Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na

Ostatni świadek w procesie o wyrzucenie noworodka przez okno

0
Podziel się:

Dobiega końca proces Zbigniewa W. oskarżonego o wyrzucenie noworodka przez
okno jednej z kamienic na warszawskiej Pradze. We wtorek przed stołecznym sądem okręgowym zeznawał
ostatni świadek - dzielnicowy z pobliskiego posterunku. Następna rozprawa, podczas której planowane
są mowy końcowe, w styczniu.

Dobiega końca proces Zbigniewa W. oskarżonego o wyrzucenie noworodka przez okno jednej z kamienic na warszawskiej Pradze. We wtorek przed stołecznym sądem okręgowym zeznawał ostatni świadek - dzielnicowy z pobliskiego posterunku. Następna rozprawa, podczas której planowane są mowy końcowe, w styczniu.

Funkcjonariusz powiedział, że mieszkańcy kamienicy, w której doszło do tragedii, nie skarżyli się na zachowanie ani Zbigniewa W., ani osób z nim mieszkających. Jak dodał, policja nie otrzymywała zgłoszeń dotyczących przemocy w tym mieszkaniu, jednak sąsiedzi mówili, że panował tam bałagan, a lokatorzy byli biedni i nadużywali alkoholu.

Na rozprawie miały zeznawać także żona oskarżonego oraz jej siostra. Obie skorzystały jednak z prawa do odmowy składania zeznań.

Do zdarzenia doszło w lipcu 2008 r. w kamienicy przy ul. Czynszowej 6. Oskarżony, będąc pod wpływem alkoholu, wyrzucił z drugiego piętra na chodnik noworodka, którego nieco wcześniej urodziła jego żona. Dziecko zmarło w szpitalu.

Zbigniew W. przyznał się do winy. Grozi mu nawet dożywocie. W toczącym się procesie mężczyzna skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytania.

We wcześniejszych zeznaniach mężczyzna mówił, że nie pamięta wszystkich szczegółów czynu, który popełnił, gdyż w tamtym czasie od kilku tygodni był w ciągu alkoholowym. Jak powiedział, nie widział porodu chorej na padaczkę żony, ale także ona była pijana. Oskarżony wspominał też, że zdenerwował się, gdy zobaczył, że żona "ma coś między nogami". "Wziąłem to do jednej ręki i wyrzuciłem przez okno" - powiedział. W. wyjaśnił, iż nie wiedział, że wyrzuca dziecko - jak zapewniał - "myślał, że to jest kot".

Biegli psychiatrzy nie stwierdzili u Zbigniewa W. choroby psychicznej ani upośledzenia umysłowego. Wskazali, że ma on ograniczone zaburzenia osobowości oraz zespół uzależnienia od alkoholu z cechami psychodegeneracji. Taki stan psychiczny nie ograniczał jego zdolności do rozumienia zarzucanego mu czynu, jak i kierowania swoim postępowaniem. Psychiatrzy zaznaczali jednak w swojej opinii, że u osób w ciągach alkoholowych mogą występować omamy.

Z kolei biegły psycholog uznał w swojej opinii, że W. jest na pograniczu upośledzenia umysłowego. Nie jest zdolny do współczucia i współodczuwania, przejawia cechy egocentryczne. O zdarzeniu z noworodkiem opowiadał bez żadnych emocji. Nie udzielał odpowiedzi na niewygodne pytania, zasłaniając się brakiem pamięci.(PAP)

gdy/ itm/ mow/

wiadomości
pap
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(0)