Notowania

wiadomości
18.09.2012 14:02

Białoruś: Podzielone opinie mieszkańców przed wyborami parlamentarnymi

Niewiara w możliwość zmian przebija ze słów wielu mieszkańców Mińska przed niedzielnymi wyborami do niższej izby parlamentu Białorusi, Izby Reprezentantów. Część osób uważa jednak, że zmiany wcale nie są krajowi potrzebne.

Podziel się
Dodaj komentarz

Niewiara w możliwość zmian przebija ze słów wielu mieszkańców Mińska przed niedzielnymi wyborami do niższej izby parlamentu Białorusi, Izby Reprezentantów. Część osób uważa jednak, że zmiany wcale nie są krajowi potrzebne.

Przedwyborcze opinie na największym mińskim targowisku - Komarowskim Rynku - są podzielone. Niektórzy zamierzają głosować, inni nie. Jednakże zarówno jedni, jak i drudzy często nie znają nawet kandydatów, kampania wyborcza jest bowiem na ulicach miasta prawie niewidoczna.

"Nie będę głosować - mówi młoda prawniczka. - Nikt nie przedstawia programu. Jeśli pytać kandydatów o konkrety, to albo nie wiedzą, o co chodzi, albo udają, że nie widzą problemu. Dotyczy to także opozycji - ona też nie ma programu. Twierdzi, że będzie postępować inaczej niż władza, ale nie wyjaśnia, jak".

Inna młoda kobieta również deklaruje, że nie pójdzie na wybory, ale jako powód podaje to, że nie interesuje jej polityka. "Interesuje mnie tylko to, co dotyczy mnie i mojej rodziny. Czy wybory mogą mieć wpływ na sytuację mojej rodziny? Nie zastanawiałam się nad tym" - wyznaje.

Starsza pani z siatką pełną zakupów mówi, że jeszcze nie wie, czy zagłosuje, ale najprawdopodobniej nie. "To nie ma sensu, bo skład parlamentu i tak zostanie taki sam" - tłumaczy.

Podobny argument podaje kobieta w średnim wieku, która wraz z mężem nie zamierza głosować. "I tak jest już ustalone, kto będzie deputowanym. Ktoś odda te głosy za nas. Poza tym ten parlament i tak o niczym nie decyduje. U nas decyduje tylko jeden człowiek - prezydent" - mówi.

"Oczywiście czekamy na zmiany - dodaje. - Mnie najbardziej boli izolacja Białorusi na scenie międzynarodowej".

Niektórzy zamierzają pójść na wybory i skorzystać z przepisu, że na Białorusi można głosować nie tylko "za" kandydata, ale i "przeciw" niemu.

"Będę głosować przeciwko wszystkim - deklaruje młody mężczyzna w garniturze. - Bo nikt nie ma programu. A są konieczne zmiany. Przede wszystkim w gospodarce - tam potrzebny jest wręcz wstrząs, bo dużo zostało z państwowego planowania".

I dodaje ze smutkiem: "Zaczynaliśmy razem z Polską, wy poszliście daleko do przodu, a my - lepiej nie mówić".

Trzech młodych chłopaków, którzy przysiedli na papierosa, nie będzie głosować, bo nie mają jeszcze 18 lat. "Ale gdybyśmy mogli, na pewno byśmy głosowali - mówi jeden. - Bo Białorusi potrzebne są zmiany. Przede wszystkim trzeba wybrać młodszych deputowanych". Inny dodaje: "No i poprawić sytuację, bo pensje są niskie, a ceny wciąż rosną".

Część osób uważa jednak, że zmiany w kraju wcale nie są potrzebne.

"Oczywiście, że będę głosować" - mówi młody sprzedawca, wyraźnie niechętny rozmowie na tematy wyborcze. Nie ujawnia, na kogo odda głos, ale ocenia, że na Białorusi nie są potrzebne zmiany, bo "sytuacja jest dobra".

Także emerytka, która zamierza zagłosować, bo "tak trzeba", uważa, że sytuacja na Białorusi jest niezła. "W sklepach niczego nie brakuje. A najważniejsze, że praca jest - mówi. - Trzeba pracować i się nie lenić. Więc pracujemy. Ja jestem emerytką, ale dorabiam". Dodaje, że jeszcze nie wie, na kogo zagłosuje, bo nie zna kandydatów.

Kandydatów nie zna zresztą wiele osób. Jeden z emerytów nie wykluczył, że weźmie udział w wyborach, jeśli "dowie się, kto startuje".

Na Komarowskim Rynku nie ma plakatów wyborczych i - podobnie jak w całym Mińsku - nie czuć przedwyborczej atmosfery. "Wybory? To jakieś będą? Nic o tym nie wiem" - dziwi się jedna z pań. I usprawiedliwia się: "Mnie jest już wszystko jedno. Mam 70 lat".

23 września odbędą się na Białorusi wybory do niższej izby parlamentu, Izby Reprezentantów. Do głosowania uprawnionych jest nieco ponad 7 mln wyborców. Mają oni wyłonić 110 deputowanych spośród 294 kandydatów.

Jeszcze w zeszłym tygodniu kandydatów było 360, ale w sobotę swoich przedstawicieli wycofały dwie największe partie opozycyjne - Partia Białoruski Front Narodowy oraz Zjednoczona Partia Obywatelska. Obie uzasadniły ten krok niewłączeniem ich przedstawicieli do komisji wyborczych oraz istnieniem więźniów politycznych w kraju. Liczba opozycyjnych kandydatów skurczyła się tym sposobem do około 60.

W poprzednich wyborach do Izby Reprezentantów w 2008 r. startowało 279 kandydatów. Opozycję reprezentowało 70, ale żaden z nich nie dostał się do parlamentu.

Chęć udziału w niedzielnych wyborach deklaruje - wg ostatnich badań przeprowadzonych w czerwcu - 51 proc. ankietowanych. Nie zamierza zaś głosować 19 proc., a 30 proc. jeszcze nie podjęło decyzji w tej sprawie. Choć odsetek tych, którzy uważają, że wybory nie będą uczciwe (40 proc.) nieco przewyższa odsetek osób będących przeciwnego zdania (37 proc.), to jednocześnie więcej ankietowanych negatywnie odnosi się do idei bojkotu wyborów (29,5 proc.) niż ją popiera (14,2 proc.).

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska (PAP)

mw/ ala/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz