Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agnieszka Zielińska
|

Były prezes PGNiG burzy narrację rządu. Mówi, co nam grozi

Podziel się:

Kryzys energetyczny na świecie się pogłębia. Coraz więcej krajów zmaga się z niedoborami energii, a niebawem może dojść do reglamentacji gazu. Polski rząd zapewnia, że nie mamy się czego obawiać. Tymczasem Marek Kossowski, były prezes PGNiG, uważa, że nasza sytuacja jest bardzo poważna. – Prezydent powinien zwołać natychmiastowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nie ma już na co czekać. Tu chodzi o nasze bezpieczeństwo – mówi w rozmowie z money.pl.

Były prezes PGNiG burzy narrację rządu. Mówi, co nam grozi
– Bez odpowiedniej ilości gazu czeka nas dramat, może załamać się nie tylko przemysł, ale zagrożone będzie bezpieczeństwo każdego obywatela – mówi Marek Kossowski, były prezes PGNiG (East News, GETTY, Bartek Sadowski, Bloomberg, Reporter, Rozbicki)

Agnieszka Zielińska, money.pl: Mamy początek lata, mimo to Europa przygotowuje się do zimy. Mówi się m.in. o reglamentacji gazu dla najbardziej potrzebujących. Nasz rząd z kolei uspakaja, twierdząc, że nasza sytuacja jest dobra, magazyny gazu mamy zapełnione w ponad 90 proc., a jesienią ruszy Baltic Pipe. Pan burzy tę narrację, mówiąc, że nie mamy czasu, a prezydent powinien natychmiast zwołać posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego w sprawie naszego bezpieczeństwa energetycznego. Dlaczego powinien to zrobić akurat teraz?

Marek Kossowski, były prezes PGNiG: Nie ma co czekać do końca wakacji i liczyć na to, że "jakoś to będzie". To tylko oszukiwanie się. W tej chwili wszystkie siły polityczne w Polsce, zarówno rząd, jak i opozycja, powinny się wspólnie zastanowić nad możliwymi scenariuszami. Chodzi o to, aby wspólnie postawić właściwą diagnozę sytuacji i razem ustalić, co jest możliwe i konieczne do zrobienia, abyśmy uniknęli katastrofy.

Co właściwie nam grozi?

Trzeba to wreszcie jasno powiedzieć, że gazu będzie brakować. Obecnie udział rosyjskiego gazu w europejskim rynku wynosi ponad 40 proc. Europa nie jest w stanie z dnia na dzień zacząć funkcjonować bez tych ilości gazu. Można to osiągnąć, jednak w perspektywie lat, ale nie kilku miesięcy. Bez odpowiedniej ilości gazu czeka nas dramat, może załamać się nie tylko przemysł, ale zagrożone będzie bezpieczeństwo każdego obywatela i jego rodziny.

Rząd jednak cały czas zapewnia, że mamy zapełnione magazyny gazu.

Podawanie tej informacji bez odpowiedniego wyjaśnienia jest manipulacją. Rząd informuje, że mamy zapełnione w ponad 90 proc. magazyny, które mogą pomieścić około 3 mld sześciennych gazu. Dlatego mówienie, że nie musimy się już o nic martwić, jest sporym nadużyciem. W praktyce to oznacza pokrycie zapotrzebowania Polski na miesiąc z kawałkiem, w dodatku w przypadku zimy może to starczyć na krócej. Nasze roczne zapotrzebowanie wynosi około 20 mld sześciennych gazu. Mamy więc poważny problem i nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Największe magazyny gazu w Europie znajdują się w Ukrainie, jeszcze do niedawna z nich korzystaliśmy.

Gdybyśmy mogli wykorzystać np. magazyny, które znajdują się w Ukrainie, w okolicach Lwowa, gdzie jeden taki magazyn może mieścić ponad 20 mld metrów sześciennych gazu, wówczas moglibyśmy spać spokojnie, bo jego zasoby pokryłyby nasze zapotrzebowanie na cały rok.

PGNiG miał podpisane umowy m.in. z ukraińskimi operatorami. Na tej podstawie magazynował gaz w tamtejszych magazynach. Była to dla nas swoista polisa bezpieczeństwa. Czy ta współpraca powinna być kontynuowana, większość ukraińskich magazynów znajduje się przecież poza terenami walk?

