Notowania

wiadomości
27.06.2013 15:12

Chorwacja: Sprywatyzowana stocznia w Splicie walczy o przetrwanie

Dawna duma Chorwacji, stocznia w Splicie, pozbawiona pomocy państwa, walczy o przetrwanie. Nowy właściciel, rodzimy przedsiębiorca Tomislav Debeljak, zwalnia pracowników, ale obiecuje zamówienia i zyski - na spełnienie obietnic ma 5 lat.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Dawna duma Chorwacji, stocznia w Splicie, pozbawiona pomocy państwa, walczy o przetrwanie. Nowy właściciel, rodzimy przedsiębiorca Tomislav Debeljak, zwalnia pracowników, ale obiecuje zamówienia i zyski - na spełnienie obietnic ma 5 lat. *

Prywatyzację stoczni Brodosplit oficjalnie ogłoszono w lutym, spiesząc się przed przystąpieniem Chorwacji 1 lipca do Unii Europejskiej, która nie zezwala na dotacje budżetowe dla przemysłu okrętowego. Obawy mieszkańców Dalmacji odzwierciedliło referendum unijne, w którym wynik w tym regionie na Adriatykiem należał do najgorszych w kraju (40 proc. przeciw).

Split żyje legendą niegdysiejszej potęgi stoczni, trzeciej na świecie w czasach Jugosławii - jak podkreślają mieszkańcy. Trudno im się pogodzić z myślą, że państwo oddało tę "perłę" w ręce nieznanego, 38-letniego biznesmena, człowieka bez ukończonych studiów, za to z ekscentrycznymi pomysłami, właściciela firmy DIV z Samobora pod Zagrzebiem, produkującej śruby i elementy złączne. "Co on może? Co innego rozkręcić fabryczkę po ojcu, a co innego zarządzać Brodosplitem, to nie ta skala" - gorączkował się w rozmowie z PAP taksówkarz Ivan Trakosztanec.

"To najmniejsze zło, jakie się mogło stoczni przydarzyć" - ocenił w rozmowie z PAP prof. Roko Markovina z wydziału elektrotechniki, mechaniki i przemysłu okrętowego (FESB) uniwersytetu w Splicie. Przypomniał, że nie było innych chętnych. "Europa nam nie kazała prywatyzować, chciała restrukturyzacji. To państwo jest winne, spóźniło się co najmniej o 10 lat" - zwrócił uwagę prof. Ivica Veża z tego samego wydziału.

Nowy właściciel zapłacił za akcje stoczni 200 tys. euro i zobowiązał się do 300 mln euro wkładu; z własnej kieszeni planuje wydać 7 mln euro, resztę chce zdobyć od różnych inwestorów i banków - wyjaśnił na spotkaniu z zagranicznymi dziennikarzami w Brodosplicie wiceprezes zarządu DIV i stoczni Darko Pappo.

Podkreślił, że próby restrukturyzacji państwo podejmowało sześciokrotnie, przez ostatnich 10 lat włożyło w stocznię 3 mld kun (400 mln euro), ale koszty produkcji wciąż były wyższe niż cena statków, czasami nawet dwukrotnie. Za przyczynę strat Pappo uznał przede wszystkim złe zarządzanie. Dlatego nowy właściciel całkowicie zmieni model organizacyjny stoczni: podzieli ją na małe, samodzielne firmy, które mają też szukać klientów na zewnętrznym rynku.

Zmieni się struktura zatrudnienia, bo pracownicy produkcyjni stanowili dotąd zaledwie połowę załogi, 25 proc. to było wsparcie produkcji, a reszta administracja. 30 maja wszyscy zatrudnieni w Brodosplicie, 3346 osób, dostali wypowiedzenia. Jeszcze latem 1,5-2 tys. z nich ma wrócić do pracy, ale odprawy otrzymają wszyscy, zależnie od stażu, nawet po 100 tys. kun.

Po poprzednim zarządzie zostało do wykończenia zamówienie holenderskiej firmy "Jumbo shipping" na dwa pływające dźwigi - zgodnie z umową ewentualną stratę ma w tym wypadku pokryć państwo. Nowy właściciel zlecił budowę jachtu i 5 żaglówek dla własnej firmy. Stocznia przyjęła zamówienia na konstrukcję mostu i silosy, co wzbudza rozgoryczenie załogi wspominającej z dumą wodowane w latach 80. promy pasażersko-samochodowe dla Finlandii, do których zresztą też trzeba było dołożyć.

W zeszłym tygodniu Debeljak ogłosił, że zdobył pierwsze poważniejsze zamówienie - na budowę 109-metrowego statku wycieczkowego dla Rosjan, który ma pływać po Wołdze i Donie. Trwają negocjacje w sprawie ponad 100 statków różnej klasy z oferty stoczni. Jest możliwość - oświadczył nowy właściciel - że Brodosplit wyjdzie na plus już w 2014 roku, choć w umowie z rządem dostał na to 5 lat.

Prof. Markovina, który z problemami Brodosplitu ma do czynienia od przeszło 40 lat, jest ostrożnym optymistą. Po raz pierwszy - ocenia - zarządca stoczni jeździ po całym świecie w poszukiwaniu zamówień, nie opędza się od naukowców, a jego program restrukturyzacji ma podobne założenia, co projekt z 2004 r., w którego tworzeniu współuczestniczyli obaj profesorowie z FESB, wraz z obecnym wicepremierem Branko Grcziciem. Według tego projektu stocznia przede wszystkim powinna przejść na stosowaną w Chinach czy Korei Płd. metodę montażową budowy statku, jak najwięcej elementów wykonując poza pochylnią.

Debeljak oświadczył wprost, że jego plan jest realny "dzięki oczyszczeniu Brodosplitu z korupcji". O rozkradaniu stoczni mówią wszyscy - od zwykłego robotnika po profesorów, którzy przypominają toczące się w sądach procesy, gdzie na ławach oskarżonych o korupcję zasiadają politycy z najwyższego szczebla władz państwa.

"Pieniądze tu prali, przetargi robili tak, żeby było jak najdrożej" - otwarcie narzekali w rozmowie z PAP stoczniowcy, którzy zeszli na przerwę śniadaniową z pochylni, ale nazwisk podać nie chcieli. "To wszystko to nie wina Unii, to nasi tak nakombinowali, wszystko robili bez głowy, jak za socjalizmu. Trzeba było z tym zrobić porządek, tylko co będzie z nami" - tłumaczył PAP jeden z nich, mający za sobą 36 lat w stoczni. "Wiemy, że nie wygramy konkurencji z Chinami czy Koreą Płd., bo tam tłuką statki taśmowo. My robimy statki wysokiej jakości, a one są drogie" - żalił się inny.

"Co teraz? 30 lat tu pracuję, czyli mam 42 lata stażu, bo to się tak przelicza. Młodzi jadą do Niemiec, Holandii, nawet do Chin za pracą, a nas kto zechce" - zastanawiał się kolejny, chowający się w kącie z papierosem. "Co będzie? Schwarzarbeit będzie" - odpowiedział zagadnięty ślusarz z Bośni, który kiedyś pracował w Hamburgu, Kolonii i Amsterdamie.

Stoczniowcy mają poczucie, że zdradziły ich związki zawodowe, choć jeden z trzech związków ze stoczni wypowiedział nowemu zarządowi bezpardonową wojnę. Jego przewodniczący Zvonko Szegvić tłumaczył PAP, że nie jest przeciwnikiem prywatyzacji, ale powinna ona być transparentna. "Walczę o sprawiedliwość - deklarował. - Ten podział stoczni to zabawa w catering, chodzi o to, żeby pozbawić ludzi wszelkich praw". Według niego UE rzuciła chorwackie stocznie na kolana, ale "głównym winowajcą jest rząd, który nie kontrolował sytuacji". "Nie zapominajmy, że Szegvić był przez osiem lat w zarządzie Brodosplitu" - wypomniał Markovina.

Profesorowie z FESB, "dzieci stoczni" - jak sami o sobie mówią - mają żal, że Unia nałożyła ograniczenia na Brodosplit, który będzie mógł produkować rocznie tylko 3-4 średnie statki, więc likwiduje czwartą pochylnię. "Europa nie chce konkurencji, niedaleko są Włosi" - mówi prof. Veża. Według Markoviny wejście do UE to dla stoczni i przeszkoda, i korzyść. Unia zmusiła w końcu państwo do restrukturyzacji, ale nałożyła ograniczenia. "To była transakcja: bierz albo zostaw. Oczywiście, lepiej wziąć. Wasi w Polsce też wzięli" - zauważył profesor.

Ze Splitu Bożena Kuzawińska (PAP)

kar/ ro/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz