Notowania

Data przyjęcia euro. Według kryteriów Kaczyńskiego pokolenie 500+ powinno dożyć

Euro w Polsce już tuż-tuż. Prezes Prawa i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński uszczegółowił termin potencjalnego przyjęcia wspólnej waluty. Według jego kryteriów euro w Polsce może być już w 2027 roku, ale 2052 rok jest najbardziej prawdopodobny. I to pod warunkiem, że utrzymamy tempo rozwoju z ostatnich trzech lat.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Agencja Gazeta)
Polska musi przyjąć euro, ale nie musi podawać konkretnej daty. Prezes Kaczyński określił warunki

Polska musi przyjąć euro, bo do tego zobowiązała się w traktacie akcesyjnym do Unii przyjętym w referendum w 2003 roku. Kruczek jest taki, że nie musimy podawać daty przeprowadzenia tej operacji.

Prezes Kaczyński o to się ostatnio jednak pokusił. Tyle, że podany zakres dat jest dość nieprecyzyjny. To moment, kiedy "osiągniemy rozwoju państw Zachodu” - oświadczył prezes PiS na konwencji 13 kwietnia. Twierdzi, że euro służy tylko państwom już silnym gospodarczo. Dlatego w momencie, gdy my już będziemy wystarczająco silni, wtedy będzie właściwy moment.

Postanowiliśmy oszacować, który to będzie rok. Wzięliśmy pod uwagę dynamikę gospodarki za obecnych rządów PiS, dane o PKB na mieszkańca wyrażone w dolarze i sprawdziliśmy, kiedy w takim tempie dogonimy bogate kraje, leżące na zachód od Odry. Termin "Zachodu” zastosowaliśmy nie tylko do Europy, ale i do całego rozwiniętego świata, który można określić "cywilizacją Zachodu”.

15,4 tys. dolarów na głowę

I tak, według najnowszych danych gospodarczych PKB Polski na głowę mieszkańca, z którego pośrednio biorą się nasze pensje, wynosił w 2018 roku 15,4 tys. dol. Od 2015 roku, gdy PiS obejmował władzę, przyrastaliśmy rocznie o 7,6 proc. Duża w tym zasługa nie tylko realnego wzrostu gospodarczego, ale i umocnienia złotego.

Załóżmy, że dolarowe tempo rozwoju nasze i innych krajów świata będzie takie same w kolejnych latach. Kiedy dogonimy kraje Zachodu?

Pierwszy kraj, czyli Argentynę właśnie przegoniliśmy w 2018 roku. Po II wojnie światowej było to jedno z najbogatszych państw świata. Niestety socjalne eksperymenty gospodarcze, zadłużanie ponad miarę przybliżyły tamtejszy poziom życia do naszego. W ubiegłym roku PKB spadł tam o 2,5 proc. (o 6,5 proc. rok do roku w samym czwartym kwartale), a w ujęciu dolarowym o aż 20,3 proc. Oni spadali, a my się dość szybko ostatnio rozwijaliśmy. No i mamy już Argentynę za sobą.

Ale to prawdopodobnie nie o Argentynę chodziło prezesowi Kaczyńskiemu, ale o kraje bliższe nam geograficznie, między innymi ze strefy euro. Pierwszym krajem z tego grona, który możemy dogonić, jest Grecja.

Właściwie to już żyje nam się lepiej niż w mieszkańcom kolebki naszej cywilizacji, bo w przeliczeniu na siłę nabywczą zarabiamy więcej. Po prostu ceny u nas są dużo niższe. Jednak jadąc z naszymi pieniędzmi do Grecji, lub gdzie indziej za granicę nadal będziemy uważani za biedniejszych od Greków.

To się może zmienić już w 2027 roku, tj. jeśli dolarowy PKB Grecji będzie rósł o 4 proc. rocznie jak w ostatnich trzech latach, a nasz PKB o 7,6 proc.

Wielki powrót emigracji za jedenaście lat?

Co ciekawe kolejnym krajem Zachodu, który utrzymując tempo ostatnich trzech lat, możemy pokonać gospodarczo, będzie… Wielka Brytania. Po referendum brexitowym funt złapał taki dołek, że w ujęciu dolarowym w ostatnich trzech latach ich PKB na mieszkańca spadał rocznie o 1,4 proc.

Gdyby to się utrzymało, to w 2030 roku w przeliczeniu na dolary PKB na głowę Brytyjczyka powinien wynieść 36,2 tys. dol. Przeciętny Polak wytwarzałby wtedy 37,2 tys. dol. I prawdopodobnie zarabialibyśmy już więcej w dolarach.

Gdyby ten scenariusz się zrealizował, to jeszcze jedenaście lat, a nasi emigranci będą wracać do Polski, gdzie będzie żyło się lepiej. Z poprawką na to, że dynamika "dolarowa” naszych krajów w ostatnich trzech latach to między innymi rezultat jednoczesnego spadku funta i wzrostu złotego. Jeśli brytyjska waluta odbije w górę, a złoty spadnie, to sytuacja się odwróci.

Następni w kolejności do pokonania gospodarczo przez Polskę są: Kanada, Nowa Zelandia, Szwajcaria, Szwecja i Włochy. Z tymi krajami możemy się "rozprawić” już do 2. połowy lat 40.

Większość krajów Zachodu w tempie z ostatnich trzech lat wyprzedzimy do 2052. Wtedy właśnie w tyle zostawimy Francję. Można śmiało założyć, że według kryteriów przyjętych przez prezesa Kaczyńskiego, to jest właśnie data przyjęcia przez Polskę euro i zarazem końca złotego.

Pokolenie 500+, czyli dzieci, które rodziły się od 2016 roku, tego momentu powinny dożyć. Pierwsze dzieci 500+ będą miały wtedy 36 lat. Polacy, którzy rodzili się z końcem komunizmu, czyli w 1989 roku będą wtedy przechodzić na emerytury i będą pierwszymi, którzy dostaną je w euro.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
18-04-2019

MMPrzy utrzymaniu obecnej polityki w 2027 roku mamy co najwyżej szansę "dogonić" dzisiejszą Wenezuelę.

18-04-2019

Młody dorosłyNie lubię Kaczyńskiego, ale z tym euro ma rację. A taka dynamika wzrostu nie ma szans się utrzymać, więc te wyliczenia, że za 11 lat dogonimy WB są … Czytaj całość

18-04-2019

ADAMTen facet byle co powie a wszyscy się do tego odnoszą. Oduczcie się moi drodzy reagować na bezmyślną paplaninę Kaczyńskiego !

Rozwiń komentarze (65)