Głosowanie rozpoczęło się punktualnie o godz. 7 miejscowego czasu i potrwa do godz. 22 (godz. 8-23 w Polsce). Wyborcy odpowiadają na pytanie: "Czy Wielka Brytania powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej czy opuścić Unię Europejską?". Swój głos mogą oddać w ponad 41 tys. lokali wyborczych; będą one następnie liczone w 382 lokalnych ośrodkach i przewożone do 12 centrów regionalnych. Ogłoszenie ostatecznego wyniku ma nastąpić wcześnie rano w piątek w Manchesterze, ale przez całą noc będą ogłaszane wyniki w poszczególnych regionach kraju.
Referendum jest realizacją obietnicy złożonej przez premiera Davida Camerona w trakcie ubiegłorocznej kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Narastająca fala eurosceptycyzmu w Partii Konserwatywnej, a także niespodziewane uzyskanie większości parlamentarnej, która pozwoliła torysom rządzić bez koalicyjnych Liberalnych Demokratów, sprawiły, że jesienią 2015 roku Cameron oficjalnie rozpoczął z liderami pozostałych państw unijnych rozmowy o renegocjacji warunków brytyjskiego członkostwa w UE, co poprzedziło przygotowania do czwartkowego referendum.
Kluczowe postulaty brytyjskiego premiera były oparte na przemówieniu w siedzibie agencji Bloomberg z 2013 roku, w którym podkreślał wieloletnie wątpliwości kolejnych rządów w Londynie wobec integracji europejskiej. "Mamy charakter narodu mieszkającego na wyspie - niepodległego, bezpośredniego i oddanego walce w obronie naszej suwerenności" - mówił.
Cameron nakreślił wówczas trzy kluczowe obszary potencjalnej reformy UE, wskazując na problemy strefy euro i ich wpływ na resztę państw członkowskich, niską konkurencyjność Wspólnoty, a także deficyt demokracji w unijnych instytucjach. Jak podkreślił, UE powinna być bardziej elastyczna i dopasowana do potrzeb swoich członków, m.in. ograniczając liczbę regulacji tworzonych w Brukseli.
Z czasem kluczowym argumentem stało się jednak przekonanie o negatywnym wpływie masowej imigracji z innych państw UE na życie codzienne w W. Brytanii. Wcześniej ten argument był odrzucany jako marginalny. Jednak bezprecedensowe zwycięstwo eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku pokazało, że poziom frustracji wymyka się spod kontroli.
Zwolennicy wyjścia z UE umiejętnie podkreślali w toku kampanii, że w związku z otwartymi granicami wewnętrznymi we Wspólnocie i akcesjami kolejnych państw z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, "nie mają kontroli" nad swoimi granicami, a co za tym idzie także nad rynkiem pracy.
Pomimo wynegocjowania na początku roku przez rząd Camerona nowego porozumienia dotyczącego imigracji, w tym tymczasowego ponownego wprowadzenia okresów przejściowych ograniczających nowo przybyłym migrantom z państw UE dostęp do świadczeń socjalnych przez okres pierwszych czterech lat, imigracja do końca kampanii znajdowała się na czele najważniejszych kwestii dla wyników głosowania.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Zwolennicy tzw. Brexitu argumentowali, że w przyszłości UE poszerzy się zapewne o Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Albanię i Turcję, co spowoduje kolejną falę napływu imigrantów. Nie zwracano przy tym uwagi na wielokrotne zapewnienia brytyjskiego rządu, jak i unijnych instytucji, które podkreślały, że te kraje są wciąż na bardzo wczesnym etapie rozmów akcesyjnych.
Wskazania sondaży nie rozstrzygają wyniku czwartkowego referendum; najnowsze, opublikowane w środę wieczorem, wskazywały minimalną przewagę zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Oficjalne ogłoszenie decyzji Brytyjczyków spodziewane jest w piątek około godz. 8 rano czasu lokalnego (godz. 9 w Polsce).