Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Umowy handlowe TTIP i CETA oddają władzę korporacjom. "To zagrożenie dla demokracji"

Umowy handlowe TTIP i CETA oddają władzę korporacjom. "To zagrożenie dla demokracji"

Fot. Mariusz Gaczynski / East News

Te umowy nie zawierają niczego korzystnego dla społeczeństwa. Ich jednymi beneficjentami będą wielkie korporacje - mówi money.pl Maria Świetlik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. Jej zdaniem TTIP i CETA są zagrożeniem dla demokracji i suwerenności państw. - Kwestie społeczne, korzyści dla obywateli, ochrony środowiska czy zdrowia będą musiały ustąpić przed generowaniem zysków korporacji - uważa.

Przemysław Ciszak, money.pl: Negocjacje umów o wolnym handlu prowadzone są w ścisłej tajemnicy. Dostęp do ustaleń ma jedynie garstka osób. Telefony muszą zostać na zewnątrz, zabronione jest kopiowanie dokumentów, nawet odręczne notatki. Skąd ta cała konspiracja?

Maria Świetlik, Instytut Globalnej Odpowiedzialności: Komisja Europejska, która prowadzi negocjacje, tłumaczy, że rozmowy dotyczą umowy handlowej, co wymaga, by były tajne. Publicznie dostępne są tylko propozycje unijne, nie znamy natomiast stanowiska amerykańskich negocjatorów. Wersje skonsolidowane, czyli dokumenty opatrzone uwagami i Komisji Europejskiej i rządu USA, są utajnione i dostęp do nich może mieć tylko wąskie grono urzędników oraz - od jakiegoś czasu - europosłanek, europosłów czy posłanek i posłów niektórych krajów członkowskich.

Stanowisko to jest co najmniej niezrozumiałe. Nawet Światowa Organizacja Handlu dąży do tego, aby były one maksymalnie jawne i aby w ich tworzeniu brały udział wszystkie zainteresowane strony. Bo tu nie chodzi tylko o przeczytanie po fakcie dokumentów, ale przede wszystkim o udział w negocjacjach, którego odmówiono społeczeństwom po obu stronach Atlantyku.

Dlaczego tak się stało? Konsekwencje umowy Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi (TTIP) i z Kanadą (CETA) będą miały wymierny wpływ na obywateli.

Ponieważ te umowy nie zawierają niczego korzystnego dla społeczeństwa. Nie widzę innego wyjaśnienia. Jedynymi ich beneficjentami będą wielkie korporacje, a odbywać się to będzie kosztem małych i średnich przedsiębiorstw. Potwierdza to analogiczne, zawarte 20 lat temu, porozumienie NAFTA między USA, Kanadą i Meksykiem. Podczas negocjacji też snuto wizje korzyści. Efekt jest taki, że największym przegranym jest najbiedniejszy z tej trójki Meksyk, a w drugiej kolejności Kanada. Najwięcej zyskały silne firmy z USA. Uważam, że z TTIP oraz CETA będzie podobnie.

Polska nie odnosi się tak krytycznie do tego paktu. A szef polskiej dyplomacji wyraził dla niej poparcie. W Unii Europejskiej to Niemcy najbardziej stanowczo protestują przeciwko TTIP, a są gospodarką znacznie silniejszą od naszej. O czymś nie wiemy?

Te stanowiska ulegają zmianie. Również w Polsce coraz częściej słychać głosy mniej entuzjastyczne wobec TTIP. Polskie władze rzeczywiście nie odrzucają umowy, ale zgłaszają do niej coraz wyraźniej zastrzeżenia. Z jednej strony mamy wicepremiera Morawieckiego i ministra Waszczykowskiego, którzy widzą głównie korzyści z jej zawarcia, a z drugiej ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, który mówi o tym, że TTIP zagraża polskiemu rolnictwu i będzie skutkować obniżeniem jakości polskiej żywności.

Zwolennicy TTIP podkreślają, że wzrośnie PKB, firmy będą rozwijać się dynamiczniej, powstaną nowe miejsca pracy. Dodatkowo umowa otworzy przed nami nowe rynki. Może nie taki diabeł straszny?

Wrócę na chwilę do analogicznej umowy NAFTA, przy której również mówiono o wzroście PKB, rozwoju rynku pracy itd. Z perspektywy czasu widać zupełnie coś przeciwnego. PKB wcale nie wzrosło, tak jak się tego spodziewano, a rynek pracy w Meksyku zamiast urosnąć skurczył się. Podobnie było w Kanadzie, nawet firmy z USA zwalniały pracowników.

Zamiast giganta w eksporcie żywności, jakim miał się stać Meksyk, mamy państwo, które obecnie nie zapewnia bezpieczeństwa żywnościowego nawet własnemu narodowi. Po 10 latach od zawarcia umowy o wolnym handlu blisko połowę żywności musiał importować, a w miejsce rolnictwa lokalnego przyszły wielkie korporacje, które dodatkowo przyczyniły się do zniszczenia milionów hektarów ziemi w wyniku chemicznej erozji.

Może w przypadku TTIP i CETA będzie inaczej?

Nie będzie. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Polska stanie się właśnie takim Meksykiem umowy TTIP. Ceny europejskich produktów rolnych spadną, bo zaleje nas tańsza i gorszej jakości żywność produkowana przemysłowo z USA. Zagrożony jest polski przemysł chemiczny, nie mówiąc o środowisku naturalnym. Również prognozy PKB przewidują nieznaczny wzrost od 0,1 do 0,3 proc. i to wygenerowany przez inne sektory gospodarki. O takich szczegółach głośno się nie wspomina.

Maude Barlow, kanadyjska
laureatka alternatywnego nobla i aktywistka w walce o sprawiedliwe traktaty handlowe, apeluje, by europejskie organizacje traktowały priorytetowo umowę CETA, która obecnie jest bardziej niebezpieczna niż TTIP. Wydawałoby się, że standardy kanadyjskie powinny być nam bliższe niż amerykańskie. Skąd zatem takie stanowisko?

CETA to umowa bardzo podobna do TTIP, ale w jej przypadku negocjacje już zostały zakończone i zostało mało czasu na udaremnienie jej zawarcia. Nie ma już czasu na to, by cokolwiek w niej zmienić. Możemy ją w całości przyjąć lub całkowicie odrzucić. Poza tym CETA może zostać wykorzystana jako furtka w razie fiaska TTIP dla amerykańskich firm, które działają na terenie Kanady w ramach spółek-córek, takich jak Monsanto Canada, Exxon Mobile Canada itd.

Mamy się czego obawiać. Aż 75 proc. koncernów górniczych ma siedziby w Kanadzie, równocześnie standardy w zakresie ochrony środowiska i praw człowieka i pracowniczych są tam niższe. Kanada jaką znamy - dbająca nade wszystko o środowisko i przyjazna ludziom pracy - już nie istnieje, a stało się to właśnie w ciągu ostatnich 20 lat na skutek umowy NAFTA. Niestety tego typu umowy handlowe mają to do siebie, że ujednolicając regulacje, równają w dół, a nie w górę. Możemy się więc spodziewać w Europie dalszych przywilejów dla korporacji i obniżania standardów ochrony naszych praw.

Na przykład w ramach umowy CETA istnieje zapis, mówiący o tym, że państwo nie ma prawa wprowadzić regulacji ograniczających wielkość banku. A to przecież sposób na kolejny kryzys finansowy. Tu z kolei przepisy dotyczące rynków finansowych w Europie są znacznie bardziej liberalne niż regulacje kanadyjskie.

W przypadku obu umów wiele kontrowersji wzbudza kwestia trybunałów arbitrażowych. W założeniu ISDS (ang. investor-state dispute settlement - klauzula o rozstrzyganiu sporów inwestor-państwo) miał chronić firmy przed nacjonalizacją zagranicznych inwestycji w niestabilnych krajach. Co się stało, że stały się zagrożeniem dla krajów o okrzepłej demokracji?

Mechanizm rozstrzygania sporów pozwala pozywać firmom państwa z pominięciem innych dróg legislacyjnych, takich jak krajowe sądy. Jest on jednym z kluczowych elementów umowy TTIP. Korporacje i sprzyjający im politycy postanowili wykorzystać negocjacje do ochrony prawa do zysku. Państwa tracą przez ISDS suwerenność w podejmowaniu decyzji oraz prawo do prowadzenia własnej polityki. Są pozywane przez wielkie korporacje i płacą gigantyczne odszkodowania za to, że występują w interesie publicznym. Zastraszane przez bogate koncerny groźbą procesu wycofują się z regulacji chroniących środowisko czy interesy konsumentów i pracowników.

No dobrze, ale kilka miesięcy w czasie wizyty w Warszawie komisarz Malmstrom zapewniała, że ISDS został zmodernizowany. Zastąpił go nowy mechanizm ICS, który ma poddawać sprawy większej kontroli i stać się bardziej transparentnym.

Jest tak samo skuteczny w przypadku pozwów korporacji przeciwko państwom jak jego poprzednik. Zmiany są kosmetyczne. To bardzo niepokojące, że z lekcji, jaką daje przykład Kanady czy Meksyku, nasi przedstawiciele w Komisji Europejskiej nie wyciągają właściwych wniosków. Zamiast wycofać się z umów zawierających mechanizm ISDS, umacniają je. Jeśli zostanie on raz wpisany do umowy wielostronnej, żadne z państw nie będzie miało możliwości wycofania się bez zgody wszystkich innych partnerów. W tym wypadku drobna korekta działania mechanizmu nie zmienia istoty problemu. Symulacje przeprowadzone przez europejskie i kanadyjskie think-tanki kilku głośnych spraw ISDS rozpatrywanych mechanizmami ICS dały ostatecznie ten sam efekt: interes wielkich firm okazał się ważniejszy niż regulacje państwowe.

Może podać pani jakieś przykłady?

Jest ich wiele. 60 proc. sporów rozpatrywanych przez grupę 15 arbitrów kończy się decyzją korzystną dla wielkich korporacji. Bardzo aktualna jest sprawa ropociągu Keystone XL, który miał doprowadzić ropę z kanadyjskich piasków bitumicznych do Ameryki. Pod koniec ubiegłego roku administracja Obamy odrzuciła aplikację firmy TransCanada, która chciała go wybudować. Powodem było zagrożenie ekologiczne i gigantyczne protesty społeczne.

Zaraz po tej decyzji koncern pozwał Stany Zjednoczone, powołując się na mechanizm ISDS z umowy NAFTA, pomimo że ścieżka sądowa w kraju nie została jeszcze wykorzystana. Pozew nie dotyczy zwrotu inwestycji, czyli 2,4 mld dol., ale spodziewanych zysków wysokości 15 mld dol. Jeśli rząd USA przegra sprawę, karę zapłacą Amerykanie, bo to przecież z ich podatków zbudowany jest budżet. Ta sprawa miałaby takie same szanse powodzenia w systemie ICS.

Głośny był też casus Philipa Morrisa.

Ten koncern tytoniowy również wykorzystał mechanizm ISDS do zakwestionowania australijskich przepisów dotyczących opakowań papierosów, mających na celu wspieranie zdrowia publicznego. Podobną sprawę założył przeciwko Urugwajowi. Ten ostatni jest krajem o niskim budżecie, ale przodującym w ustawodawstwie antynikotynowym, chwalonym za działania na rzecz zdrowia publicznego przez WHO. Urugwaj przyjął regulacje mówiące o tym, że 80 proc. powierzchni opakowania ma być wypełnione ostrzeżeniami przed skutkami palenia papierosów.

Philip Morris pozwał Urugwaj na kwotę 25 mln dolarów z tytułu naruszenia własności intelektualnej i utraty spodziewanych zysków. Kwota nieszczególnie wielka, jak na standardy postępowania tego koncernu, ale wystarczająco dotkliwa dla kraju. Nie chodziło jednak o wysokość odszkodowania, ale o pokaz i przestrogę dla innych. Poskutkowało - Nowa Zelandia wycofała się z podobnych regulacji, również w Unii Europejskiej przestano forsować tego typu pomysły.

