Notowania

wiadomości
27.06.2012 14:06

RPA: Afrykański Kongres Narodowy na rozdrożu

Obchodzący niedawno setną rocznicę założenia i rządzący w RPA od prawie 20 lat Afrykański Kongres Narodowy (ANC) pracuje obecnie nad programem, który ma mu zapewnić władzę w kraju przez następne pół wieku.

Podziel się
Dodaj komentarz

Obchodzący niedawno setną rocznicę założenia i rządzący w RPA od prawie 20 lat Afrykański Kongres Narodowy (ANC) pracuje obecnie nad programem, który ma mu zapewnić władzę w kraju przez następne pół wieku.

"Druga transformacja" - taką nazwę wymyślili przywódcy ANC dla programu, nad którym 3,5 tysiąca działaczy partyjnych debatuje od wtorku w Mirandzie, mieście położonym w połowie drogi między Tshwane (dawna Pretoria) i Johannesburgiem.

Władze ANC twierdzą, że celem pierwszego etapu transformacji od porządków apartheidu do demokracji były jedynie zmiany polityczne. Teraz zaś, gdy stały się nieodwracalne, przyszła pora, by zająć się gospodarką i naprawianiem niesprawiedliwości, odziedziczonych w spadku po apartheidzie.

"Emancypacja polityczna okaże się nic nie warta jeśli po niej nie nastąpi transformacja ekonomiczna - przyznał prezydent kraju i przywódca ANC Jacob Zuma. - A gospodarka wciąż pozostaje w rękach białych, jak za czasów apartheidu".

Transformacja polityczna, rozpoczęta pierwszymi wolnymi wyborami w 1994 roku, kończącymi epokę apartheidu zajęła 18 lat. Według programu "drugiej transformacji" może być na nią potrzebne nawet pół wieku.

"Koncepcja drugiej transformacji jest próbą wytłumaczenia się ANC z powolnego tempa zmian, jakie nastąpiły pod jego rządami - uważa Thami Mazwai, politolog i ekonomista z johannesburskiego uniwersytetu. - ANC sugeruje, że nie zapomniał o czarnej biedocie i teraz, po udanej transformacji politycznej, zabierze się poważnie za transformację gospodarczą".

Osiemnaście lat po upadku apartheidu wskaźnik bezrobocia wciąż sięga 25 procent, a mimo pojawienia się licznej, czarnej klasy średniej, uwłaszczonej w znacznej mierze dzięki akcji afirmatywnej, ogromna większość bogactwa znajduje się w rękach białych, stanowiących około 10 procent ludności kraju. Fiaskiem zakończyła się prowadzona reforma rolna, która miała sprawić, że w 2014 roku wywłaszczeni pod białymi rządami czarni mieli stać się właścicielami jednej trzeciej ziemi.

Ślimacze tempo reform sprawiło, że w ostatnich miesiącach w RPA coraz częściej i głośniej odzywały się głosy, wskazujące na potrzebę wywłaszczania białych farm bez odszkodowania, a także nacjonalizacji kopalń i banków.

Z hasłami tymi występują przedstawiciele młodego pokolenia działaczy ANC, którzy pięć lat temu doprowadzili do obalenia przywódcy ANC i prezydenta Thabo Mbekiego, technokraty zapatrzonego w gospodarczy liberalizm. Rozczarowani rządami Zumy, którego wynieśli na prezydencki urząd, pod koniec roku wystąpili przeciwko niemu.

Wiosną Zuma odparł ich atak, a przywódcę frondy Juliusa Malemę, szefa kongresowej młodzieżówki usunął z partii. Obawiając się nowej wojny frakcyjnej - takiej jak ta, dzięki której sam doszedł do władzy - 70-letni Zuma próbuje przejmować hasła młodych, dbając jednocześnie, by za nic nie zrazić zagranicznych inwestorów, których ucieczka oznaczałaby dla RPA gospodarczą zapaść. Jeszcze przed naradą programową w Mirandzie, minister górnictwa Susan Shabangu zapewniała, że inwestorzy nie muszą się obawiać, że rząd ANC wpadnie na pomysł nacjonalizacji kopalń.

Zamiast nacjonalizacji, uznanej w programie "drugiej transformacji" za niepraktyczną z politycznego i finansowego punktu widzenia, przewiduje on podwyższenie podatków dla przedsiębiorców, a także zaliczek, wpłacanych do skarbu państwa na poczet przyszłych zysków. Zuma przekonuje, że pieniądze te zostaną wykorzystane przez państwo na infrastrukturę i tworzenie nowych miejsc pracy.

Argumenty Zumy i władz ANC nie przekonują kongresowej młodzieżówki, ani sprzymierzonych z ANC związków zawodowych. Przywódcy młodzieżówki domagają się wywłaszczenia białych farm i nacjonalizacji kopalń, a także chcą podczas grudniowego zjazdu ANC doprowadzić do "pokoleniowej rewolucji".

Związkowcy w RPA narzekają na arogancję, ignorancję i korupcję dygnitarzy ANC, rozkradających i marnotrawiących państwowe pieniądze. "Zbyt wielu naszych przywódców wprowadziło się do bogatych dzielnic, zastrzeżonych za czasów apartheidu dla białych - narzeka Zwelinzima Vavi, sekretarz generalny największej centrali związkowej COSATU. - Przejęli nie tylko dawne domy białych, ale i ich dawny sposób myślenia. O tym, jak żyją czarni dowiadują się już tylko z telewizji".

Vavi ostrzega, że jeśli władze ANC nie opamiętają się zawczasu, to już w 2019 roku mogą stracić władzę na rzecz opozycyjnego Sojuszu Demokratycznego, uważanego do niedawna za partię białych i Mulatów. "Już dziś co dwudziesty mieszkaniec czarnych osiedli głosuje na Sojusz Demokratyczny" - straszy Vavi. A szef wpływowego związku zawodowego hutników Irvin Jim domaga się wprost dymisji Zumy.

Choć wybory przywódcy ANC odbędą się dopiero podczas grudniowego zjazdu partii, a ich zwycięzca stanie się w 2014 roku murowanym kandydatem na następnego prezydenta kraju, narada programowa w Midrandzie jest próbą generalną i rozpoznawczym bojem przed walną bitwą. Głosowanie przeciwko programowi "drugiej transformacji" będzie jednoznacznym przystąpieniem do obozu wrogów Zumy.

Głosowanie za programem może z kolei oznaczać jedynie grę na zwłokę. Opowiadają się za nim bowiem i kategorycznie sprzeciwiają nacjonalizacji wszyscy dygnitarze ANC, wymieniani poza Zumą jako potencjalni kandydaci na stanowisko szefa partii i państwa: wiceprezydent Kalema Motlanthe, minister i zamożny przedsiębiorca Tokyo Sexwale, a także milioner Cyril Ramaphosa, którego Nelson Mandela już w 1994 roku widział w roli swojego następcy.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ ap/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz