Notowania

psl
13.11.2008 14:05

J.Kaczyński o roku rządów PO-PSL

Według prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego mijający rok rządów PO-PSL cechuje "wysoka niesprawność", co - jak dodał - jest dla niego największym zaskoczeniem. J.Kaczyński uważa, że w tym czasie w polityce zagranicznej "dokonał się akt całkowicie niepotrzebnej autodegradacji".

Podziel się
Dodaj komentarz

Według prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego mijający rok rządów PO-PSL cechuje "wysoka niesprawność", co - jak dodał - jest dla niego największym zaskoczeniem. J.Kaczyński uważa, że w tym czasie w polityce zagranicznej "dokonał się akt całkowicie niepotrzebnej autodegradacji".

W rozmowie z PAP J.Kaczyński ocenił, że "najszkodliwszym" ministrem jest szef dyplomacji Radosław Sikorski. Najlepszym ministrem, choć niekonstytucyjnym - w opinii szefa PiS - jest sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Michał Boni.

Zdaniem prezesa PiS, "jedną z największych win PO" jest "wielka degradacja polskiego życia publicznego". Chodzi - jak mówił - o wywoływanie przez rządu konfliktu z prezydentem poprzez "podważanie porządku konstytucyjnego".

Polityk podkreślił, że "wysoka niesprawność" gabinetu Donalda Tuska stanowiła dla niego największe zaskoczenie. "Przy całym krytycyzmie sądziłem jednak, że to będzie rząd sprawniejszy" - powiedział szef PiS.

Według niego, niesprawność rządu doskonale ilustruje stan prac nad wykorzystaniem środków unijnych. Lider PiS jest zdania, że owa niesprawność dała o sobie znać także "we wszystkich innych dziedzinach".

Jak zaznaczył, niesprawność rządu jest niekorzystna nawet z punktu widzenia opozycji. "Liczymy na to - niezależnie jak to w tej chwili wygląda - że przyjdzie dzień, kiedy wrócimy do władzy. I co my wtedy zastaniemy? Z tego się nie będzie można wygrzebać" - mówił.

J. Kaczyński uważa, że rok rządów PO potwierdził jego ocenę zamierzeń gabinetu sformułowaną w trakcie debaty nad expose premiera Donalda Tuska w Sejmie. "Pacyfikacja, petryfikacja i restauracja" - tak w listopadzie ubiegłego roku szef PiS podsumował expose szefa rządu. Ocenił wówczas, że wraz z rządami koalicji PO-PSL "wracają lata 90-te".

Prezes PiS uważa, że obecnie następuje to, co wówczas przewidywał, czyli "pacyfikacja wszystkiego co wiązało się z IV RP i jej przemianami".

Według niego, "z jednej strony mamy pewne pozory zachowania instytucji IV RP, na przykład CBA, ale z drugiej strony Biuro ma mniej pieniędzy, mniej współpracy prokuratury, mniej możliwości". W dodatku - zdaniem J. Kaczyńskiego - jeśli CBA przeprowadzi udaną operację, ogłasza się to jako sukces policji.

Jak dodał, "pacyfikację" widać też w prokuraturze: "mamy powrót starych stosunków, razem z prokuratorem krajowym (Markiem Staszakiem), który jest byłym współpracownikiem Roberta Kwiatkowskiego, byłym wiceministrem z czasów SLD".

Ponadto - zdaniem prezesa PiS - minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski "też jest osobą jednoznaczną, chociaż w innym wymiarze".

"Jego powołanie było samo przez się pewnym sygnałem: koniec walki z możnymi tego świata" - ocenił. Jak dodał, w tej chwili "możni tego świata kłopotów z prokuraturą nie mają, natomiast mają kłopoty ci, którzy na nich podnieśli rękę".

J. Kaczyński uważa, że dzięki takiej "pacyfikacji" dochodzi do "restauracji dawnego systemu". "To jest bardzo intensywne w służbach specjalnych, tam w ogromnej liczbie wrócili ludzie z czasów PRL-owskich. W takim stopniu, że nawet się tego nie spodziewaliśmy" - powiedział prezes PiS.

W jego ocenie, mamy również powrót "do różnych starych relacji, jeśli chodzi o biznes i politykę". W tym kontekście prezes PiS wymienił sprawę budowy stadionu Legii.

Właścicielem klubu piłkarskiego jest spółka ITI. We wrześniu, przy sprzeciwie PiS, radni Warszawy zatwierdzili poprawkę do budżetu miasta, na mocy której na przebudowę obiektu przy ul. Łazienkowskiej 3 przeznaczone będzie ok. 460 mln zł.

"Sprawa stadionu jest takim klasycznym, demonstracyjnym można powiedzieć, przywróceniem tych praktyk" - uważa szef PiS.

Jego zdaniem, oznaką "restauracji" jest też to, że "polscy miliarderzy, którzy za czasów PiS byli za granicą, dzisiaj sobie spokojnie są w Polsce". "Mamy restaurację, choć z pewnymi drobnymi dekoracyjnymi elementami jak zachowanie CBA, proces Jaruzelskiego, czy sprawa zabierania emerytur funkcjonariuszom PRL-owskich służb" - mówił J. Kaczyński.

Ocenił też, że z całą siłą wracają "społeczne mechanizmy, które ukształtowały się w Polsce począwszy od lat 80., a które PiS chciał podważyć". Za rządów PiS - mówił J. Kaczyński - wymieniono na przykład ponad 90 proc. szefów urzędów skarbowych, którzy dzisiaj w bardzo dużej części wracają.

"Do rad nadzorczych, kontroli nad gospodarką, wracają czerwoni, nie tylko ludzie PO, ale także SLD. Generalnie mówiąc: stare wraca szerokim frontem, trzymając krok i to z werblem" - mówił. Według polityka, jest to zrozumiałe o tyle, że "wyborczy sukces PO polegał na tym, że przejęła ona zaplecze SLD".

Zdaniem szefa PiS, Platforma "miała taki pomysł już od 2005 roku, od tego momentu - a to był 19 czerwca - kiedy nagle Tusk zmienił front w trakcie kampanii wyborczej i zaczął atakować nas, a nie SLD".

J.Kaczyński podkreślił, że nie chce uciekać się do "najłatwiejszej krytyki" rządu związanej z obietnicami cudu. Jednak zaznaczył, że gabinet Tuska "zapowiadał cud dobrych płac dla wszystkich, w szczególności dla nauczycieli, lekarzy etc".

"Tylko nikt poważny nie mógł tego ani przez chwilę traktować na serio. Dlatego ja już nie skupiam się na tej najłatwiejszej krytyce, bo najłatwiejsza krytyka jest następująca: Donald Tusk własnymi słowami zapowiadał, że będzie świetnie, a tym grupom nie tylko się nie polepsza, ale pogarsza" - powiedział szef PiS.

Ponadto - według prezesa PiS - obecny rząd nie potrafi uprawiać polityki zagranicznej. Jego zdaniem, w tej dziedzinie "dokonał się akt całkowicie niepotrzebnej autodegradacji", rząd "nie zyskuje nic, a traci bardzo dużo".

"To jest szkoła (Władysława) Bartoszewskiego - brzydkiej panny bez posagu, polityka zakompleksienia" - uważa J.Kaczyński. Według niego, "jest to polityka skrajnie niefortunna".

Prezes PiS powiedział, że polityka zagraniczna jego rządu polegała na "odrzucenie klientyzmu, a jej najgłębszym sensem było nadanie Polsce charakteru kraju nie klienckiego, a takiego, z którym trzeba rozmawiać i trzeba uzgadniać".

Według niego, przesłanką do szukania najsilniejszej pozycji Polski "nie jest antyszambrowanie w przedpokojach zachodnich kancelarii, tylko dobra pozycja na Wschodzie".

"Jeśli mamy dobrą pozycję na Wschodzie, to jesteśmy jakby +podniesieni+ na Zachodzie" - uważa J.Kaczyński. Natomiast - jego zdaniem - rząd PO "z tego wszystkiego zrezygnował i przyjął po staremu, że trzeba antyszambrować".

W efekcie - uważa J.Kaczyński - np. w stosunkach z Niemcami, polski rząd praktycznie wycofał się "z oporu wobec Widomego Znaku", natomiast Niemcy "nie poparły lokalizacji Europejskiego Instytutu Technologicznego we Wrocławiu".

Jeśli chodzi o politykę wobec Rosji J.Kaczyński ocenił, że wizyta premiera Tuska w Rosji, która miała miejsce na początku tego roku, "będzie chyba kiedyś opisywana w podręcznikach jako przykład tego, jak się polityki zagranicznej nie uprawia".

"Co nam to dało? Obniżenie zaufania do nas w Kijowie, Wilnie, Rydze, Tallinie, Tbilisi, a w zamian lekceważące potraktowanie w Moskwie" - uważa szef PiS.

Także w sprawie Gruzji, według J.Kaczyńskiego, "rząd się zupełnie zagubił". "Pierwsza jego decyzja dotyczyła tego, by nie dać samolotu prezydentowi. Póki nie było rozmowy (prezydenta) z Georgem Bushem miało nie być samolotu. A to, co tak naprawdę mogliśmy w tamtej sytuacji zrobić, to zmobilizować kraje i zademonstrować bardzo ostro naszą lojalność i sprzeciw wobec tego, co robią Rosjanie" - uważa szef PiS.

Chodzi o sierpniowy wyjazd prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz szefa MSZ Radosława Sikorskiego i przywódców Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy do Gruzji.

"Można było narzekać na miny pani (minister spraw zagranicznych w rządzie PiS Anny) Fotygi, czy na to, że ona jest niemedialna. Na pewno Sikorski jest dużo bardziej medialny, tyle tylko, że Anna Fotyga wiedziała na czym polega polityka, jak się ją uprawia, jeśli rzeczywiście chce się zdobyć jakąś pozycję, być szanowanym, a Sikorski tego nie wie" - uważa J.Kaczyński.

Zdaniem prezesa PiS, "jedną z największych win PO" jest "wielka degradacja polskiego życia publicznego". Chodzi - jak mówił - o wywoływanie przez rządu konfliktu z prezydentem poprzez "podważanie porządku konstytucyjnego".

"To jest kampania wyborcza, która jest prowadzona cały czas. Tylko, że ta kampania godzi w bieżące interesy kraju, ale też w porządek publiczny, konstytucyjny, podważa go" - uważa szef PiS.

W jego ocenie, "w obecnej sytuacji medialnej konflikty z prezydentem, przynajmniej do tego ws. szczytu UE w Brukseli, opłacały się Tuskowi i wobec tego on je nieustannie wywoływał".

J.Kaczyński podkreślił, że "prezydent jest częścią władzy wykonawczej, jest najwyższym przedstawicielem Polski, a w polskiej konstytucji jest przepis o konieczności współdziałania prezydenta z rządem". Jak dodał, próba poddawania pod dyskusję, co oznaczają poszczególne przepisy konstytucji "jest w istocie podważaniem porządku konstytucyjnego".

Jest to, według niego, "czysta polityka sprowadzona w wielkiej mierze do propagandy". "Gorzej się przysłużyć polskiemu życiu publicznemu nie można, a PO w imię swoich partykularnych celów coś takiego robi" - ocenił szef PiS.

J.Kaczyński spodziewa się, że ataki na prezydenta będą kontynuowane. "Prezydent pozostawiony samemu sobie, w tym nowym nieco entourage'u, może być po prostu niebezpieczny dla planów PO" - uważa szef PiS.

Ponadto J.Kaczyński zarzuca rządowi rezygnację z prowadzenia polityki historycznej. Świadczy o tym - według niego - sprawa muzeum II Wojny Światowej. "My chcieliśmy zrobić z tego muzeum Polski, teraz próbuje się skonstruować coś ogólnoeuropejskiego, gdzie Polska właściwie zanika, a poza tym jej rola jest nieoczywista" - uważa szef PiS.

Jako symboliczne określił wycofanie się z mundurków szkolnych. Jego zdaniem, oznacza to również wycofanie się "porządku w szkołach".

W opinii J. Kaczyńskiego, w tej chwili dochodzi do "rozbijania pewnego zintegrowanego przekazu kulturowego odnoszącego się do wartości narodowych, wspólnotowych". Dzieje się to, według niego m.in. poprzez "kompletne rozbicie programów nauczania". "W każdej szkole jest inaczej" - stwierdził.

Szef PiS uważa też, że rządy PO cechuje "zanik kontroli społecznej poprzez media". "W różnych dziedzinach jest mnóstwo wpadek, skandali (...), media na to nie reagują i nic poważnego z tego powodu się nie dzieje" - mówił.

Pytany, którego ministra w rządzie Donalda Tuska uważa za najlepszego J.Kaczyński odpowiedział: "wszyscy mówią, że najlepszy jest Michał Boni, który jest jakby +schowany+ ze znanych względów, ale podobno odgrywa w rządzie bardzo dużą rolę merytoryczną".

"Ale Boni nie jest konstytucyjnym ministrem, a wśród takich opinię najsprawniejszego ma (wicepremier, szef MSWiA Grzegorz) Schetyna" - uważa J.Kaczyński.

Prezes PiS nie chciał powiedzieć, którego z ministrów uważa za najgorszego, ale - dodał - "jeśli wziąć pod uwagę wyniki to (minister rozwoju regionalnego) Elżbietę Bieńkowską".

"Najszkodliwszym" ministrem - według J.Kaczyńskiego - "jest chyba Sikorski". "To jest wielkie rozwarcie nożyc między tym ramieniem, które określa samopoczucie, samoocenę, niestety też ocenę bardzo znacznej części mediów, a między tym, co jest naprawdę. Naprawdę jest nad wyraz skromnie" - tak o szefie dyplomacji mówi J.Kaczyński.(PAP)

hgt/ mok/ par/ woj/

Tagi: psl, wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz