Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agata Wołoszyn
Agata Wołoszyn
|

To koniec bazaru na warszawskiej Sadybie. Handlowcy muszą opuścić wieloletnie miejsce pracy

200
Podziel się:

Decyzja zapadła. Kultowy bazar na Sadybie niebawem zniknie z handlowej mapy Warszawy. Po 30 latach istnienia w miejscu bazaru ma stanąć apartamentowiec. - Jest nam strasznie przykro - mówią sprzedawcy, którzy pod koniec roku stracą swoje miejsce pracy i klientów, których zaufanie zdobywali przez lata.

To koniec bazaru na warszawskiej Sadybie. Handlowcy muszą opuścić wieloletnie miejsce pracy
Takich bazarów w Warszawie jest coraz mniej. W miejscu tego na Sadybie ma powstać apartamentowiec (money.pl, Agata Wołoszyn)

- Takich świeżych jaj, mięsa, warzyw i owoców jak tutaj nigdzie pani nie kupi - mówi sprzedawczyni punktu z pieczywem na warszawskim bazarze Sadyba. Niestety, tylko do końca 2021 r. klienci będą mogli nabyć tam te przysmaki. Potem w miejscu, gdzie teraz znajduje się bazar, rozpocznie się budowa apartamentowca. Wszystkie działki zostały już sprzedane deweloperowi. 

Smutny koniec wielu biznesów

Bazar Sadyba istnieje od 30 lat. Wielu sprzedawców traktowało swoje miejsce pracy jak drugi dom, a kolegów i koleżanki ze straganów obok - jak "rodzinę". Likwidacja pawilonów oznacza dla wielu osób koniec działalności. - Jest mi strasznie przykro. Kilkanaście lat sprzedawałam tutaj ubrania. Wszyscy się tu znamy, lubimy. Rozmawiamy i pomagamy sobie nawzajem. Ale tak będzie tylko do końca roku, bo klamka zapadła. Właściciele posprzedawali ziemię i trzeba będzie się wynieść - mówi sprzedawczyni jednego z pawilonów.

Kobieta prowadzi punkt sprzedaży odzieży. Można u niej kupić damskie spodnie, bluzy, swetry i wiele innych. Na szybie i drzwiach wisi tabliczka "wyprzedaż". - Już powoli staram się wyprzedawać rzeczy, żeby nie zostać potem z towarem - mówi sprzedawczyni. Kobieta na ten moment nie wie jeszcze, czym będzie zajmowała się w przyszłym roku, kiedy będzie zmuszona zamknąć swój biznes, ale nie ukrywa, że ciężko jej się z tym pogodzić.

Zgodnie z obecną umową najmu właściciele pawilonów będą mogli handlować na bazarze tylko do końca roku. Niektórzy jednak mają nadzieję, że ten czas zostanie choć trochę przedłużony, np. do kwietnia 2022 r. - Może tak jeszcze rok przetrwamy. Nie mam pojęcia - mówi sprzedawczyni punktu z odzieżą. 

Inni mają zamiar zrezygnować z handlu jeszcze przed końcem roku. - Słyszałam, że duża część osób chce zlikwidować swoje stragany wcześniej, już po wakacjach. W wakacje wiadomo, ludzie wyjeżdżają, to taki "martwy" sezon i bez sensu to dalej utrzymywać - komentuje sprzedawczyni jednego z pawilonów.

Nie każdy zacznie od nowa 

- Jesteśmy do końca roku i stawiają wieżowiec, cały bazar zniknie - rzuca chłodno sprzedawczyni punktu z pieczywem. Ekspedientka mówi, że wynajęcie nowego lokum znacznie przewyższa możliwości finansowe wielu sprzedawców. - Teraz są takie ceny, że kosmos, na dodatek w pandemii. Wydaje mi się, że większość sprzedawców po prostu będzie musiała znaleźć inny pomysł na zarobek, co w dzisiejszych czasach jest niesamowicie trudne - mówi kobieta. 

Część pawilonów na bazarze już została zlikwidowana. Niektórzy sprzedawcy przenieśli się kawałek dalej, ale jeszcze do końca roku udało im się zostać w obrębie bazaru Sadyba. Inni musieli wynieść się całkowicie i poszukać nowego lokum. Taka sytuacja spotkała pana Grzegorza, którego historię opisywaliśmy w money.pl. Właściciel punktu z naprawą obuwia oferuje teraz swoje usługi w innym miejscu, dlatego klientów musiał szukać w zasadzie od nowa. Jego los mogą podzielić inni sprzedawcy bazaru na warszawskiej Sadybie.

Nie ma co ukrywać. Klienci przyzwyczajają się do miejsc, dlatego od lat kupują i załatwiają konkretne sprawy w tych samych punktach, u tych samych sprzedawców czy usługodawców. Zmiana lokalizacji to twardy orzech do zgryzienia dla danego biznesu. 

Sprzedawcy z bazaru Sadyba chwalą swoje produkty i asortyment kolegów i koleżanek. - Owoce czy warzywa z supermarketu nie powinny się równać z tymi z bazarku. Jak pani kupi tutaj np. jabłka, to one są pyszne, aromatyczne i przede wszystkim niczym nie pryskane. Móc kupować takie zdrowe, swojskie produkty to fantastyczna rzecz. Niestety, teraz ludzie będą skazani na produkty z marketów, bo do najbliższego bazarku mają daleko i nie każdemu będzie się chciało jeździć - komentuje sprzedawczyni jednego z pawilonów.

Zamiast bazarku - apartamentowiec 

Co dokładnie powstanie w miejscu bazaru? Wojciech Marciniak, dyrektor ds. inwestycji deweloperskich z firmy Klinkierbud, mówi, że dokumentacja jest w trakcie przygotowywania, powstaje projekt i dopiero pod koniec roku będzie wiadomo więcej w tym temacie. - Nasza firma nie będzie jednak zajmowała się tą inwestycją. Wykonawcą będzie finalnie kto inny, ale nie chciałbym nic więcej mówić. Na ten moment mogę tylko powiedzieć, że powstanie apartamentowiec z lokalami usługowymi i mieszkalnymi. Teraz tworzy się koncepcja, a w przyszłym roku powinna rozpocząć się budowa - mówi Marciniak.

Zobacz także: Rewolucja w nieruchomościach. Powstają osiedla z prefabrykatów
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(200)
Paulina
6 miesięcy temu
Tak właśnie zabija się drobny handel. Lepiej po czystej alejce supermarketu oświetlonej pięknie ledami spacerować i kupować chłam z Chin lub produkty od polskich producentów po wyżyłowanych cenach (jabłka z biedronki nie są tak tanie bo dyskat zszedł z marży - producent nie ma wyboru i musi obniżyć marzę) niż ubrudzić obcasik w błotku i wesprzeć lokalny biznes. Niedługo będą już tylko supermarkety. Zobaczymy jak będzie miło zobaczyć swoją babcię czy ciocię wyplutą przez system zatrudnień - "niezdatną" do żadnej innej pracy, w logowanym polo Lidla czy innego dyskontu. Wtedy już będzie za późno. "Działaj lojalnie – kupuj lokalnie”
Kasia
7 miesięcy temu
Nareszcie zniknie to wysypisko chłamu z lat 90 ub. wieku. Mieli czas by ten śmietnik ucywizylizować, a nie łatać byle czym. Chodniki w błocie, budy koszmarne, towar przechodzony, ceny łupiące emerytów i mieszkańców. Brak parkingu.
Leeeeokadia
11 miesięcy temu
Często tam chodziłam na zakupy - po warzywa i owoce, bo mięso i wędliny już i tak od dawna kupowałam w sklepie Kiszeczka na Bartyckiej w Warszawie.
Kretyni
rok temu
Mam nadzieję że po tym psioczeniu żaden nie zmieni miejsca wciskania kitu tylko faktycznie na bezrobociu będą siedzieć bo przecież, w tym kraju nie ma dla nich roboty
SMUTNO
rok temu
się to czyta. Apartamentowce, biurowce i kasa to dziś się liczy, a ludzie nieważni. Tez kiedyś miałam pawilon i choć to nie jest praca marzeń to był to dla mnie super czas i super miejsce. Jeśli ktoś był samotny to miał gdzie iść pogadać, nie tylko kupić. A relacje ludzkie nie maja ceny. Ale ci co maja na to wpływ maja to zwyczajnie w dupie. Dziś już go nie ma bo kasa jest najważniejsza i tylko jedna myśl mnie dręczy dokąd zmierzasz człowieku i dokąd zajdziesz........... :(
...
Następna strona