Procesu obawia się też rząd Grecji. Syriza obiecała wyborcom, że nie dopuści do budowy zagrażającej środowisku i lokalnej społeczności kopalni złota w północnej Grecji. Koncern Eldorado Gold po podpisaniu umowy CETA może wytoczyć proces Grecji, powołując się na mechanizm ISDS.

Tak może się wydarzyć. Mechanizm rozstrzygania sporów ISDS daje międzynarodowymi korporacjom pozycję równą państwom i to jest bardzo niebezpieczne. Podobny przykład dotyczy innej kanadyjskiej spółki górniczej Gabriel Resources, która miała zamiar wybudować w regionie Rosia Monta w Rumunii największą w Europie kopalnię złota. Zainwestowała nawet we wstępne poszukiwania. Wielkie protesty społeczności lokalnej i ekologów pogrzebały inwestycję. Gabriel Resources zamierza ubiegać się o 2,7 mld euro odszkodowania. Umowa CETA pomogłaby w realizacji jej interesów.

Czy w Polsce też możemy się spodziewać takich pozwów? O tym na następnej stronie

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
nafta, handel międzynarodowy, ceta, ttip, isds, umowa dwustronna
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Ziuta2016
37.248.157.* 2016-10-03 21:58

Negocjacje umów o wolnym handlu prowadzone są w ścisłej tajemnicy. Dostęp do ustaleń ma jedynie garstka osób. Telefony muszą zostać na zewnątrz, zabronione jest kopiowanie dokumentów, nawet odręczne notatki. Skąd ta cała konspiracja?

Maria Świetlik, Instytut Globalnej Odpowiedzialności: Komisja Europejska, która prowadzi negocjacje, tłumaczy, że rozmowy dotyczą umowy handlowej, co wymaga, by były tajne. Publicznie dostępne są tylko propozycje unijne, nie znamy natomiast stanowiska amerykańskich negocjatorów. Wersje skonsolidowane, czyli dokumenty opatrzone uwagami i Komisji Europejskiej i rządu USA, są utajnione i dostęp do nich może mieć tylko wąskie grono urzędników oraz - od jakiegoś czasu - europosłanek, europosłów czy posłanek i posłów niektórych krajów członkowskich.

To ja się pytam: Kto to są ci ludzie, czy aby nie demokratycznie wybrani rządzący, którzy powinni służyć nam obywatelom? Oni są u nas na służbie!!!To w naszym imieniu obradują i wszystko powinno być JAWNE!!! Nie może być tak, że nasze życie zależy od garstki elit i ich pieniędzy. W obliczu śmierci wszyscy będziemy tacy sami, nadzy na stole w prosektorium. Życie jednego człowieka trwa zaledwie kilkadziesiąt lat. Świat będzie trwał nadal, ale dlaczego nasi potomkowie muszą żyć w zatrutej i zgnębionej przez pieniądz Europie.
stefan1018
109.196.112.* 2016-10-03 18:37
A wspaniały Morawiecki minister jako wychowanek elity bankowej , pomorze w tym żeby podpisać to , teraz będziemy zryć GMO dzięki dobrej zmianie , precz z politykami
em231
79.200.2.* 2016-04-25 18:06
nie podpisywac nic niech Ameryka idzie do diabla gdzie sie pojawia tylko smrod,zaczela od Meksyku,z Japonia,Wietnam ich wyrzucil a weszla do Europy i robi gnoj,chytra ich polityka i rzadzacy nie prezydent a Rockffeller,Rotschild,Soros to oni rzadza Europa nie dajmy sie zwiesc Boze widzisz i niegrzmisz ,przeciez Jezus cibie skrzywdzili zydzi ,bo byles za madry,jak teraz w Brazylii wypuscili komary zeby kasaly kobiety w ciazy ,zeby dzieci rodzily sie przyglupawe
Zobacz więcej komentarzy (292)