Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Damian Szymański
|
aktualizacja

Czeka nas "brutalne przebudzenie"? Jeden scenariusz może grozić recesją w Polsce

187
Podziel się:

Nad Polskę nadciągają dwa dawno niewidziane demony. Jeden to możliwa wojna Rosji z Ukrainą, która może doprowadzić do recesji w rodzimym sektorze przedsiębiorstw. Drugi przyjdzie do nas z USA, gdzie tamtejszy bank centralny czeka jedna z najtrudniejszych decyzji w jego historii. Może on skutkować "brutalnym przebudzeniem" się rynków finansowych, co zwiastowałoby nie lada kłopoty dla nas wszystkich.

Czeka nas "brutalne przebudzenie"? Jeden scenariusz może grozić recesją w Polsce
Wojna na wschodzie Europy i koniec eksperymentu ekonomicznego z ujemnymi stopami procentowymi może się dla nas wszystkich źle skończyć (East News, ARKADIUSZ ZIOLEK)

- Na 90 proc. nie będzie wojny między Rosją a Ukrainą - przekonywał w programie "Money. To się liczy" Piotr Kuczyński, główny analityk DI Xelion. Jego zdaniem nigdy oczywiście nie można wykluczyć innych scenariuszy.

- Może powstać przypadek typu Sarajewo 1914 i przykład I wojny światowej, której nikt nie chciał, a jednak wybuchła. Zakładam jednak, że nikt tej wojny nie chce. Prezydent Putin chce zebrać owoce wojny bez wojny, z kolei Joe Biden i Boris Johnson mają potężne problemy w domu, więc dolewają oliwy do ognia, żeby później przypisać sobie zasługi załagodzenia sytuacji – wyjaśniał.

Zobacz także: Konflikt na Ukrainie. "Na 90 proc. tej wojny nie będzie"

Wojna byłaby dla nas katastrofą

Tego optymistycznego scenariusza braku wojny powinniśmy się trzymać, ponieważ otwarty konflikt byłby dla nas katastrofą, pomimo tego, że Rosja nie jest już kluczowym rynkiem eksportowym dla naszego kraju, bo nie o eksport do tego kraju chodzi. Problemem jest import, czyli to, co od Rosjan kupujemy.

Jak wyjaśniają ekonomiści Citi Handlowego, Rosja jest trzecim największym krajem pochodzenia importu.

Pod tym względem Polska wyróżnia się na tle innych gospodarek regionu – dla Czech Rosja jest ósmym, a dla Węgier dziewiątym partnerem importowym. Główne produkty kupowane przez Polskę od Rosji to surowce, w tym przede wszystkim gaz i ropa naftowa, co jednocześnie otwiera kanał, przez który konflikt Rosja-Ukraina może łatwo i szybko wpłynąć na krajową gospodarkę.

Ich zdaniem, gdyby doszło do długotrwałych zaburzeń dostaw gazu do Polski/Europy Zachodniej, oznaczałoby to w praktyce – niezależnie od bieżących zapasów - konieczność ograniczenia podaży dla odbiorców przemysłowych.

Uderzenie w złotego i scenariusz stagflacji

Jak przekonują, efektem byłaby zapewne recesja w polskim sektorze przemysłowym, z wszystkimi jej konsekwencjami dla eksportu.

Citi nie przebiera w słowach. Recesja spotkałaby się wtedy z wyższymi cenami surowców, które zazwyczaj szybują przy tego typu konfliktach. To oznaczałoby spełnienie się scenariusza stagflacyjnego (wysoka inflacja, niski bądź ujemny wzrost PKB).

"Ewentualnej recesji w przemyśle towarzyszyłby większy szok inflacyjny na skutek wzrostu cen energii. Mieszanka słabszego wzrostu i wyższej inflacji postawiłaby RPP w trudnej sytuacji, ale przypuszczamy, że efektem byłaby raczej mniejsza, a nie większa skala podwyżek stóp procentowych. Przeszacowanie docelowego poziomu stóp procentowych w połączeniu z wyższą premią za ryzyko zapewne odbiłoby się na złotym. Ze względu na te czynniki oraz ze względu na rozmiar rynku złotego (co pozwala wykorzystywać złotego do proxy trade), naszym zdaniem złoty mógłby zostać bardziej dotknięty przez zawirowania geopolityczne niż inne waluty regionu" - tłumaczą ekonomiści Citi.

Co zrobi bank centralny w USA? Nadciąga drugi demon

Z kolei dla rynków finansowych oprócz konfliktu na Ukrainie najważniejsze będzie to, co zaraz zacznie dziać się za oceanem. W środę amerykańska Rezerwa Federalna (Fed), czyli tamtejszy bank centralny, opublikuje komunikat po posiedzeniu oraz najnowsze kwartalne projekcje makroekonomiczne, a o 20.30 rozpocznie się konferencja prasowa szefa Fedu Jerome'a Powella.

