Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wiadomości
02.09.2020 14:11

Zwolnienia w budżetówce nawet o 20 proc.? "To absurd, bo nam już teraz brakuje ludzi"

Redukcje zapowiadane przez rząd zdumiewają i niepokoją związkowców. - Przecież u nas ludzie nawet na nadgodzinach nie wyrabiają - mówi Beata Wójcik, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS. Pojawia się też obawa, że redukcje odczujemy wszyscy, bo na decyzje KAS czy ZUS czekać będziemy jeszcze dłużej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(money.pl)
Przed ZUS często ostawiają się długie kolejki. Jak moga one wyglądać po zwolnieniach pracowników? (Fot: Rafał Parczewski)

Szczegółowy plan odchudzenia administracji oraz cięcia kosztów Mateusz Morawiecki ma przedstawić we wrześniu. Zgodnie z zapowiedziami redukcja etatów może sięgnąć nawet poziomu 15-20 proc. Jak już pisaliśmy, cięcia kadrowe mają dotknąć m.in.: administrację rządową, skarbówkę czy pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Poprosiliśmy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o więcej szczegółów zapowiadanych działań. Zapytaliśmy, czy będą to realne zwolnienia, czy "odchudzanie" będzie miało bardziej formę wygaszania etatów.

W takiej sytuacji na miejsce przechodzących na emeryturę nie zatrudnia się kolejnych pracowników. Niestety do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Zobacz także: E-biznes. Coraz więcej kobiet podejmuje wyzwanie. Duża zmiana w profilu działalności

Praca w weekendy

- Znaleźliśmy się w tej grupie [planowanych zwolnień - red.], ale nie powinniśmy w niej być, bo tak naprawdę to nam pracowników bardzo brakuje. Przy tej kadrze nie jesteśmy w stanie wykonywać naszych obowiązków, a nowi ludzie się jakoś do nas nie garną - mówi Beata Wójcik.

Jak zauważa, łatwo też teraz zwolnić, a potem trudno będzie zatrudnić i przeszkolić nowych pracowników ZUS.

- Ponadto, zanim przedstawiono te plany cieć, to my już pytaliśmy o politykę odtwarzania zasobów ludzkich w ZUS. Przecież u nas ludzie nawet na nadgodzinach nie wyrabiają i trzeba pracować w weekendy - mówi Beata Wójcik.

Jak przekonuje, ten nawał pracy związany był z pracą przy tarczach i dodatku solidarnościowym.

- Pracodawca przyjął te nowe obowiązki, ale to my pracowaliśmy w soboty i niedziele. Miałam sygnały, że naruszano maksymalny dobowy czas pracy. W niektórych oddziałach były kontrole PiP i to się potwierdziło - mówi Wójcik.

List do premiera

Dlatego związek wystosował oficjalne pismo do prezes ZUS i premiera, w którym apeluje o wyłączenie ZUS z kręgu jednostek przewidzianych do cięć.

W piśmie związkowcy przekonują, że zmniejszenie zatrudnienia "może jedynie pogłębić problem związany z terminową realizacją wszystkich zadań. Pracodawca ma pełną świadomość, że liczba zatrudnionych w Zakładzie jest niewspółmierna do ilości realizowanych zadań".

Nieoficjalnie od jednego z pracowników ZUS usłyszeliśmy, że redukcje w Zakładzie mogą się rządzącym odbić czkawką. - Niech to się stanie i zobaczymy, co będzie. Przecież to może oznaczać całkowity paraliż tej ważnej instytucji w państwie - mówi pragnący zachować anonimowość urzędnik ZUS z Wrocławia.

Pismo do ministra finansów wysłała też Federacja Związków Zawodowych Pracowników Skarbowych.

Kogo tu zwalniać?

- To absurd, bo nam już teraz brakuje ludzi. Na nabory nikt się nie zgłasza. Jeśli już, to popracuje rok i idzie do sektora prywatnego, mając w papierach, że pracował w KAS. Kadra się starzeje, na nowe miejsca nie ma ludzi. Za chwilę i bez tego rządowego cięcia, nie będzie komu pracować - mówi przewodnicząca Federacji Teresa Raczyńska-Wiśniewska.

Jak wylicza, również i KAS ma coraz więcej pracy w trudnych czasach pandemii.

- Przecież zaraz ulgi przyznawane przez ZUS będzie kontrolował KAS i będzie jeszcze więcej pracy. Podatnicy o zwroty VAT występują coraz częściej, urzędy muszą to robić szybko. Jednak bez kontroli, tego się nie da zrobić, a ten zwrot musi iść w terminie. Dlatego po zapowiadanych cięciach nasze zadania będą niewykonalne - mówi Raczyńska-Wiśniewska.

Niebezpieczne naciski

Zaniepokojeni są też celnicy.

- Ja sobie nie wyobrażam, żeby mogło dojść do zwolnień, chyba żeby komuś zależało na pogorszeniu ściągalności należności do budżetu. Jak w innych miejscach w budżetówce i u nas krucho z pracownikami - mówi Sławomir Siwy, przewodniczący Związku Zawodowego Celnicy PL.

Nasz rozmówca liczy, że minister finansów będzie skutecznie stawał w obronie celników, bo on najlepiej wie, że "cięcia zatrudnienia nie mają sensu". - Mogą się jednak pojawić naciski i tego można się obawiać. Może jednak tylko utną wakaty i nie trzeba będzie tych pieniędzy przekazywać nam z budżetu, może tak to się uda rozwiązać - zastanawia się Siwy.

Związkowiec podkreśla jednak, że obawy są.

- Jesteśmy przyzwyczajeni do nierozważnych działań różnych decydentów z różnych opcji politycznych. Dlatego, jeśli jednak do redukcji dojdzie, to spotka się to z naszą odpowiedzią, ale szczegółów nie zdradzę - mówi Sławomir Siwy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: wiadomości, gospodarka, praca, budżetówka, zwolnienia
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
03-09-2020

realistaCi co nie mają tzw. pleców harują jak woły , a zatrudnieni po różnych koneksjach partyjnych czy rodzinnych biorą olbrzymią kasę za nic nie robienie . … Czytaj całość

02-09-2020

Taka jednaPracowałam rok w urzedzie,w ramach przerwy od firmopracy.Byla tam taka nuda,że w 2-4 h robiłam wszystko co miałam na dany dzien. W pozostałym czasie … Czytaj całość

02-09-2020

SonyŻeby dać emerytom te 13 14 15 docisną ludzi pracujących a potem zdziwienie że coraz.mniej dzieci się rodzi jak ludzie do 50 roku życia tak mają … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (665)