Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Mateusz Madejski
Mateusz Madejski
|

Odszkodowanie za spóźniony autobus. Szef FlixBusa: "Dziwny wyrok, bilety mogą być droższe"

107
Podziel się:

Tymon P. Radzik czekał na autobus, ale ten nie przyjechał. Mężczyzna więc zamówił Ubera - i pozwał przewoźnika. Sąd uznał, że to Radzik ma rację. - Dziwny wyrok, może doprowadzić do wzrostu cen biletów i paraliżu sądów - komentują przedstawiciele branży i eksperci.

- Wyrok doskonale pokazuje chaos prawny, w którym działają przewoźnicy - mówi nam szef FlixBusa
- Wyrok doskonale pokazuje chaos prawny, w którym działają przewoźnicy - mówi nam szef FlixBusa (facebook, Warszawski transport publiczny)
bEDjDrVN

Przewoźnik, czyli firma Arriva Bus Polska, musi zwrócić Radzikowi pieniądze za przejazd Uberem. Sądu nie przekonały tłumaczenia, że autobus nie mógł dojechać na czas, bo po prostu stał w korkach.

Kwota, którą ma wypłacić przewoźnik, zawrotna nie jest, to około 80 zł - łącznie z kosztami sądowymi.

Jednak nietrudno zauważyć, że może to być niebezpieczny dla przewoźników precedens. Być może więc znajdą się kolejni niedoszli pasażerowie komunikacji miejskiej, którzy będą korzystać z taksówek czy Ubera - i będą chcieli, by to operatorzy komunikacji miejskiej pokrywali koszty takich podróży.

bEDjDrVP
Zobacz także: Warszawa. Niebezpieczna jazda kierowców ZTM. Obejrzyj wideo:

Jeszcze bardziej niebezpieczny wyrok ten może być dla operatorów połączeń dalekobieżnych. Załóżmy, że jedziemy z Warszawy do Gdańska, lecz autobus nie przyjeżdża. Możemy sobie wyobrazić klientów, którzy wzywają taksówkę, jadą na Pomorze i potem domagają się odszkodowania za taki przejazd.

Co na to prezes FlixBusa, jednej z największych firm tego typu w Polsce. Michał Leman zapewnia jednak, że śpi spokojnie.

bEDjDrVV

- Wyrok w tej sprawie jeszcze nie jest prawomocny, więc poczekałbym na ostateczną instancję, niedawno w podobnej sprawie sąd oddalił pozew - zauważa w rozmowie z WP Leman.

Szef FlixBusa uważa też, że sprawa doskonale pokazuje chaos prawny, w jakim działają firmy przewozowe.

- Wydaję mi się, że trudno winić przewoźnika za opóźnienie, jeśli na drodze po prostu były korki. Jeśli do kogoś można mieć tu pretensję, to już prędzej do zarządcy infrastruktury. Z tego punktu widzenia uznaje wyrok sądu za po prostu dziwny - mówi w rozmowie z WP.

- W ślad za tym wyrokiem, przewoźnik, który ma zwrócić pieniądze, sam będzie mógł domagać się odszkodowania od… zarządcy drogi lub organizatora transportu - dodaje Michał Leman.

bEDjDrVW

Aby nie dopuści do takich sytuacji, Leman apeluje, by po prostu doprecyzować przepisy. - Powinniśmy wreszcie uregulować te wszystkie kwestie, w tym to, kto, za co ponosi odpowiedzialność - uważa.

A wobec decyzji sądu w sprawie Tymona Radzika, Leman ma jeszcze inne wątpliwości. - Kolejną niezrozumiałą sprawą jest to, że zwrot pieniędzy ma dotyczyć przejazdu Uberem, a dlaczego nie innym środkiem transportu publicznego? - mówi.

Czy obawia się, że klienci FlixBusa mogą pójść śladami Radzika?

- Nie obawiamy się, że po tym wyroku będziemy mieli podobne sprawy. W przypadku połączeń dalekobieżnych opóźnienia wynikają zwykle z tzw. siły wyższej. A my mamy już wypracowane metody rozwiązywania reklamacji w takich sprawach. Transport dalekobieżny jednak mocno się różni od komunikacji miejskiej, gdzie pasażer zazwyczaj korzysta z konkretnej linii konkretnego przewoźnika. U nas konkurencja jest ogromna, więc trzeba zapewnić wysoki komfort i poziom obsługi klienta. Również w przypadku reklamacji - mówi.

bEDjDrVX

A co o tym myślą eksperci? Adrian Furgalski, ekspert zespołu doradców gospodarczych TOR również mówi, że wyrok jest "dziwny".

- W samej tylko Warszawie mamy 1,2 mld przewozów transportem zbiorowym rocznie. Spora część na pewno jest opóźniona. Więc jakby nawet 1 proc. pasażerów, którzy się spóźnili, chciał się sądzić, to sądy zostałyby po prostu sparaliżowane - mówi.

Furgalski dodaje, że jeśli byłoby więcej takich wyroków, to firmy transportowe musiałyby brać pod uwagę takie odszkodowania przy ustalaniu cen. - Konsekwencją mogłyby być więc po prostu droższe usługi - uważa Furgalski.

bEDjDrVY

Ekspert więc również ma nadzieję, że w kolejnej instancji wyrok w sprawie Radzika będzie jednak inny. - Jeśliby został utrzymany, wszyscy mielibyśmy duże problemy - dodaje ekspert.

A może... zlikwidować rozkłady jazdy?

Sprawa Radzika może mieć jeszcze jeden efekt. Może przewoźnicy miejscy, aby uniknąć podobnych kłopotów, będą rezygnować ze sztywno wyznaczonych rozkładów jazdy? Przecież każdy, kto mieszka w dużym mieście, doskonale wie, że w godzinach szczytu kursowanie autobusów ma się nijak do takich rozkładów.

Jednak zdaniem Lemana, rezygnacja z rozkładów i zastąpienie ich informacjami, że na przykład "autobus w godzinach szczytu kursuje co 5 minut", też niewiele da. Właśnie przez korki.

Szef FlixBusa zauważa, że w stolicy zdarza się, że autobus nie przyjeżdża przez dłuższy czas, a potem na przystanku pojawiają się nagle w jednym czasie 2-3 autobusy tej samej linii. Leman więc uważa, że rezygnacja z wyznaczonych godzin wiele tu nie zmieni.

Jednak Adrian Furgalski widzi to trochę inaczej. - Bywam na przykład w Los Angeles. Tam są gigantyczne korki, więc w godzinach szczytu w ogóle nie ma rozkładów jazdy, bo po prostu autobusy nie miałyby szans się do nich dostosować. Ale jest specjalna aplikacja, na której można śledzić swój autobus. Dzięki temu można przewidzieć, kiedy dotrze się na miejsce - opowiada ekspert TOR.

- Trzeba jednak przyznać, że poza godzinami szczytu, autobusy w Los Angeles są punktualne - i to właściwie co do minuty - dodaje Furgalski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

bEDjDrWq
Źródło:
WP Finanse
KOMENTARZE
(107)
Bo tak
2 lata temu
No ale jak to? Ja rozumiem że korki, że duży ruch ale powstają coraz to nowe bus pasy ograniczające ruch samochodów prywatnych i sztywno egzekwuje się tam przepisy. Jeżeli powstaje taka infrastruktura to odpowiedzialność z tytułu umowy o przewóz wynikająca z rozkładu jazdy musi być egzekwowana. Dlaczego tylko pasażerowie mają ponosić konsekwencje z tytułu braku punktualności komunikacji miejskiej?
kuba
2 lata temu
jeśli sprzedali mu wcześniej bilet to odszkodowanie się należy jak psu buda
gość
2 lata temu
To ja powinnam pozwać MZK w moim mieście, bo przez 20 lat wielokrotnie (nie potrafię nawet zliczyć)musiałam korzystać z taksówek bo autobus nie przyjechał. To jest jakieś szaleństwo, głupota. Ten pan powinie pokryć koszty sądowe.
bEDjDrWr
Ludw_K
2 lata temu
Jednym z celów współczesnej komunikacji miejskiej powinna być konkurencyjność wobec transportu indywidualnego (podróżowanie taksówkami też się zalicza do takowego). Aby to osiągnąć wymagana jest pewna rzetelność obsługi pasażerów, z drugiej strony wiemy, że cudów nie ma, autobus nie przefrunie nad korkami. Problem jednak można łagodzić poprzez właśnie elastyczność a nie ścisłość realizacji rozkładów jazdy. Te powinny zatem określać dokładnie godzinny odjazdu pojazdów, ale także jednoznacznie informować iż w godzinach szczytu oraz różnych nieprzewidywalnych sytuacji drogowych kurs może być opóźniony. Opóźniony, jednak do jakiejś rozsądnej granicy - pytanie co robić gdy ta granica zostanie przekroczona? Rozwiązanie istnieje, ale niestety dość kosztowne. Na każdej sieci komunikacyjnej powinna być jakaś rezerwa, określona w oparciu o szczegółową analizę ruchu ulicznego, w tym częstości zdarzeń nieprzewidywalnych, głównie chodzi o kolizje a w przypadku komunikacji tramwajowej także awarie pojazdów i trakcji. Ta rezerwa, to nic innego jak rozstawione po mieście w różnych punktach pojazdy wraz z kierowcami gotowe do wyruszenia na określoną linię na której nastąpiło poważniejsze zakłócenie w ruchu. Obecnie taka rezerwa (zwana pogotowiem) jest na wielu sieciach, zwłaszcza większych miast stosowana, tylko po pierwsze w ilości zbyt małej do potrzeb, a po drugie te rezerwowe pojazdy najczęściej znajdują się w bazach/zajezdniach, czasem na przystankach końcowych znacznie oddalonych od centrum miasta (kiedyś tak było np. w Krakowie, nie wiem czy jeszcze jest) i ich dojazd do miejsca gdzie nastąpiło zakłócenie ruchu jest zbyt czasochłonny. Dużo sprawniej powinny działać służby dyspozytorskie i w uzasadnionych przypadkach przekierowywać pojazdy na inną linię. Obecnie często jest to utrudnione z powodów biurokratycznych, dany pojazd ma umowę na obsługę określonej linii i jest do niej przyczepiony jak "rzep do psiego ogona". Jest to efekt komercjalizacji i częściowej prywatyzacji, sieć komunikacyjną organizuje tzw. organizator, ale pojazdy są własnością innych firm działających na podstawie umów z tym organizatorem. Oczywiście komplikuje to też tworzenie wystarczającej i sprawnej rezerwy i tym samym komunikacji zastępczej kiedy zachodzi taka potrzeba. Jeśli już komunikacja miejska musi być tak organizowana, a nie jako jedno przedsiębiorstwo komunalne będące organizatorem i przewoźnikiem na wszystkich trasach, to umowy powinny uwzględniać potrzebę elastyczności i kierowania pojazdów przez dyspozytorów tam gdzie są najbardziej potrzebne. No i wreszcie w trzeciej dekadzie XXI wieku pasażer powinien zawsze mieć możliwość w każdej chwili uzyskania dokładnej informacji jak długo będzie na pojazd oczekiwał.
ogr
2 lata temu
Gdybym policzył czas i pieniądze, które tracę na opóznieniach ZTM, to miałbym miesięcznie kilka setek.
...
Następna strona