Na marcowym posiedzeniu Fed oczekiwana jest podwyżka amerykańskich stóp procentowych o 25 pkt. bazowych, ale niektórzy analitycy nie wykluczają podniesienia stóp o 50 pkt. bazowych.

"Najważniejszym tematem w 2022 r. jest możliwy szybki wzrost stóp procentowych, który skłania inwestorów do ponownej oceny wycen niektórych segmentów rynku i rotacji w kierunku akcji wartościowych" – uważa David Lefkowitz, szef w UBS Global Wealth Management.

Mniej optymistyczny jest Stephen S. Roach z  Uniwersytetu Yale i były przewodniczący Morgan Stanley Asia. Według niego "Rezerwa Federalna igra z ogniem".

Wysoka inflacja i brutalne przebudzenie

Ekonomista wziął pod lupę realne stopy procentowe w USA, czyli takie z uwzględnieniem inflacji. Fed utrzymał w grudniu główną stopę procentowąUSA przedziale 0-0,25 proc., czyli na niskich poziomach, do jakich przyzwyczaił rynki po wybuchu kryzysu finansowego z 2008 r. Od ponad dekady trwa na świecie wielki ekonomiczny eksperyment ujemnych realnych stóp procentowych w najważniejszych bankach centralnych świata, który do tej pory nie skutkował wybuchem inflacji. Pandemia jednak całkowicie odmieniła ten obraz.

Niskie stopy i dodruk pieniądza pompowany w rynki był dla nich jak narkotyk. Roach przestrzega, że obecnie inwestorów czeka "brutalne przebudzenie".

Po grudniowym wzroście inflacja CPI w USA osiągnęła poziom 7 proc. w skali całego roku - podało Biuro Statystyk Pracy. Takiego wzrostu w Stanach Zjednoczonych nie odnotowano od niemal 40 lat. Fed musi więc zacząć działać.

"Załóżmy, że przewidywana ścieżka polityki Fed, przekazana w jego najnowszym 'wykresie kropkowym', jest poprawna, a bank centralny podnosi nominalną stopę funduszy federalnych z zera do około 1 proc. do końca 2022 r. Łącząc to z rozsądną oceną spadku dynamiki inflacji – nie za wolną, nie za szybką – możemy domniemywać, że inflacja na koniec roku zejdzie przedziału 3-4 proc." - pisze na portalu Project Syndicate.

Jak wylicza, to nadal pozostawiłoby realną stopę funduszy federalnych (czyli taką z uwzględnieniem inflacji) na poziomie ujemnym od -2 proc. do -3 proc. na koniec tego roku. Im bardziej ujemna realna stopa procentowa, tym więcej pieniędzy trafia na rynek i tym trudniej zdusić wzrost cen.

Takiego hazardu jeszcze nie było

"W tym wszystkim jest haczyk" - pisze Roach i dodaje:

W obecnym cyklu luzowania Fed po raz pierwszy zepchnął realną stopę funduszy federalnych poniżej zera w listopadzie 2019 r. Oznacza to, że prawdopodobna stopa od -2 proc. do -3 proc. w grudniu 2022 r. oznaczałaby 38-miesięczny okres nadzwyczajnej polityki monetarnej, podczas którego realna stopa funduszy federalnych wynosiła średnio -3,1 proc. Ważna jest tu perspektywa historyczna.

Zdaniem ekonomisty warte odnotowania były trzy wcześniejsze okresy nadzwyczajnej akomodacji monetarnej (w wolnym tłumaczeniu utrzymania luźnej polityki pieniężnej, przez co koszt pieniądza jest niski). Prześledźmy te trzy okresy:

  • W następstwie bańki internetowej pokolenie temu, Fed pod rządami Alana Greenspana prowadził ujemną stopę realnych funduszy na poziomie średnio -1,1 proc. przez 31 kolejnych miesięcy.
  • Po światowym kryzysie finansowym w 2008 r. Ben Bernanke i Janet Yellen połączyli siły, aby utrzymać średnią realną stopę funduszy na poziomie -1,9 proc. przez aż 62 miesiące.
  • A potem, gdy spowolnienie po kryzysie utrzymywało się, Yellen współpracowała z Jerome'em Powellem przez 37 miesięcy z rzędu, aby utrzymać realną stopę funduszy na poziomie -0,9 proc.

Zdaniem eksperta z Yale dzisiejszy Fed igra z ogniem. Jak wylicza, realna stopa funduszy federalnych na poziomie -3,1 proc. obecnej bardzo luźnej polityki jest ponad dwukrotnie większa niż średnia -1,4 proc. z tych trzech wcześniejszych okresów.

Zbyt duża inflacja - zbyt duże zacieśnienie

Rzecz w tym, że dzisiejszy problem z inflacją jest znacznie poważniejszy niż wcześniej, ponieważ wzrost inflacji prawdopodobnie wyniesie średnio 5 proc. od marca 2021 do grudnia 2022, w porównaniu ze średnią 2,1 proc., która panowała we wcześniejszych reżimach ujemnych stóp funduszy realnych.

"Wszystko to podkreśla prawdopodobnie najbardziej ryzykowny zakład, jaki kiedykolwiek poczynił Fed. Wprowadził on bowiem rekordowy bodziec do gospodarki w okresie, gdy inflacja jest ponad dwukrotnie wyższa niż podczas trzech poprzednich eksperymentów z ujemnymi stopami funduszy realnych" - ostrzega ekonomista.

Roach stwierdza, że obecne szacunki co do podwyżek stóp procentowych nie tylko na ten rok, ale także na 2023 i 2024 "nie oddają sprawiedliwości w zakresie zacieśnienia monetarnego, które najprawdopodobniej będzie konieczne, gdy Fed zacznie usiłować przywrócić kontrolę nad inflacją".

"W międzyczasie rynki finansowe czeka bardzo brutalne przebudzenie" - podsumowuje. Brutalne przebudzenie szybko dotarłoby na Stary Kontynent w myśl zasady, gdy Stany Zjednoczone kichną, Europa ma grypę.

Majaczy bessa?

Dobrego zdania o przyszłości rynków nie ma również Jarosław Niedzielewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Investors TFI. W jego opinii inwestorzy mogą zacząć dyskontować przejście z okresu stagflacji (roku 2022) w recesję (roku 2023), "a tym samym z hossy w bessę, z najwyższej od dekad inflacji w niemal deflację".

Większość analityków uznaje, że poziom marż w spółkach pozostanie na rekordowych poziomach drugi rok z rzędu, wspierając trend wzrostowy. W okresie stagflacji utrzymanie tak wysokich marż będzie jednak nie lada wyzwaniem. Podobnie jak dwie dekady temu, jednym z pierwszych sygnałów nadchodzącej zmiany gospodarczych i rynkowych trendów powinno być między innymi zakończenie wielkiej spekulacji. Próbując połączyć wiele tych instrumentów, które doświadczyły nadmiernej spekulacji w ostatnich 20 miesiącach w jeden indeks pokazujący rzeczywisty obraz spekulacyjnych nastrojów, można dojść do wniosku, że szczyt rynkowej euforii mógł mieć miejsce w listopadzie ubiegłego roku (odpowiednik marca 2000 roku).

Niedzielewski przekonuje, że jeśli rzeczywiście czas pandemicznej spekulacji jest już za nami, "to los trendu wzrostowego został właśnie przypieczętowany, choć okres przejścia hossy w bessę może być dość długi".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(187)
wizjoner.W
4 tyg. temu
W tym stuleciu na terenie Niemiec ,Francji ,Norwegii ,Szwecji ,Szwajcarii ,Holandii, Belgii ,Luksemburga ,Danii powstanie Państwo Islamskie a rdzenni mieszkańcy będą gośćmi w swoim kraju ,więc sporo ludzi będzie emigrować a raczej uciekać ,ewakuować się ze swoich krajów do innych krajów .Na wschodzie Europy gdy Zachód będzie już przegrany - powstaną przymierza państw i Polska połączy się z Ukrainą ,Litwą ,Białorusią i zachodnią Rosją tzn głównie kraje słowiańskie wolne od masowego islam
gosc xxxx
2 miesiące temu
ludzie poczytajcie sobie przepowiednie siostry falstyny , baby vangi i jasnowidzow roznych i polskich wlasnie oni wspominaja o 3 wojnie swiatowej w europie w swiecie i polsce jak jasnowic kszyftof z czluchowa , on wlasnie on oswiadczal calemu swiatu 3 wojnne swiatowa i polsce nawet na jnternecie i You tube pl on wlasnie otym duzo mowiji o 3 wojnie swiatowej i zagrozeniu dla polski i calego swiata w tym roku 2022 roku od marca do czerwca co sie wydarzy w europie i polsce i swiecie ,,, lidzie zastanowcie sie nad swoim zyciem i rodzinami w polsce i europie i swiecie co sie podziewaja teraz niech uwazaja na siebie i swoje rodziny ...
DZIALANIA
3 miesiące temu
ODBEDA SIE W NASZYM KRAJU OD 2024 PO OPANOWANIU PELNYM UKRAINY, LITWY, ESTONI A MY NAJBARDZIEJ ZNIENAWIDZENI WOJNA NAPASC PEWNA 99 %
Ula
3 miesiące temu
Kto to pisał że na 90 % nie będzie wojny????? No rzeczywiście 🤔🤔
Polak
4 miesiące temu
Może im chińczycy pożyczą bo sami ich rozwineli
...
Następna strona