Notowania

giełda
28.11.2016 06:03

Raport CEED Institute. Czego nie wiedzieliśmy o imigrantach w Europie i w Polsce

- Tysiące Syryjczyków pokonują jedną granicę za drugą nie dlatego, że tutaj jest raj. Przybywają, bo piekło istnieje tam gdzie żyją - pisze Dominika Kulczyk w przedmowie raportu CEED Institute - utworzonego za pieniądze jej zmarłego ojca Jana Kulczyka. CEED przyjrzał się imigracji w całej Europie.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/EPA)

"Tysiące Syryjczyków pokonują jedną granicę za drugą nie dlatego, że tutaj jest raj. Przybywają, bo piekło istnieje tam, gdzie żyją" - pisze Dominika Kulczyk w przedmowie raportu CEED Institute. Naukowcy na zlecenie instytutu przyjrzeli się imigracji w całej Europie. Wnioski? Wbrew obiegowej opinii imigranci nie przyjeżdżają z wyciągniętymi rękami po zasiłki. Chcą pracować.

Imigranci przyjeżdżają tylko po zasiłki? Mit i szkodliwy stereotyp. Badania CEED, instytutu ufundowanego w 2010 r. przez Jana Kulczyka, rozprawiają się z tą tezą. Zdecydowana większość przyjezdnych jest aktywna zawodowo - czytamy w raporcie zatytułowanym "Początek końca. Czy migranci doprowadzą do upadku UE?".

Z badań wynika, że w większości krajów naszego regionu odsetek pracujących imigrantów jest bardzo zbliżony do tego, ilu rdzennych obywateli pracuje. Lub nawet wyższy. Spójrzmy na dane Eurostatu, przywołane w raporcie. W przypadku Polski imigranci byli bardziej aktywni od... nas samych. W naszym kraju 73 proc. przyjezdnych jest aktywnych zawodowo, Polaków z kolei 68 proc.

Z krajów Europy Środkowo-Wschodniej najwyższy poziom aktywności przyjezdnych obserwowany jest na Litwie, Słowacji oraz w Czechach. Najmniejszy zaś w Chorwacji - tam pracuje ich tylko połowa. Z kolei Niemcy - przez wielu uważane za mekkę imigrantów nakierowanych na zasiłki - również mogą się pochwalić dobrym wynikiem. Odsetek pracujących imigrantów to 69 proc, odsetek pracujących rdzennych Niemców to 78 proc.

Danym w wielu przypadkach trudno konkurować z medialnymi historiami. Kilka dni temu internet obiegła historia o syryjskim uchodźcy, który ma 4 żony i 23 dzieci. Rodzina żyje tylko z pomocy socjalnej - historię opisywał portal "Deutsche Welle".

Autorzy raportu - prof. Maciej Duszczyk i mgr Kamil Matuszczyk z Instytutu Polityki Społecznej na Uniwersytecie Warszawskim - podkreślają ciekawą rzecz. Otóż wysokie statystyki pracujących imigrantów nie świadczą wcale o przyjaznej polityce państwa, a raczej o restrykcyjnych przepisach. I o tym, że dany kraj preferuje inwestycje zagraniczne, które zawsze wraz ze sobą przyciągają pracowników z zagranicy.

Czego jeszcze mogliśmy nie wiedzieć o imigrantach?

W Polsce dość rozpowszechniony jest pogląd, że imigranci zabierają miejsca pracy Polakom. A jak to wygląda w statystykach? Faktycznie jesteśmy liderem - w żadnym innym kraju nie pracuje tak... niewielu imigrantów.

Z danych OECD wynika, że ogółem pracownicy urodzeni za granicą stanowią tylko 0,28 proc. siły roboczej w Polsce. To zaledwie 0,14 proc. stanowisk, na których nie potrzeba wysokich kwalifikacji.

W Szwecji i Niemczech ta dysproporcja jest ogromna - tam imigranci zajmują blisko 40 proc. stanowisk o niskich kwalifikacjach, stanowiąc zarazem ok. 15 proc. siły roboczej ogółem. Najbliżsi statystycznie są nam Węgrzy - tam "odsetek imigrancki" w obu przypadkach wynosi ok. 2,5 proc.

Czy pracujący u nas imigranci są biedni? Tu znów zaskoczenie - imigranci w takich krajach jak Estonia, Niemcy czy przede wszystkim Szwecja, zarabiają sporo mniej niż krajowi pracownicy. Są jednak cztery kraje - w tym Polska - gdzie mediana wynagrodzeń jest wyższa u napływowych menedżerów czy robotników. Co za tym idzie, w naszym kraju imigranci są dużo rzadziej narażeni na ubóstwo niż rdzenni Polacy.

Autorzy raportu podkreślają jednak, że ma to związek z tym, że w Polsce czy Bułgarii imigranci to margines całej siły roboczej w kraju.

Najwięcej w świat wysyła Ukraina

W Polsce widać to gołym okiem - w sklepach, autobusach, na budowach. W Warszawie przybywa Ukraińców pracujących dla Ubera. Ukraińcom wydaliśmy 763 tys. oficjalnych pozwoleń na pracę. Ale już dziś mówi się, że nad Wisłą pracuje ich przynajmniej milion. Historie kilku z nich opisywał Przemysław Ciszak, dziennikarz WP money.

W Polsce brakuje w tej chwili osób pracujących w transporcie, budownictwie i usługach. Pracownicy z Ukrainy wypełniają miejsca po osobach, które wyjechały m.in. do Wielkiej Brytanii. I chociaż debata o migracji w wielu krajach to element ostrego sporu politycznego - większość nowych krajów UE chętnie korzysta z przyjeżdżających pracowników.

Nie bez powodu. Trendy demograficzne są nieubłagane - od lat Polska się kurczy. A według ekspertów, aby zachować obecną populację pracowników, wszystkie kraje nowej UE będą musiały się otworzyć na imigrantów. Polska, Rumunia czy Czechy powinny przyjąć do 2045 roku odpowiednio: 6 mln pracowników, 3,6 mln oraz 2 mln. Bez cudzoziemców problemy będą mieli nie tylko pracodawcy, ale również budżet i system emerytalny. Warto podkreślić, że spadająca populacja to problem nie tylko Polski - dotyka on w różnym stopniu większości krajów UE.

Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, nowe kraje członkowskie UE (często określane jako UE 11) nie są zbyt chętnie wybierane przez imigrantów. W Polsce przyjezdni stanowią nie więcej niż 0,2 proc. całej populacji. Najwięcej cudzoziemców mieszka w Estonii oraz na Łotwie - w większości są to Rosjanie. W większości państw UE-11 odsetek imigrantów nie przekracza 2 proc. populacji społeczeństwa.

Seniorzy też wędrują

Autorzy raportu, prof. Duszczyk i mgr Matuszczyk, zwrócili uwagę na jeszcze jeden ciekawy trend w raporcie CEED Institute. Otóż od lat do nowych krajów Unii Europejskiej napływają również seniorzy. Oczywiście nie ma mowy o seniorach z krajów objętych konfliktami, mowa tu o starszych Niemcach i Austriakach. Badacze przewidują, że postępujący napływ bogatszych seniorów może pomóc w stworzeniu tak zwanej srebrnej gospodarki.

Srebrna gospodarka często nazywana jest gospodarką senioralną. Najsilniejsza część takiej gospodarki dotyczy opieki medycznej i innych usług skierowanych właśnie do osób po 65 roku życia.

Tendencję te widać również wśród inwestorów. Już dziś część zastanawia się nad budowaniem domów spokojnej starości - w naszym kraju powstaje coraz więcej takich prywatnych ośrodków. Inwestycje w Polsce już teraz planują firmy z Niemiec i Holandii.

Cena za miesiąc pobytu? Od 3 tys. do nawet 8 tys. zł - tyle już w tej chwili trzeba zapłacić za pobyt seniora w dobrej jakości pensjonacie. Eksperci nieruchomości są zdania, że w ciągu najbliższych kilku lat takich ośrodków będzie powstawać coraz więcej. (więcej o tym nowym hicie inwestycyjnym można przeczytać tutaj).

Imigrują też studenci

Badacze zauważyli również, że od kilku lat w całej Europie widać nową tendencję - ruchy imigracyjne nie są spowodowane jedynie chęcią zarobienia. Od lat rośnie również liczba migracji w celach edukacyjnych. Najwięcej cudzoziemców studiuje w Polsce, Czechach i na Węgrzech.

Badacze sugerują, że ściągnięcie migrantów może pomóc w rozwiązaniu jeszcze jednego problemu - spadającej populacji dzieci w klasach. Im mniej dzieci, tym mniej nauczycieli jest potrzebnych. Napływ nowych osób mógłby pomóc w utrzymaniu nauczycielskich miejsc pracy. To też szansa dla polskich uczelni.

Jak wynika z raportu Startup Genome, firmy zbierającej dane o startupach na całym świecie, w tym kraju na 2 tys. mieszkańców przypada jedna nowa innowacyjna firma.