Teoretycznie jest to możliwe, ale jest to obarczone ogromnym ryzykiem. Magazyn i gazociągi, które umożliwiłyby przesłanie gazu do Polski, rzeczywiście znajdują się w tej chwili poza terenami walk.

Jednak w tym kontekście pojawia się pytanie, skąd pozyskać i od kogo kupić gaz, aby trzymać go w tych magazynach? Kolejna kwestia – nie wiadomo, co będzie jutro, za miesiąc, dwa albo za pół roku. Nie wiadomo, czy ten teren będzie bezpieczny w przyszłości. Na te pytania wciąż nie znamy odpowiedzi, a to oznacza – moim zdaniem – że nie możemy skorzystać z tej opcji.

Czy dodatkowo istnieje ryzyko, że zabraknie nam w energetyce mocy wytwórczych? W ubiegłym roku Polska musiała kupować prąd od innych krajów. Niedobór prądu był na tyle poważny, że zapadła decyzja o zwróceniu się do czterech różnych operatorów o wsparcie. Tymczasem niedawno minister klimatu Anna Moskwa zapewniła, że nie mamy się czego obawiać, bo mamy odpowiednie rezerwy mocy.

Prawda jest taka, że nasz system energetyczny działa "na styk", dlatego coraz łatwiej będzie go wytrącać z niepewnej równowagi. Kłania się też brak odpowiednich inwestycji w modernizację sieci energetycznych oraz w ich rozbudowę na naszych granicach.

Dlatego, gdy w ubiegłym roku awarii uległo kilka bloków w Bełchatowie, mielibyśmy blackout, w dodatku nie wiadomo, na jaką skalę, na szczęście udało nam się dokupić energię na europejskim rynku.

Mamy również zdecydowanie za mało interkonektorów (połączeń, które umożliwiają przepływ energii między różnymi sieciami elektroenergetycznymi i gazowymi – przyp. red.), tymczasem to w praktyce gwarancja naszego bezpieczeństwa. Dziś widać to z całą ostrością.

Czeka nas powrót do przeszłości? Pojawią się stopnie zasilania?

Odpowiadając nieco sarkastycznie – rząd mówi prawdę, że możemy być spokojni. Niektórzy Polacy jeszcze pamiętają komunikaty radiowe, informujące o różnych stopniach zasilania w energię i faktycznie wtedy ludzie jakoś żyli. Przemysł też działał, ale był w całości państwowy, więc nie liczył się rachunek ekonomiczny, tylko polityczny.

Może więc rząd Morawieckiego osiągnie poziom funkcjonowania z czasu rządów Władysława Gomułki, co cofnie nas do lat 60. ubiegłego stulecia. Było to blisko 60 lat temu, chodzi o ponad dwa pokolenia. To wynik, który trudno będzie pobić w Europie i na świecie.

Tegorocznej jesieni i zimy może wystąpić więc kumulacja wielu negatywnych zjawisk?

Na naszym zegarze jest już w zasadzie pięć po 12:00. Zwołanie w trybie natychmiastowym Rady Bezpieczeństwa Narodowego nie jest więc żadną przesadą. Tutaj chodzi nie tylko o nasze bezpieczeństwo energetyczne, biorąc potencjalnie różne możliwe scenariusze, to zagraża również naszej suwerenności.

Co ma pan na myśli?

Jeżeli nie będziemy mieli ciągłości zaopatrzenia dostaw gazu i energii elektrycznej, możemy stanąć w obliczu katastrofy, którą trudno sobie nawet wyobrazić.

Czy rząd powinien mieć już gotowe scenariusze i przygotowywać społeczeństwo na różne warianty rozwoju sytuacji?

To powinno być w tej chwili priorytetem. Tymczasem o żadnym zagrożeniu w ogóle się nie mówi. Za to ekscytujemy się faktem, że do Ukrainy przyjeżdżają zagraniczni przywódcy i nie zabierają ze sobą np. polskich przywódców. W rzeczywistości powinniśmy się już martwić, co będzie się u nas działo w miesiącach jesiennych i zimowych.

Filarem naszego bezpieczeństwa energetycznego jest m.in. Baltic Pipe. PGNiG informował niedawno w komunikacie, że zarezerwował już zdecydowaną większość przepustowości dla tego gazociągu. W informacji spółki znalazło się również następujące stwierdzenie: "Osiągnięcie założonych mocy jest obecnie wypadkową kilku czynników: przede wszystkim technicznych zdolności przesyłowych nowego gazociągu, sytuacji popytowej na rynku polskim i określonego poziomu elastyczności, koniecznego w bilansowaniu systemu". Przyznam, że nie do końca to rozumiem.

O Baltic Pipe ostatnio zrobiło się cicho. Tymczasem dobrze byłoby wiedzieć, na jakim etapie jest wykonawstwo inwestycji, czy faktycznie ruszy ona w zaplanowanych terminach, a także jak przebiegają kontraktacje gazu. Uruchomienie rury nie wystarczy, aby popłynął nią gaz.

Na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego powinny być poruszone także inne kwestie, m.in. kontraktacja zakupów gazu w innych konektorach, chociażby na granicy ze Słowacją.

Kto poza przedstawicielami rządu powinien uczestniczyć w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego?

Powinni wziąć w nim udział wszyscy, którzy mogą pomóc w uniknięciu najgorszego scenariusza. Moim zdaniem powinien to być cały, konstytucyjny skład rady oraz byli prezydenci i premierzy oraz inne osoby, których udział jest wskazany ze względu na przedmiot rozpatrywanych spraw. Chodzi zarówno o operatorów systemów przesyłowych, jak i prezesów firm energetycznych, a także PGNiG, Orlenu i Lotosu. Najkrócej mówiąc, potrzebne są wszystkie ręce na pokład, aby uniknąć nadchodzącej katastrofy.

Co można w tej sytuacji jeszcze zrobić?

Polska powinna natychmiast po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego wystąpić do Komisji Europejskiej o utworzenie Europejskiego Sztabu Kryzysowego, jako formalnej struktury Unii Europejskiej. Sprawy energii elektrycznej, gazu i ropy naftowej wymagają jednolitego prowadzenia. Musimy zacząć działać w sposób zintegrowany, jako cała Europa – tylko wtedy mamy szansę przetrwać. Jak się nie zorganizujemy, to uda się to tylko najsilniejszym. Niestety, Polska w tej chwili do nich nie należy.

Money.pl pyta. Oto odpowiedź PGNiG

Podczas przygotowywania wywiadu wysłaliśmy pytania do PGNiG, Kancelarii Premiera i resortu klimatu. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy może dojść do reglamentacji gazu. Zapytaliśmy także o to, czy bezpieczeństwo energetyczne Polski nie jest zagrożone. Kolejne pytanie dotyczyło m.in. możliwości komercyjnego wykorzystania ukraińskich magazynów gazu.

W odpowiedzi PGNiG poinformował nas, że w sprawie ograniczeń w poborze gazu decyzję podejmuje rząd na wniosek ministra ds. energii. Z kolei rolą PGNiG jest zapewnienie dostaw gazu. W tym celu spółka rozpoczęła zatłaczanie gazu w magazynach już w sezonie grzewczym (są wypełnione w 97 proc.) oraz zintensyfikowała import LNG.

– Z chwilą objęcia stanowiska w PGNiG, prezes Iwona Waksmundzka–Olejniczak zdecydowała także o intensyfikacji prac nakierowanych na optymalne wypełnienie zarezerwowanych przez PGNiG przepustowości Baltic Pipe, nadając im priorytet – poinformowało nas biuro prasowe PGNiG.

Spółka podała także, że tegoroczny import LNG planowany jest na poziomie zbliżonym do maksymalnych mocy terminalu w Świnoujściu, ponadto PGNiG wykorzystuje możliwość importu dodatkowych ładunków przez terminal w litewskiej Kłajpedzie (gaz może być przesłany do Polski gazociągiem Polska–Litwa).

Odnosząc się do możliwości wykorzystania magazynów w Ukrainie – PGNiG poinformował, że to kwestia umów międzypaństwowych, co nie jest domeną spółki.

Zdaniem spółki integracja Ukrainy z europejskim rynkiem i systemem gazowniczym jest pożądanym procesem, który może przyczynić się do wzmocnienia bezpieczeństwa regionu. Jednak obecnie na Ukrainie toczy się wojna, w związku z tym musi być brane pod uwagę ryzyko związane z wykorzystaniem tamtejszej infrastruktury.

Kancelaria Premiera oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie odpisały na nasze pytania.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl