Notowania

wiadomości
06.02.2013 18:04

Politycy: negocjacje budżetowe to najważniejsze zadanie dla premiera

Ze względu na rolę, jaką w rozwoju Polski odgrywają pieniądze pochodzące z budżetu UE, politycy zarówno koalicji, jak i opozycji zgadzają się, że negocjacje budżetowe na zbliżającym się szczycie UE są najważniejszym zadaniem, przed jakim stanął premier Donald Tusk.

Podziel się
Dodaj komentarz

Ze względu na rolę, jaką w rozwoju Polski odgrywają pieniądze pochodzące z budżetu UE, politycy zarówno koalicji, jak i opozycji zgadzają się, że negocjacje budżetowe na zbliżającym się szczycie UE są najważniejszym zadaniem, przed jakim stanął premier Donald Tusk.

We wtorek wieczorem premier napisał na twitterze: "Przed nami trzy dni, które wpłyną na całą dekadę. Najważniejsze zadanie, jakie kiedykolwiek przede mną stanęło. Trzymajcie kciuki!". Natomiast w środę Tusk powiedział dziennikarzom, że jedzie na unijny szczyt z przekonaniem, że "te wymarzone przez Polskę 300 mld zł w ramach polityki spójności leżą w zasięgu naszych możliwości". Ocenił, że przebieg szczytu rozstrzygnie o przyszłości Europy.

Robert Tyszkiewicz (PO) powiedział PAP, że jego partia spodziewa się, że premier uzyska na szczycie 300 mld zł dla Polski. Zaznaczył, że szczyt to test "dla nas, dla premiera, ale też i dla Unii Europejskiej". Podkreślił, że ważne jest to, by Unia dysponowała budżetem, który pozwoli jej na rozwój i ambitną politykę.

W opinii Tyszkiewicza Unia powinna postawić na kraje o zdrowych gospodarkach jak Polska, zamiast pomagać tym, które wpędziły się w finansowe kłopoty. "To może uchronić Unię przed erozją, która zagraża jej w czasie kryzysu" - podkreślił poseł PO.

Zdaniem Krzysztofa Szczerskiego (PiS), bitwa o budżet UE odbyła się już na listopadowym szczycie i wówczas trzeba było stawiać twarde żądania. "Trzeba było wtedy krzyczeć, domagać się dużych pieniędzy dla Polski, tak zrobili wszyscy poza Donaldem Tuskiem" - dodał. Jego zdaniem Tusk powinien wówczas m.in. domagać się zrównania dopłat dla polskich rolników.

Według posła PiS czwartkowy szczyt to "faza negocjowania pokoju, dogadywania szczegółów kompromisu". "Listopadową bitwę wygrali Cameron i Merkel. Budżet będzie kompromisem brytyjsko-niemieckim. Polska może w fazie +pokoju+ jedynie szukać drobnych interesów" - powiedział.

Szczerski doda, że dlatego ma minimalne oczekiwania wobec Tuska. "Może tylko w ramach tego, co przegrał poprzednio, próbować coś ratować. Oczekuję, że uratuje maksymalnie dużo pieniędzy na kwotę, która będzie przeznaczona dla Polski. Oszczędności szukajmy w pulach, które są ogólne, a nie narodowe. To jedyne pole manewru" - ocenił.

Szczerski zgodził się z premierem, że negocjacje budżetowe na najbliższym szczycie to najważniejsze zadanie, jakie go czeka. "Dotychczas w polityce europejskiej jechał na gapę. Pieniądze, które dość nieudolnie premier Tusk wydaje, wynegocjował rząd PiS-u. Po raz pierwszy staje przed ważnymi negocjacjami europejskimi" - ocenił.

Także wicepremier, szef PSL Janusz Piechociński uważa, że najbliższy szczyt będzie jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu Polski lat 2000-2020. "Nie tylko w kontekście udziału Polski w budżecie unijnym, ale także swoisty test na to, jaka Unia jest dzisiaj, w lutym 2013 roku, czy Unia, która ma wartości solidarności, spójności, współodpowiedzialności, czy ta Unia, która została rozerwana narodowymi interesami" - ocenił.

"Premier i jego otoczenie stają przed dużo większym wyzwaniem, niż to było w Kopenhadze (na szczycie Unii w Kopenhadze 13 grudnia 2002 r. zakończyły się polskie negocjacje akcesyjne), gdy jechał tam premier Leszek Miller z wicepremierem Jarosławem Kalinowskim" - powiedział PAP Piechociński.

Jego zdaniem w ostatnim czasie zaszły bardzo niekorzystne zjawiska, jeśli chodzi o możliwość osiągnięcia porozumienia na zbliżającym się szczycie. "Mówię tu o szarży brytyjskiej (premiera Davida) Camerona, o ciosie, który znacząco osłabił pozycję premiera Hiszpanii (Mariano Rajoy został publicznie oskarżony o tolerowanie przez wiele lat praktyk korupcyjnych w kierownictwie swojej partii), sytuację Portugalii, czy też Grecji znamy" - wyliczał Piechociński.

Szef PSL uważa, że jeśli szczyt zakończy się porozumieniem, to polskie oczekiwania, jeśli chodzi o politykę spójności, zostaną spełnione. "Nasze priorytety są znane - wygrać politykę spójności, wygrać Wspólną Politykę Rolną z jednoznacznym przesłaniem, że w najbliższych latach będziemy kierować się wysokością dopłat do średniej unijnej" - powiedział.

W sukces zbliżającego się szczytu UE wierzy lider SLD Leszek Miller. "Uważam, że te mityczne 300 mld jest w zasięgu ręki i nawet jeżeli będzie mniej, to niedużo mniej, tak że szczyt może zakończyć się sukcesem w rozumieniu także korzyści dla Polski" - powiedział szef Sojuszu w środę dziennikarzom.

Ocenił jednocześnie, że Polska ma problem z wykorzystywaniem środków unijnych. "Niestety, coraz częściej słyszymy, że potężna fala środków nie jest w Polsce wykorzystywana, bowiem administracja rządowa i pozarządowa nie może uporać się z ich spożytkowaniem i ten problem się będzie nasilać. Myślę zatem, że nie tyle głównym, centralnym problemem jest kwestia budżetowa, tylko pytanie, co później z tymi pieniędzmi się stanie" - uważa Miller.

Jak dodał, chodzi o to, jakie polskie marki zostaną wypróbowane, jak Polska będzie oceniana na płaszczyźnie międzynarodowej i jak to wszystko posłuży polskim obywatelom.

Lider Ruchu Palikota Janusz Palikot pytany o szczyt ocenił, że to bardzo dobrze, iż będzie 300 mld złotych dla Polski w budżecie UE 2014-2020. "Cieszę się, że premier tego dopilnował. Tylko żebyśmy nie zmarnowali tych pieniędzy jak poprzednio, a niestety o tym nie dyskutujemy" - stwierdził Palikot.

Odnosząc się do wpisu premiera na twitterze, Palikot powiedział, że "ta płyta się już zgrała". "Chodzi o to, że to, co jest już ugruntowane i nie ma żadnego ryzyka wpadki, trzeba pokazać, że dzielny Tusk wywalczył 300 mld złotych" - dodał.

Poseł SP Andrzej Dera powiedział PAP, że oczekiwanie jego ugrupowania wobec szczytu jest takie, by premierowi udało się wynegocjować dla Polski "jak największe kwoty na jak najlepszych warunkach". Zaznaczył, że premier ustawił sam sobie poprzeczkę, ogłaszając w kampanii wyborczej, że Polacy mogą uzyskać z unijnego budżetu 300 mld. "Oczekujemy, że teraz z tej obietnicy się będzie wywiązywał. Życzymy mu oczywiście sukcesu, bo to dla nas żywotnie ważna sprawa" - podkreślił Dera.

Poprzedni szczyt budżetowy UE w listopadzie ubiegłego roku zakończył się bez porozumienia - propozycja budżetu przedstawiona przez Hermana Van Rompuya nie uzyskała poparcia unijnych przywódców. Zakładała cięcia w wysokości 75 mld euro w stosunku do wyjściowego projektu Komisji Europejskiej opiewającego mniej więcej na 1 bln euro. Brytyjczycy i Niemcy domagali się jednak dalszych redukcji - o 30 mld euro - w wydatkach UE m.in. na administrację.

W przyjętym we wtorek stanowisku na szczyt UE podkreślono, że w negocjacjach w Brukseli ws. przyszłego budżetu rząd będzie sprzeciwiał się ograniczeniu środków na politykę spójności, ponieważ pogłębi to różnice między krajami bogatymi i biednymi.

W kwestii Wspólnej Polityki Rolnej rząd stoi na stanowisku, by wypracowane zostały takie rozwiązania, które umożliwią polskim rolnikom konkurowanie na rynku europejskim na sprawiedliwych zasadach dzięki wyrównywaniu dopłat bezpośrednich do średniej UE. Na szczyt Polska wraca też m.in. z postulatem dotyczącym kwalifikowalności VAT, by samorządy mogły wliczać ten podatek do refundowanych przez UE kosztów realizowanych projektów.

Listopadowa propozycja budżetowa oznaczała, że Polska w ramach funduszy spójności mogłaby otrzymać około 72,4 mld euro. To więcej niż przypadające Polsce w obecnym budżecie na lata 2007-13 prawie 68 mld euro. (PAP)

wni/ tgo/ hgt/ ajg/ mkr/ mok/ bk/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz