Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Martyna Kośka
Martyna Kośka
|
aktualizacja

Jak zostać cygańską księżniczką za półtora miliona złotych. Pod Łodzią jest nawet kilkadziesiąt romskich pałaców

320
Podziel się:

Bajka na tle ogólnej łódzkiej szarości - myślałam, gdy jako dziecko przejeżdżałam obok cygańskich rezydencji w Ksawerowie czy Zgierzu. Lata mijają, otoczenie się zmieniło, a one stoją nadal. Część nadal w dobrym stanie, inne popadają w ruinę. Sporo wystawiono na sprzedaż, bo - wiadomo - dziś prawdziwych Cyganów już nie ma...

Jeden z pałaców romskich pod Łodzią
Jeden z pałaców romskich pod Łodzią (Daniel Gnap, Daniel Gnap)

Komoda z lustrem w stylu ludwikowskim stoi przy ścianie ozdobionej fototapetą z wodospadem. Po lewej wisi skromny portret Jezusa, ale poza nim wszystko jest wystawne. Na ciężkim, rzeźbionym stole stoją wazony, figurki, złocony zegar. Dookoła osiem krzeseł. Dość skromnie, biorąc pod uwagę metraż domu, ale niewykluczone, że to tylko miejsce do wspólnego picia kawy, a jadalnia z prawdziwego zdarzenia znajduje się gdzie indziej. To zdjęcie z jednego z ogłoszeń w sprawie sprzedaży wystawnej rezydencji.

Na 600 metrach kwadratowych można zmieścić każde mieszkaniowe marzenie. Albo na 500, bo właściciele sami nie mają pewności, jak duży jest ich pałac.

I choć cena to niewiele ponad 2500 zł za metr (żaden tam stan deweloperski, posadzki, parkiet, nawet sztukateria, wszystko jest!), to chętnych nie ma.

- Jest pani pierwsza osobą od bardzo dawna, która dzwoni w sprawie tego domu - informuje agentka z Łodzi, do której dzwonię. – Ogłoszenie wisi u nas od 2012 r., ale nie wszystkim podoba się ten styl, więc nawet niska cena nie przekonuje klientów.

Przy takim metrażu z 2500 zł za metr robi się 1,5 mln zł za całą rezydencję. Nie mam takiej kwoty, więc na negocjacje się nie umawiam, ale chciałabym zobaczyć pałac z zewnątrz. Agentka nie podaje adresu, jednak znalezienie romskich pałaców w podłódzkim Ksawerowie nie jest wielką sztuką.

Ani w Pabianicach czy Zgierzu, gdzie Romowie wyraźnie zaznaczyli swoją obecność.

Czterogwiazdkowa noclegownia dla bezdomnych

Pałac przy ul. Pabianickiej w Łodzi widoczny jest z daleka. Właściciele porzucili go wiele lat temu i od dawna próbują sprzedać. Jeśli transakcja kiedykolwiek dojdzie do skutku, to tylko ze względu na działkę, dom zapewne szybko zostanie zrównany z ziemią.

Opuszczony trzykondygnacyjny pałac przez lata musiał stanowić rezydencję bezdomnych. Przez dziurę w siatce przechodzę z pewną obawą, bo naruszanie czyjejś prywatności mnie mierzi.

- No chodź, przecież przed nami musiało tu być naprawdę wielu ludzi – zachęca fotograf Daniel Gnap. Dobitnie świadczy o tym wszechobecne graffiti.

Nie ma psów ani "dzikich lokatorów", zostały natomiast kilogramy pozostawionych przez nich śmieci. Na podłodze jest dużo rozbitego szkła, a góra jakichś brudnych ubrań sięga kolan. Wzrok przykuwa jednak co innego. Ten budynek nie zawsze był brudny i zdewastowany, pozbawiony okien i drzwi. Ktoś miał na niego pomysł i nie szczędził pieniędzy (choć niewykluczone, że źle skalkulował budżet i dlatego porzucił budowę).

Na każdym poziomie są resztki drewnianego parkietu (zapewne to piękne drewno skończyło w ogniu), na ścianach i sufitach zachowała się sztukateria. W łazience (choć z racji rozmiarów nazwę to pomieszczenie raczej pokojem kąpielowym) została wanna i pomazane kafelki. Na parterze drewniany stelaż po kanapie – i to wszystko.

Na blogu zachęcającym do zwiedzania Łodzi rowerem znalazłam zdjęcia tego budynku sprzed zaledwie 8 lat. W oczy rzucają się piękne witraże w oknach i ozdobne metalowe kraty, za zezłomowanie których ktoś zapewne miał utrzymanie na wiele tygodni.

Jak informuje autor bloga "Łódź – tak właśnie ją widzę", przez wiele lat mieszkała tam romska rodzina. Następnie dom został sprzedany, a nowy właściciel urządził w nim szwalnię. W 2011 roku zamknął interes, a budynek zaczął popadać w ruinę.

Dom seniora w romskich ścianach

Znacznie więcej szczęścia miał pałac znajdujący się w Ksawerowie. Od sąsiadów dowiedzieliśmy się, że właściciele wyjechali do Anglii, a budynek udało się (choć nie od razu) wynająć i wkrótce będzie tam działał prywatny dom seniora.

Tym razem nie trzeba przechodzić przez dziurę w płocie, bo brama jest otwarta. Mamy nadzieję z kimś pogadać, więc podchodzimy do drzwi. Mijamy dwóch robotników, którzy nie zgadzają się wpuścić nas do środka, ale pozwalają pochodzić po podwórku. Szkoda, bo zapowiadało się interesująco.

Myślę, że romskie pałace doskonale nadają się do tego, by adaptować je na domy opieki czy pensjonaty. Z miejsca spełniają wiele wymogów przewidzianych dla takich placówek: szerokie klatki schodowe, duże, wysokie pomieszczenia, do których przez ogromne okna wpada dużo światła dziennego. Z reguły otoczone są ogrodami.

Władza mówi: oto dom twój, czyli skąd te pałace

Skąd się wzięła społeczność cygańska pod Łodzią? Podobnie jak w innych regionach – surowe reguły zatrzymały Romów tam, gdzie akurat przebywali. Do 1949 r. władze niespecjalnie się Cyganami interesowały. Jeździli sobie po kraju, dorabiali drobnym handlem czy graniem na wiejskich zabawach.

W roku 1950 zaczęła obowiązywać ustawa o socjalistycznej dyscyplinie pracy i okazało się, że wędrowni Cyganie, którzy w poważaniu mają jakiekolwiek obowiązki wobec państwa socjalistycznego, ba, nie chcą nawet wyrobić sobie dokumentów, nijak nie pasują do jedynie słusznego modelu człowieka socjalistycznego.

W 1952 r. prezydium rządu przyjęło uchwałę "O pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły tryb życia". W jej myśl Cyganie mieli zostać włączeni w orbitę życia społeczno-politycznego. Zaapelowano do Romów, by porzucili koczowniczy tryb życia, osiedlili się, wysłali dzieci do szkół. Kompletna abstrakcja dla ludzi, którzy nie znali innego życia, jak tylko ciągłe przemieszczanie się wraz z taborem. Aby nie ściągać na siebie złości władz, udawali, że są gotowi na kompromisy: niektórzy osiedlali się na zimę, a wiosną ruszali przed siebie.

Taka zabawa w kotka i myszkę musiała rozjuszyć oficjeli w Warszawie, więc uchwalili, że skoro nie można administracyjnie zmusić Cyganów do osiadłego trybu życia, to trzeba ich po prostu zniechęcić do pielęgnowania tradycji.

Nowe rozporządzenie przewidywało kary za rozliczne zachowania, które były nieodłącznym elementem cygańskiego trybu życia. Zakazane stało się palenie ognisk w lesie, jazda nieoznakowanymi pojazdami, niedopilnowanie wykonywania obowiązku szkolnego przez dzieci. Jako że przepisy były rygorystycznie egzekwowane, kwestią czasu stało się, kiedy Cyganie podporządkują się zasadom. Za koniec wędrówek przyjmuje się rok 1964, ale co wytrwalsi poddali się dopiero w latach 70.

A skoro już osiąść musieli, to jakoś tę rzeczywistość wokół siebie próbowali organizować – i szukać pewnych kompromisów. Rodziny, którym się lepiej powiodło, budowały domy, które wprawdzie nie miały zaczepienia w historii Romów (wszak nigdy przed XX wiekiem nie mieszkali w murowanych budynkach), ale te kolory, wieżyczki, mnogość detali stanowiły emanację typowego dla tej grupy stylu.

Kiedy opadła żelazna kurtyna, setki rodzin zapragnęły wyjechać za granicę, by połączyć się z bliskimi, zacząć nowe życie. Rezydencje okazały się nierzadko kulą u nogi, bo nie dość, że ich rozmach nie trafiał w gustu kupujących, to jeszcze Polacy, mówiąc oględnie, niekoniecznie chcą robić duże interesy z romskimi sprzedającymi.

Przeskalowane marzenia

Te porzucone pałace nazywam w myślach "symbolami porzuconych marzeń", bo jakie by nie były powody, dla których właściciele postanowili je zostawić, to przecież planowali je z myślą o swoich licznych rodzinach, o wspólnym spędzaniu czasu i pielęgnowaniu tradycji.

Najwięcej pytań budzi pustostan znajdujący się na wyjeździe z Pabianic, na skraju osiedla Petrykozy. Widok jest bowiem co najmniej dziwny. Mamy oto kilkukondygnacyjny budynek z drzwiami wejściowymi na wysokości pierwszego piętra. Prowadzą do nich wysokie i bardzo szerokie schody, niczym do prawdziwego zamku. Jeśli jakaś współczesna księżniczka eleganckim krokiem będzie chciała zejść nimi do ogrodu, wpadnie na sztachety płotu. I tu bajka się skończy.

Wielki dom zajmuje prawie cała działkę. Być może pierwotnie była ona większa, a po wybudowaniu domu część została odsprzedana sąsiadom. Trudno mi zrozumieć, dlaczego ktoś zaprojektował rezydencję z wyjściem na drogę (nie wykluczam, że powstała później, ale nie sądzę). Wygląda to dość kuriozalnie. Ale nie wiem też najważniejszego: dlaczego właściciel porzucił budowę przed jej ukończeniem. Nie ma żadnej informacji o tym, że dom wystawiony jest na sprzedaż, żadnego numeru do agenta. Budynek jest w niezłym stanie (rzekłabym, że lata świetlne dzielą go od tego przy Pabianickiej w Łodzi), więc może mógłby jeszcze cieszyć nabywcę?

Grobowiec w tonacji świątecznej

Podczas przeprowadzonego w 2011 r. spisu powszechnego 16 725 osób zadeklarowało, że czuje się Romem. W województwie łódzkim mieszka około 1,5 tys. Cyganów. Najwięcej w Łodzi (ok. 400 osób). W Pabianicach jest ich ok. 150, w Konstantynowie Łódzkim i Zgierzu – po ok. 200.

W podróży szlakiem ich rezydencji zatrzymaliśmy się w miejscu, które wyznaczyło kres życiowej wędrówki wielu łódzkich Cyganów. Nie mają swojego własnego cmentarza, a ich nagrobki można znaleźć m.in. na Cmentarzu Ewangelickim przy ul. Sopockiej w Łodzi.

Miejsca pochówku znaleźć łatwo, bo romskie groby odróżniają się od grobów gadziów, czyli nie-Romów. Często przypominają okazałe kaplice. Widnieją na nich duże zdjęcia, czasem pojawiają się grafiki pokazujące przedmioty szczególnie cenne dla zmarłego – instrumenty muzyczne lub samochody.

Szczególnie w oczy rzuca się jeden grobowiec: nie dość, że bardzo okazały, to w okresie przedświątecznym przyozdobiony został choinką, łańcuchami i bombkami. Z wysokiej płyty nagrobnej uśmiecha się młody chłopak – można podejrzewać, że to niejaki "Sajmon", któremu dane było przeżyć zaledwie 21 lat.

Szalony sen cukiernika

Nie znamy nazw ulic, przy których mogą się znajdować pałace, ale z wakacyjnych wyjazdów nad morze pamiętam, że wystarczy skierować się na Kutno, by wiele ich po drodze napotkać. Pamięć nie zawodzi. Z łatwością trafiamy przed kolorowy budynek wyraźnie inspirowany baśniami Szeherezady, który rozpalał moją wyobraźnię już dwie dekady temu.

- Architekt miał ciągoty cukiernicze – żartuje Daniel. Pastelowe kolory, złote szprosy w półokrągłych oknach i fikuśna nadbudowa nad ogromnym tarasem rzeczywiście wywołują "cukierkowe" skojarzenia.

W sąsiedztwie jest jeszcze kilka cygańskich domów. Mieszkańca jednego z nich mieliśmy nawet okazję poznać, kiedy wybiegł i zażądał skasowania zdjęć swojego domu. Obyło się bez nieprzyjemności, bo fotograf wytłumaczył panu, że nie będą służyły one wyśmianiu jego lokatorów, a jedynie pokazaniu czegoś oryginalnego.

Przed niektórymi domami stoją samochody na brytyjskich tablicach rejestracyjnych, co potwierdza nasze informacje o tym, że wiele rodzin wyjechało na Wyspy. Skoro wracają na święta do Zgierza, to pomimo upływu lat na obczyźnie, pewnie to miejsce uważają za dom.

Najbardziej w pamięci pozostał mi ostatni ze sfotografowanych domów. To ładny, ciemny budynek, który ma w sobie coś bardzo tajemniczego. Na podjeździe nie ma samochodów, w śniegu nie odbiły się też żadne ślady butów. Ten dom nie ma w sobie wiele "cygańskości" innych domów, które oglądaliśmy w ciągu dnia. Tak naprawdę, gdyby usunąć wieżyczkę, równie dobrze mógłby się znajdować gdzieś na obrzeżach Londynu i być scenerią jakiegoś mrocznego dramatu w epoce wiktoriańskiej.

Tymczasem jest tu, zaledwie kilkanaście kilometrów od Łodzi, i być może skrywa w sobie jeden z tych sekretów, którymi przez wieki Cyganie nie chcieli się dzielić z uważanymi za niegodnych gadziami.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
KOMENTARZE
(320)
Observe
3 lata temu
Polacy obawiają się, że te domy z powodu, że są na chwilę - rozpadną się przedwcześnie.
JADZIA
4 lata temu
NIEŹLE MUSIELI KRAŚĆ,ŻEBY TAKIE PAŁACE BUDOWAĆ W BIEDNEJ SOCJALISTYCZNEJ POLSCE.
AST
4 lata temu
SKĄD TO MAJĄ? PROSTE ZE ZŁODZIEJSTWA!
qazimierz
4 lata temu
miałem kiedyś okazję robić remont komuś kto kupił taki dom pocygański. Masakra - dom zbudowany z takich materiałów że dziwne , że się trzymał. W ścianach było więcej piasku niż innych rzeczy. Instalacje zrobione jakby z kawałków materiałów z odzysku . O funkcjonalności i energożernosci nie wspomnę.
ewa
4 lata temu
W moim mieście, we wszystkich dzielnicach, nagminnie od kilku lat na każdy kroku pojawiają się skserowane ogłoszenia pisane tą samą ręką. " Kochany sąsiedzie kupię twoje mieszkanie w twojej dzielnicy w jakimkolwiek stanie jest, do remontu również". Wygląda na to, że jakaś grupa spekuluje mieszkaniami i skupuje je w niewiadomym i niejasnym celu. Co jest dziwne, to że w dobie komputerów i drukarek ogłoszenie jest pisane odręcznie i kserowane, regularnie przyklejane jest do słupów ogłoszeniowych, klatek schodowych a ostatnio wrzucane do skrzynek lokatorów w klatkach schodowych. Wygląda to na jakąś dobrze zorganizowaną akcję nie wiadomo przez kogo w jakimś niejasnym być może niebezpiecznym dla mieszkańców celu. Być może chcą kogoś osiedlić i robią takie podchody, by nikt się nie połapał o co chodzi.
...
Następna strona