander Advisors

Różnica między spłacony kapitałem na korzyść kredytobiorcy płacącego w euro będzie musiała być zwrócona. Mowa w tym przykładzie o prawie 24 tys. zł. Posiadacz kredytu w euro ma jednak problem z wartością zadłużenia, która w opisywanym przykładzie niewiele zmieniła się względem wyjściowych 300 tys. zł.

Pomysł na pomoc zawarty w projekcie ustawy polega na tym, by policzyć różnicę w saldach zadłużenia kredytu frankowego i złotowego, a następnie umorzyć 90 proc. z otrzymanej kwoty. Resztę kredytobiorca będzie musiał spłacić razem z pozostałym zadłużeniem. W opisywanym przykładzie to niewiele ponad 1,5 tys. zł.

Koszty, które wezmą na siebie bank i klient
kredyt w euro kredyt w złotych
saldo zadłużenia w kwietniu 2010 300 000 zł 300 000 zł
saldo zadłużenia w lipcu 2015 294 479 zł 278 751 zł
różnica w saldzie zadłużenia w lipcu 2015 15 728 zł
kwota do umorzenia 14 155 zł
klient będzie musiał zapłacić 1 573 zł

źródło: Expander Advisors

- Mimo ponad 5 lat spłaty dług prawie się nie zmniejszył - zauważa Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera. Ekspert w rozmowie z *Money.pl *podkreśla, że do umorzenia jest kwota mniejsza niż korzyść z faktu, że kredyt był w euro a nie złotych. W sumie przewalutowanie oznaczałoby więc wzrost, a nie spadek zadłużenia z obecnych 294 479 zł do 304 278 zł, a rata wzrosłaby z obecnych 1 425 zł do 1 683 zł.

Lepiej pozostać przy euro? Niekoniecznie. Na kolejnej stronie czytaj, co można zrobić, żeby zmienić kredyt na złotowy

Lepiej pozostać przy euro? Niekoniecznie

- Dla osób, które nie do końca świadomie brały kredyty w euro, duże zmiany kwoty raty są bardzo stresujące. W takim przypadku lepiej przewalutować kredyt i mieć święty spokój. Zamiast korzystać z ustawy, lepiej podpisać zwykły aneks z bankiem. Kredytobiorca uniknie w ten sposób konieczności nadpłacania różnicy przy niezmienionym saldzie zadłużenia - radzi Jarosław Sadowski z Expandera.

Ekspert zwraca też uwagę, że dla sporej części kredytobiorców, którzy nie mają problemów finansowych, wciąż za kredytem w euro będzie przemawiać oprocentowanie bliskie zeru. Dla porównania stawka WIBOR3M w kredycie złotowym to obecnie około 1,7 proc.

Przed podobnym dylematem stanie też niewielka grupa pozostałych kredytobiorców, o której rzadko się mówi, czyli klientach, którzy zadłużyli się w dolarze amerykańskim czy jenach japońskich.

- Takich klientów można liczyć na palcach - komentuje w rozmowie z Money.pl Piotr Rutkowski z mBanku. Podkreśla, że w mBanku detaliczne kredyty hipoteczne oprócz w złotych i franku są jeszcze tylko w euro. Ich wartość na koniec czerwca wyniosła 3,115 mld zł. Jeszcze w 2008 roku ówczesny BRE Bank był jedną z instytucji, która udzielała kredytów w jenach japońskich, ale mogły się ubiegać o nie tylko najbogatsze osoby z oszczędnościami przekraczającymi 500 tys. zł.

Również PKO BP, który ma najwięcej kredytów hipotecznych w walutach obcych, przyznaje, że klientów spłacających zobowiązanie zależne od waluty innej niż frank jest śladowa liczba. Na koniec czerwca było to zaledwie 4,6 proc. kredytów walutowych.

Zarówno PKO BP jak i mBank unikają komentowania procedowanej w parlamencie ustawy i jej skutków. "Będzie można to ocenić dopiero, gdy znany będzie finalny kształt ustawy, po przejściu pełnej ścieżki legislacyjnej. Z pewnością można jednak już teraz powiedzieć, że ze względu na korzystną strukturę portfela kredytowego, wpływ ustawy na PKO Bank Polski będzie niższy niż średnia rynkowa" - czytamy w oświadczeniu przesłanym do Money.pl.

Potrzebna jeszcze zgoda w parlamencie, a o to może nie być łatwo

Ustawa umożliwiająca przewalutowanie kredytów po preferencyjnych warunkach to wciąż jeszcze tylko projekt. Żeby zapisy weszły w życie, konieczna jest zgoda polityków. Opozycja może jeszcze sprawić problemy. Prawo i Sprawiedliwość jest za umożliwieniem przewalutowania kredytów wszystkim kredytobiorcom, bez limitów dotyczących m.in. powierzchni nieruchomości.

Przypomnijmy, że pomoc w obecnym kształcie miałaby dotyczyć kredytów na mieszkania nieprzekraczające 100 metrów kwadratowych, a domy do 150 metrów kwadratowych. Limit nie dotyczy jedynie rodzin z trójką i większą liczbą dzieci. Dodatkowo nieruchomość musi być użytkowana na własne potrzeby.

Dodatkowo pod ustawą wymagany jest podpis prezydenta Andrzeja Dudy, który w kampanii zapowiadał przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania. Obecny projekt zakłada umorzenie 90 proc. nadwyżki, co jest bliskie wizji nowego prezydenta. Jeśli jednak rząd wróciłby do 50 proc., może być problem z akceptacją.

Ostro na temat projektu ustawy wypowiada się Narodowy Bank Polski, który w raporcie z końca lipca nie zostawił na nim suchej nitki. Jak zwrócił uwagę, z jego dobrodziejstw mogą skorzystać wyłącznie kredytobiorcy, którzy spłacają dług zaciągnięty w obcej walucie. I to też nie wszyscy, ponieważ muszą jeszcze spełnić określone warunki, m.in. dotyczące wielkości mieszkania, które spłacają. W opinii banku może to być podstawa do zarzutu, że przepisy naruszają konstytucyjną zasadę równości wobec prawa, zawartą w art. 32. Ponadto, ustawodawca ingeruje w umowy zawarte już między bankami a kredytobiorcami, dając tym drugim możliwość wprowadzenia istotnych zmian. To w opinii NBP mogłoby zostać uznane za naruszenie konstytucyjnej zasady państwa prawnego.

| saldo zadłużenia w kwietniu 2010 |
| --- |

Tagi: przewalutowanie kredytu, giełda, wiadomości, gospodarka, porady, raport, najważniejsze, gospodarka polska, banki
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz