Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Krzysztof Janoś
Krzysztof Janoś
|

Koronawirus. Spór o objawy. Lekarze rodzinni apelują do rządu

60
Podziel się:

Gorączka, kaszel, duszność, utrata węchu lub smaku - tylko z takim kompletem czterech objawów lekarz rodzinny może po teleporadzie skierować pacjenta na testy na COVID-19. Trzy z nich to za mało. Tymczasem wszystkie cztery ma zaledwie 1-3 proc. zrażonych.

Koronawirus. Spór o objawy. Lekarze rodzinni apelują do rządu
Lekarze rodzinni chcą mieć możliwość częstszego zlecania testów na Covid-19. (Pixabay)

"Sprzeciwiamy się stanowczo decyzji, by zlecenie na badania w kierunku SARS-CoV-2 w następstwie teleporady dostawał wyłącznie pacjent, który spełnia wszystkie cztery kryteria: gorączka, kaszel, duszność, utrata węchu lub smaku. Takich pacjentów jest stosunkowo niewielu w porównaniu z pacjentami skąpoobjawowymi" - pisze w liście otwartym Kolegium Lekarzy Rodzinnych (KLR).

To kolejny przyczynek w dyskusji o liczbie przeprowadzanych testów w Polsce. Trudno nie odnieść wrażenia, że kierowanie na nie tylko pacjentów z czterema objawami, przy pełnej wiedzy, że w większości zakażeni mają mniej objawów, nie sprzyja walce z pandemią. Co najwyżej może tylko poprawić statystyki, bo wykrytych zakażeń będzie mniej.

Jak już pisaliśmy w money.pl, istnieje związek między liczbą wykonywanych testów a nowymi zakażeniami. Dla przykładu, w poprzedni poniedziałek, w którym przeprowadzono 12,2 tys. testów, wykryto 784 zakażenia. Tymczasem kiedy w sobotę przed tygodniem wykryto 1002 przypadki, wykonano ponad 20 tys. testów.

Zobacz także: Zobacz także: Co dalej z cenami paliw? Tania ropa to nie wszystko

Jak argumentuje Kolegium Lekarzy Rodzinnych, medycy w każdym przypadku, zgodnie z aktualną wiedzą oraz doświadczeniem, powinni mieć prawo do skierowania pacjenta na odpowiedni test potwierdzający lub wykluczający chorobę.

Świadome działanie?

- Te wszystkie cztery objawy jednocześnie ma ok. 1-3 proc. zakażonych. Jest to absolutna mniejszość. Najpierw pojawia się gorączka i kaszel. Kiedy pacjent ma duszności, to jest już możliwe, że ma zapalenie płuc. Dlatego wymaganie tego, żeby ta duszność była wśród objawów, jest skazywaniem pacjenta na ciężką chorobę, bez możliwości szybkiej diagnostyki. To nieetyczne - mówi immunolog i ekspert do spraw zakażeń, dr Paweł Grzesiowski.

Jak dodaje, to wyjątkowo niebezpieczne podejście, bo zakażony np. z tylko dwoma objawami pozostaje nieizolowany i będzie zakażał dalej.

- Dlatego lekarze poczuli irytację i napisali ten list otwarty. Te zalecenia napisał ktoś, kto nie zna tej choroby, albo - co gorsza - jest to działanie świadome, przewidziane na statystyczne zmniejszenie liczby wykrytych zakażeń przez mniejszą liczbę zlecanych testów - komentuje Grzesiowski.

- Gdyby tak było, to oznaczałoby to najwyższy stopień nieuczciwości. Nie można w tak poważnej sprawie i przy tak groźnej chorobie próbować kreować jakąś zmyśloną rzeczywistość - dodaje.

Niebezpieczna wizyta

KLR w liście zwraca też uwagę, że w przypadku mniejszej liczby objawów lekarz ma prawo skierować pacjenta na testy na Covid-19 wyłącznie po wizycie osobistej w gabinecie. To - zdaniem organizacji - nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego i naraża innych pacjentów i personel przychodni.

Obecnie, gdy podczas teleporady pacjent nie ma czterech objawów, lekarz ma umówić go na następną teleporadę w ciągu 3-5 dni od pierwszej. Jeśli podczas niej również nie nie uda się stwierdzić wszystkich czterech objawów, lekarz zobowiązany jest umówić pacjenta na wizytę osobistą.

- Ludzie mają prawo czuć się zagubieni. Wcześniej słyszeli, że w przypadku podejrzenia zakażenia mają zostać w domu i umówić się na test telefonicznie. Teraz słyszą, że mają jechać na badanie do lekarza np. autobusem. My też jesteśmy za tym, by przyjmować jak najwięcej pacjentów osobiście, ale nie w przypadku podejrzenia zarażenia - mówi dr Michał Sutkowski, rzecznik KLR.

Dlatego KLR chce, by w przypadku podejrzenia zakażenia wirusem SARS-CoV-2, pierwszą formą kontaktu pacjenta z lekarzem pozostała teleporada.

"Najgorsze przed nami"

- To niespotykane na skalę światową, żeby administracyjnie ograniczać lekarzom prawo zlecania badań. Musimy mieć prawo, by decydować. W naszym odczuciu wcale to nie będzie oznaczało jakiegoś gigantycznego wzrostu liczby testów - mówi Sutkowski.

Jak dodaje, zmiany w tym zakresie powinny być wprowadzone jak najszybciej, bo najgorsze w walce z pandemią jeszcze przed nami.

- Za 2-3 tygodnie zacznie się sezon grypowy. Dlatego liczymy na to, że lekarz nie będzie miał związanych rąk regułami administracyjnymi. Na całym świecie na testy wysyła się po teleporadzie albo też pacjenci mają prawo sami się na nie zgłosić. Nie chcemy podejrzewać, że w Polsce oszczędza się na testach, ale ich liczba powinna być zależna od potrzeb. W czasie pandemii nie należy ograniczyć lekarzy w prawie do ich zlecania - mówi dr. Michał Sutkowski.

O ewentualne zmiany w zaleceniach i reakcje na list otwarty KLR zapytaliśmy w MZ. Jednak do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Rzecznik Kolegium poinformował nas jednak, że lekarze są już wstępnie umówieni na rozmowy w resorcie na 1 października.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
wiadomości
gospodarka
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(60)
DEDE
9 miesięcy temu
Jestem po covid. W trakcie choroby byłam sama sobie. Lekarz przez telefon wręcz krzyczy, że to moja wina, że mam wirusa i że "mam czekać". Nie przepisuje żadnych leków, nie przyjeżdża zbadać pacjenta (chyba że opłaci się wizytę domową za 400 zł). Po chorobie człowiek też jest samemu sobie, gdyż lekarz podczas wizyty nawet nie osłuchuje pacjenta, bo z góry zakłada, że płuca mają mgłę covidową. I zaprasza na wizytę za miesiąc. Zleca badania krwi i RTG płuc, ale też zaleca, by zrobić je po miesiącu od ozdrowienia. Czy to jest normalne? W jakim kraju ja żyję i płacę składki zdrowotne... Nie ja przecież tego wirusa wypuściłam, a traktowana jestem jak intruz i trędowata. Szczepić się nie zamierzam preparatem, który jest w trakcie badań klinicznych. Daleko nam do Norwegii, gdzie pacjent z covidem w domu, ma opiekę lekarską stacjonarną, a nie teleporady, które można sobie wsadzić w dupę. Ludzie ocknijcie się, bo będzie coraz gorzej...
polak mały
2 lata temu
lekarze nie powinni się przejmować tylko kierować na badania. Zawsze w czasie kierowania można mieć i 6 objawów. Czym prędzej będzie rozpoznanie i izolacja chorych tym lepsze efekty w walce z wirusem
marek
2 lata temu
Przy wypisywaniu L4 problemów lekarze nigdy nie widzieli , czy był ktoś rzeczywiście chory czy nie , to lekarz nie obawiał się żadnej kontroli w sprawie wystawionego L4 , nie on płacił za L4 tylko pracodawca . Ile jest zwolnień które trwają całymi miesiącami , ale tylko pracowników , bo właściciele zakładów jakoś mało chorują , albo się szybko leczą . Poza tym co to za zwolnienia jeżeli można całymi miesiącami chodzić , a lekarz nie potrafi wyleczyć . teraz w covidzie chcą leczyć teleporadami i nie chcą wizyt , nie pojadą do pacjenta . Najwygodniej było im przez ostatnie lata , etacik w szpitalu , prywatny gabinet tylko z biurkiem do wizyt i rozliczeń z pacjentem , a potem leczenie w publicznej służbie zdrowia. I tylko liczenie kasy . Oczywiście nie wszyscy tylko ci umieli się ustawić i mogli swoich pacjentów wpychać do kolejek w szpitalach . A teraz jest problem bo nie ma kto obsłużyć respiratora . Jak by pracowali w szpitalach na jednym etacie to mieliby czas na naukę i rozwijanie swojej wiedzy , tylko po co , lepiej rozwijać się biorąc kolejne godziny w gabinetach prywatnych i dokształcać się w topografi miasta by zdążyć do kolejnej fuchy.
POiotr
2 lata temu
nie, związek z liczbą testów nie istnieje. Wczoraj 1300 zakażonych 13 tys testów, dzisiaj 1300 zakazonych 23 tys testów więc nie gadajcie głupot.
Ola
2 lata temu
Ale prywatnie są dostepni
...
Następna strona