Notowania

wiadomości
05.06.2012 13:41

Rwanda znów wspiera rebelię na wschodzie Konga

ONZ i Human Rights Watch twierdzą, że Rwanda wspiera kolejną zbrojną rebelię na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga. Rwandyjskie interwencje w Kongu stały się przyczyną największej i najkrwawszej wojny współczesnej Afryki.

Podziel się
Dodaj komentarz

ONZ i Human Rights Watch twierdzą, że Rwanda wspiera kolejną zbrojną rebelię na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga. Rwandyjskie interwencje w Kongu stały się przyczyną największej i najkrwawszej wojny współczesnej Afryki.

ONZ twierdzi, że rwandyjskie wojsko werbuje po wsiach żołnierzy, ale zamiast do rządowej armii, posyła ich na wojnę do Konga, by wspierali trwającą tam od końca marca rebelię. Oskarżenia ONZ potwierdza organizacja Human Rights Watch, która utrzymuje, że rwandyjscy wojskowi podesłali kongijskim rebeliantom co najmniej 300 rekrutów, a także broń.

Szefowa rwandyjskiej dyplomacji Louise Mushikwabo odrzuca oskarżenia. Rząd z Kinszasy waży słowa, ale tamtejszy premier Augustin Matata Ponyo przyznał, że bez poparcia z zewnątrz rebelianci już dawno zostaliby rozgromieni.

Najnowsza z kongijskich rebelii wybuchła pod koniec marca, gdy z rządowego wojska zdezerterowało kilkuset oficerów i żołnierzy Tutsi i pod dowództwem płk. Sultaniego Makengi założyło partyzantkę pod nazwą Ruchu 23 Marca (od daty dezercji). Oficjalnie, buntownicy twierdzą, że wystąpili z wojska, by bronić kongijskich Tutsich przed prześladowaniami, jakie spotykają ich ze strony rządu z Kinszasy i rządowej armii. W rzeczywistości przyczyną rebelii stał się list gończy, rozesłany przez Kinszasę za gen. Bosco Ntagandą, ściganym przez Międzynarodowy Trybunał Karny za wojenne zbrodnie niekoronowanym królem wschodnich prowincji nad jeziorem Kivu.

Pochodzący z Rwandy i liczący około 40-tki Ntaganda, znany pod złowrogim partyzanckim przydomkiem "Terminatora", od ponad 20 lat uczestniczy we wszystkich partyzanckich wojnach, z którymi cokolwiek wspólnego miała Rwanda i rwandyjscy Tutsi. Toczone od początku lat 90. w regionie afrykańskich wielkich jezior spowodowały śmierć ponad 5 mln ludzi.

Do sąsiedniego Konga rwandyjskie wojny przelały się w 1994 r., gdy po ludobójczych rzeziach Tutsich w Rwandzie, kilka milionów Hutu uciekło przez granicę, by ratować się przed zemstą nacierających z Ugandy partyzantów Tutsi. W Kongu rwandyjscy Hutu zbudowali uchodźcze państwo i partyzantkę, która zamierzała odzyskać władzę w Kigali, przejętą przez Tutsich.

W 1996 r. rwandyjscy Tutsi, by zlikwidować partyzantkę Hutu, po raz pierwszy wywołali zbrojne powstanie na wschodzie Konga. Wspierani przez nich rebelianci, gromiąc w zwycięskim marszu obozy uchodźców Hutu, w pół roku podbili cały kraj i wkroczyli do Kinszasy, obalając tamtejszego tyrana Mobutu Seske Seko.

Kiedy partyzancki komendant Laurent-Desire Kabila, osadzony przez Rwandyjczyków na prezydenckim fotelu w Kinszasie próbował się od nich uniezależnić, w 1998 r. Rwanda, do spółki z Ugandą i Burundi, wywołała nową rebelię na wschodzie Konga i jeszcze raz dokonała na sąsiada zbrojnej inwazji. Kabila wezwał na pomoc wojska z Angoli, Namibii i Zimbabwe, a wojna przerodziła się w grabieżczą, w której każda z obcych armii i wspieranych przez nich partyzantek grabiła kongijskie skarby. W 2001 r. Kabila zginął w zamachu, a jego następcą został jego syn, Joseph, panujący do dziś 40-letni prezydent Konga.

Kres wojnie położyła dopiero interwencja ONZ w 2003 r. Wojska pokojowe ONZ wymusiły rozejm w podzielonym na pół kraju, którego zachodnią część kontrolował rząd z Kinszasy, a wschód - wspierani przez Rwandę partyzanci. W 2006 r. Joseph Kabila wygrał zorganizowane przez ONZ wybory. Rok później, gdy jak kiedyś ojciec, próbował wyrwać wschód Konga spod kontroli Rwandy, nad jeziorem Kivu znów wybuchła wspierana przez Kigali rebelia. Tym razem dowodził nią generał Laurent Nkunda, a "Terminator" był jego zastępcą. Rebelia zakończyła się w 2009 r. ugodą między Kongiem i Rwandą. Nkunda zgodził się zostać osadzony w areszcie domowym w Rwandzie, a jego żołnierze zostali włączeni do kongijskiego wojska. "Terminator" awansowany na generała, zarządzał krainą Kivu, dorabiając się majątku na przemycie. Zapewniał Kabili święty spokój na wschodzie, Kabila zaś zapewniał mu bezpieczeństwo przed listami gończymi Międzynarodowego Trybunału Karnego. Rządząc Kivu, Ntaganda opłacał się też dowódcom rwandyjskiego wojska, gwarantując
im zyski z przemytu cennych surowców.

Kruchą równowagę zburzyły listopadowe wybory prezydenckie, wygrane przez Kabilę. Oskarżany o sfałszowanie elekcji, aby udobruchać Zachód, Kabila postanowił wydać mu Ntagandę, by został osądzony przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. W haskim areszcie siedzi już co najmniej pół tuzina dawnych wrogów Kabili, pokonanych przez niego w politycznych bataliach. Nie zamierzając do nich dołączyć, Ntaganda podniósł nową rebelię.

Po początkowych sukcesach, rebelianci z Ruchu 23 Marca zostali zepchnięci przez rządowe wojsko na trzy wzgórza w parku narodowym Virunga, przy granicy z Ugandą i Rwandą. Władze z Kinszasy ściągają do Virungi dodatkowe wojska i zapowiadają, że do końca tygodnia spróbują stłumić rebelię. Partyzanci, pewni siebie, a według ONZ i Human Rights Watch także poparcia ze strony Rwandy, grożą nową, wielką wojną.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ ro/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz