Ropa drożeje, ale paliwo nie. Właściciele prywatnych stacji mówią, że chodzi o wybory

Choć ropa naftowa na światowych rynkach w ostatnich tygodniach mocno drożeje, ceny na polskich stacjach ani drgną. Właściciele prywatnych stacji mówią, że dokładają do interesu, bo państwowe spółki robią ich kosztem kampanię wyborczą PiS.

Ceny na polskich stacjach są na razie wyjątkowo odporne na wzrost cen surowca na świecie.
Źródło zdjęć: © Jacek Bereźnicki
Jacek Bereźnicki

Jak pisze "Gazeta Wyborcza", ponad 5 zł za litr benzyny zaczęliśmy płacić przed wakacjami, po tym, gdy cena baryłki ropy naftowej zbliżyła się do 70 dolarów. Gdy jednak na początku października ropa zdrożała do 85 dol. a jeszcze dolar umocnił się, nadal płaciliśmy ok. 5,12 zł.

Gazeta pisze, że przed wyborami samorządowymi "kontrolowane przez rząd PiS koncerny paliwowe dbają o jak najtańsze paliwo kosztem konkurencji". Orlen i Lotos mają łącznie połowę rynku detalicznego w Polsce i są w stanie dyktować ceny na stacjach.

Jednocześnie cena oleju napędowego wzrosła, choć nie na tyle, by jej sprzedaż stała się dla niezależnych dystrybutorów opłacalna. Według Polskiej Izby Paliw Płynnych niezależne stacje paliw litra oleju napędowego tracą na litrze nawet 18 gr.

Problem polega na tym, że ceny hurtowe paliw tak niskie już nie są. "Wyborcza" przypomina, że w zeszłym tygodniu hurtowa cena oleju napędowego w Orlenie była najwyższa od września 2013 r. Wtedy na stacjach płaciliśmy ponad 5,6 zł, a obecnie 5,17 zł. Orlen i Lotos mają 90 proc. rynku hurtowego w Polsce.

- Nie pamiętam, kiedy różnica w hurtowych cenach benzyny 95 i oleju napędowego przekraczała 200 zł za 1000 litrów jak teraz - powiedziała "Wyborczej" Urszula Cieślak, analityczka BM Reflex.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie