O sprawie pisze "Dziennik", który dotarł do szczegółów tej operacji finansowej i zwraca uwagę, że rodzi się podejrzenie, iż mogła to być gigantyczna łapówka, mająca na celu kupienie przychylności przyszłego szefa polskiego rządu.
"Dziennik" ustalił, że sześć lat temu synowa Leszka Millera założyła jednoosobową firmę Net Irena Miller. Firma, którą faktycznie prowadził syn Millera, już po dwóch miesiącach istnienia przeprowadziła gigantyczny interes - pośredniczyła w sprzedaży części spółki CNT, która była współwłaścicielem Wirtualnej Polski. W ten sposób, nie inwestując ani złotówki, młodzi Millerowie zarobili ponad milion dolarów. W transakcji wziął też udział Jerzy Jędykiewicz - kiedyś baron SLD na Pomorzu, dziś biznesmen oskarżony o przestępstwa gospodarcze, od zawsze dobry znajomy rodziny Millerów.
Pieniądze na sfinalizowanie transakcji, na której wzbogacili się syn i synowa Leszka Millera, pochodziły z tajemniczego funduszu z wysp Bahama. Prawo na Bahamach bezwzględnie chroni anonimowość inwestorów. Dlatego do dziś nie wiadomo, kto finansował zakup informatycznej spółki CNT za pośrednictwem Millerów i Jędykiewicza - a także: czego mógł oczekiwać za swoją szczodrość wobec najbliższych przyszłego premiera.
Gazeta podaje, że operację, na której młodzi Millerowie zarobili fortunę, badają od czterech lat oskarżyciele z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. "Dziennik" jest w posiadaniu dokumentu, w którym prokuratura zwraca się do Głównego Inspektoratu Finansowego o wyjaśnienie, dokąd Irena Miller, czyli synowa Leszka Millera, transferowała w 2000 roku milionowe kwoty z konta swojej firmy.
Firma Net Irena Miller nie przeprowadziła już nigdy potem żadnej operacji, choć na papierze istniała aż do sierpnia 2005 roku. Jej właścicielka, z wykształcenia plastyk, nie miała zaś żadnego doświadczenia w biznesie. Sam Leszek Miller zapewnia, że nie wiedział o istnieniu firmy swojej synowej.