Europa zwlekała, a przemyt ludźmi rozkwitał. Ile jest wart? O tym na następnej stronie

Wyjazdy do Polski to tylko jedna strona imigracji. Zdecydowanie większym problemem dla Europy jest nieustająca fala uchodźców z Syrii, Iraku, Afganistanu, Libii i Jordanii. Tam, gdzie pojawiają się pieniądze, są też przestępcy. Na uchodźcach zarabiają zorganizowane grupy przestępcze, często łączone z ISIS. Badacze nie mają wątpliwości, że Unia Europejska zbyt długo zwlekała z jakąkolwiek reakcją na masową migrację. W tym czasie zdążyły już powstać przestępcze grupy, które specjalizują się w przemycie ludzi.

Uchodźcy zapłacili do tej pory ponad 2 mld dolarów za transport do UE. Spora część tej kwoty została oczywiście u przemytników. By dostać się z Jordanii do Europy trzeba zapłacić nawet 5,7 tys. dolarów. Ceny wahają się od 3,4 do prawie 6 tys. dolarów.

Nieco taniej wychodzi podróż z Libii czy Syrii. Tutaj ceny wahają się od 2,7 do 4,5 tys. dolarów. Najdroższej maja uchodźcy z Iraku. Wyrwanie się stamtąd może kosztować nawet 9 tys. dolarów.

Najtańsza droga wiedzie z Syrii przez Turcję i Grecję aż do Niemiec lub Szwecji. Jedną z zupełnie nowych tras jest droga przez Rosję - do Norwegii i Finlandii. Oba rządy już dziś zastanawiają się, czy nie zamknąć tej granicy. Granicę można przekroczyć jedynie na rowerach - stąd w wielu miejscach znaleźć można prawdziwe wysypiska rowerów. W drugą stronę powrót jest już niemożliwy - zabraniają tego Rosjanie.

W tej chwili drogi przez nowe kraje UE nie są popularne - choć ich znaczenie z pewnością będzie rosło, gdy tylko ścieżka przez Grecję zostanie szczelniej zamknięta. W efekcie imigranci mogą ruszyć również przez Polskę do Niemiec.

Źródło: CEED Institute

Raport CEED Institute nie skupił się jedynie na nowych krajach UE, a głównie - problemie całej Europy. Jak wynika z przytoczonych danych, napływ imigrantów nie spowolnił. Najbardziej atrakcyjnymi krajami dla uchodźców pozostają Niemcy oraz Szwecja.

Imigranci dalej przyjeżdżają do Europy

Kraj 2013 2014 2015 I połowa 2016
EU 432,055 626,710 1,321,560 617,180
Niemcy 126,995 202,815 476,510 370,445
Węgry 18,900 42,775 177,135 22,490
Szwecja 54,365 81,325 162,450 15,305
Austria 17,500 28,035 88,160 25,600
Włochy 26,620 64,625 84,085 41,015
Francja 66,265 64,310 75,750 40,120

Źródło: CEED Institute

Rok 2015 okazał się rekordowy pod względem liczby osób ubiegających się o ochronę międzynarodową w UE. Zainteresowanie Europą w pierwszej połowie 2016 roku wcale nie zmalało. Pod koniec roku liczba złożonych wniosków o status uchodźcy zbliży się do wyniku z 2015 roku.

Do naszej - środkowo-wschodniej części Europy - najwięcej przyjeżdża obywateli Syrii, Afganistanu, Iraku oraz Ukrainy. W ciągu ostatnich dwóch lat nastroje w tej części UE wyraźnie się zradykalizowały. Coraz więcej jest negatywnych komentarzy o imigrantach. W Polsce odsetek osób, którym kojarzy się imigracja bardzo negatywnie podskoczył z 11 proc. w 2014 roku do 27 proc. w 2016 roku. W tym czasie w całej Unii Europejskiej średnia pozostała na podobnym poziomie.

Tagi: giełda, wiadomości, gospodarka, raport, raporty gospodarcze, porady, unia, najważniejsze, gospodarka polska, fundusze unijne, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
28-11-2016

JaPani Dominiko, proponuję mały test. Niech Pani w swoich firmach zatrudni tylko tych uchodźców, o których Pani się wypowiada. Zobaczymy po jakim czasie … Czytaj całość

28-11-2016

Pi...Oj...pani Dominiko...nie zna pani życia i oby się pani nie obudziła zbyt późno... pozdrawiam normalnie i zdrowo myślących

29-11-2016

adaAutorytet sobie znalezliscie. Kulczykowna. Hahaha!

Rozwiń komentarze (118)