Notowania

Thilo Sarrazin dla Money.pl: Niemcy ratują euro, bo mają poczucie winy za Holocaust

- Jeśli potępiam jakieś zachowanie, to niekoniecznie muszę być ksenofobem - przekonuje kontrowersyjny, niemiecki ekonomista.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Tanja Schnitzler c/o Bildschön)

- _ Niemieccy politycy łączą ze sobą niemiecką winę za Holocaust, wspólną walutę i konieczność ponoszenia odpowiedzialności za długi innych krajów Europy _ - mówi Thilo Sarrazin w rozmowie z Money.pl. Kontrowersyjny niemiecki polityk i ekonomista w 2010 roku pożegnał się ze stanowiskiem w zarządzie Bundesbanku po tym, gdy posypały się na niego oskarżenia o rasizm. Pretekstem do nich stała się jego książka, w której rozprawił się z imigrantami z krajów arabskich. W nowej książce krytykuje z kolei Niemcy za porzucenie marki. A osobom na zasiłkach mówi: - _ Jak ktoś nie ma pieniędzy, to nie może jeść steków dwa razy w tygodniu, a potem narzekać na to, że zasiłki są zbyt małe _.

Money.pl: Czy jest Pan rasistą?

Thilo Sarrazin: Tak o mnie czasami mówią.

I co Pan na to?

Zawsze, jak spotykam się z tego typu zarzutem, to uparcie powtarzam, żeby autor takiego stwierdzenia dokładnie zapoznał się z moją książką _ Niemcy niszczą się same. _Przeciwnicy przypisują mi różne fałszywe cytaty, manipulują wypowiedziami po to, żeby zniesławić to, co napisałem. Ale podkreślam: nie jestem rasistą i nie znajdzie Pan nawet jednej mojej rasistowskiej wypowiedzi.

To weźmy na przykład taką: _ Nie muszę traktować jako moich współobywateli ludzi, którzy żyją na koszt mojego państwa, a zarazem odrzucają to państwo (...) i nieustannie produkują tabuny dziewczynek w nikabach _.

Rzeczywiście, to wypowiedź z jednego z wywiadów, którego udzieliłem.

Potem podkreślał Pan nawet, że była bardzo trafna.

Po raz kolejny, podobnie jak w książce, opowiadałem wtedy o imigrantach z krajów arabskich i z Turcji, i o problemach z nimi związanych. A dotyczą one chociażby edukacji czy rynku pracy.

I jeszcze raz mogę teraz powiedzieć, że nie muszę respektować kogoś, kto nie pracuje, a woli żyć z zasiłków. Kogoś, kto nie dba o edukację swoich dzieci, a produkuje kolejne tabuny takich dziewczynek. Szanuję za to wszystkich, którzy pracują i kształcą swoje dzieci, dbając o rozwój społeczeństwa.

Zatem nie uważa Pan swoich wypowiedzi za ksenofobiczne?

Nie. Ale jestem krytyczny wobec imigrantów z krajów islamu. W dziesiątkach statystyk w mojej książce dowodzę, że imigranci z innych kultur zachowują się inaczej, a to ma wpływ na gospodarkę i społeczeństwo. Więc jeśli potępiam jakieś zachowanie, to niekoniecznie muszę być ksenofobem. W Polsce też można przecież krytykować zachowanie konkretnych grup, co przecież nie będzie równoznaczne z rasizmem.

To prawda, chociaż zawsze pozostanie pytanie o styl wypowiedzi i pewną polityczną poprawność. Pan poza nią wykroczył i zapłacił za to utratą stanowiska w zarządzie Bundesbanku. Opłacało się?

Niczego nie żałuję. Spowodowałem bardzo ważną dyskusję w Niemczech. Co więcej, zdobyłem masę zwolenników, pozostałem osobą publiczną. Książka _ Niemcy niszczą się same _ okazała się dużym sukcesem, podobnie jak druga - _ Europa nie potrzebuje euro _.

Liczy się dla mnie to, że żaden, absolutnie żaden merytoryczny fakt z moich książek nie został do tej pory podważony. Nikt nie udowodnił mi błędów w przytaczanych statystykach i danych.

I nic by Pan w swojej pierwszej książce nie zmienił?

Być może język był zbyt powściągliwy _ (śmiech) _.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/88/m202328.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/ostra;krytyka;niemcy;i;francja;sabotuja;strefe;euro,36,0,1013028.html)Ocena ekonomisty z Waszyngtonu: Niemcy i Francja sabotują strefę euro * Znany ekonomista mówi Money.pl, że kryzys to nie sprawka Grecji. _ Gdyby nie Merkel i Sarkozy to ratowanie Europy zajęłoby mniej czasu _. Europa bez imigrantów z krajów arabskich byłaby miejscem lepszym, bogatszym?*

Powiedziałbym, że byłoby lepiej, gdyby nie zezwolono na imigrację osób, które nie chcą się integrować ze społeczeństwem, w którym żyją. W obecnej sytuacji w całej Europie trzeba myśleć o tym, jak promować asymilację imigrantów, i jak w przyszłości selekcjonować tych, którzy przyjeżdżają, a nie chcą się integrować, kształcić dzieci, a tylko żyć na koszt państwa.

Ile kopii książki _ Niemcy niszczą się same _ już Pan sprzedał?

Do tej pory 1,4 miliona. Gdy napisałem tę książkę, wydawnictwo wydrukowało najpierw 25 tysięcy egzemplarzy. Mieli wątpliwości, czy sprzedadzą tyle, bo było tam sporo danych i statystyk. Okazało się, że są w błędzie _ (śmiech) _.

Taka liczba pewnie daje Panu satysfakcję.

Nie pisałem książki po to, żeby zarobić. Chodziło mi o to, że temat jest niezwykle ważny i dlatego postanowiłem go poruszyć.

Zostańmy chwilę przy pieniądzach. Jest Pan bogaty, ale podobno zdarzyło się Panu żyć za cztery euro dziennie.

Nie do końca tak. Mówiąc dokładnie, sam za cztery euro dziennie nie żyłem, ale dowiodłem, że tak można. To było za czasów, gdy odpowiadałem za finanse w Berlinie. Chciałem w ten sposób pokazać wszystkim, którzy skarżyli się na niskie zasiłki, że są w błędzie. Wystarczy myśleć, kupować tańsze jedzenie, warzywa, gotować samodzielnie. To przecież jasne, że jak ktoś nie ma pieniędzy, to nie może jeść steków dwa razy w tygodniu, a potem narzekać na to, że zasiłki są zbyt małe.

Znów nieco kontrowersyjny pomysł.

Chciałem udowodnić, że skargi tzw. biednych to nonsens. Pomoc społeczna w Niemczech jest wystarczająca, by żyć na godnym poziomie. Nie ma biedy, tylko brak zdolności do zarządzania pieniędzmi.

Jeżeli ktoś żyje z pomocy, to musi żyć skromnie. A tymczasem wiele osób nawet nie potrafi gotować. Nie mają kontroli nad wydatkami, nad swoim zachowaniem, a potem narzekają. Oczywiście moje słowa wywołały wówczas oburzenie.

To samo powiedziałby Pan tysiącom młodych bezrobotnych w Europie?

Oczywiście, że nie. Sprawa, o której rozmawiamy, dotyczy zupełnie czegoś innego. Ja mówię o pomocy socjalnej, a Pan porusza szerszy problem kryzysu w Europie. Tego, dlaczego jest wysokie bezrobocie i dlaczego wiele osób nie może o siebie samodzielnie zadbać.

Właśnie kryzys strefy euro to jeden z głównych tematów Pana nowej książki. Po lekturze zastanowiła mnie przede wszystkim jedna sprawa. Mianowicie to, że próbuje Pan łączyć niemieckie próby ratowania strefy euro z poczuciem winy za Holocaust.

To prawda.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/49/m220209.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/to;angela;merkel;niszczy;strefe;euro;poslanka;greckiej;syrizy;rozmawia;z;money;pl,150,0,1106838.html) *Szokujące zapowiedzi ważnej, greckiej posłanki * Grecka partia SYRIZA, jeżeli wygra niedzielne wybory parlamentarne, nie będzie respektować umów z europejskimi partnerami w sprawie pomocy dla Grecji. Znów chce Pan wywołać sensację? Nie posunął się Pan o krok za daleko?

Wcale nie. Często można spotkać się z taką argumentacją. Niemieccy politycy łączą ze sobą niemiecką winę za Holocaust, wspólną walutę i konieczność ponoszenia odpowiedzialności za długi innych krajów Europy. Wychodzą z założenia, że poczucie winy za drugą wojną światową i Holocaust zniknie dopiero wtedy, gdy będziemy ratować Europę.

Poczucie winy za drugą wojnę światową jest ogromne i stąd bierze się teraz poczucie odpowiedzialności za Europę. A skoro odpowiedzialność, to dlaczego nie zastąpić dobrej marki niemieckiej nową walutą euro, która miała pomóc wszystkim. W ten sposób Niemcy raz na zawsze chciały wymazać poczucie winy, by móc cieszyć się z tego, że są gospodarczą potęgą.

W książce staram się pokazać absurd tej sytuacji. To tak jakby za swoją przeszłość mieli się w nieskończoność wstydzić chociażby Szwedzi, Rosja, Austriacy czy Turcy. Przecież to nonsens.

A nie wystarczyło powiedzieć, że być może obecne dążenie do ratowania euro wynika z tego, że Niemcy dopuściły do złamania kryteriów z Maastricht?

Ja doszedłem do sedna całej sprawy. A dojście do sedna powoduje, że na pierwszy rzut oka moje stwierdzenie może brzmieć absurdalnie.

Zatem strefa euro wyjdzie z kryzysu?

Nie potrafię przewidzieć przyszłości i nie daję na to pytanie odpowiedzi. Niemniej jednak myślę, że euro nie jest bezpieczne. Dlatego na przykład według mnie Polska nie miałaby żadnych korzyści z wstępowania do strefy euro. Nie wiem, co mogłaby zyskać. Nie znam żadnego dowodu na to, że euro przyczyniło się chociażby do poprawy na rynku pracy. W książce pokazuję, że było wręcz odwrotnie.

Thilo Sarrazin

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: thilo sarrazin, giełda, waluty, raport, raporty gospodarcze, pieniądze, unia, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, porady, najważniejsze, fundusze unijne, gospodarka światowa, giełda na żywo, banki
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz