Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Afera SKOK Wołomin. Działania syndyka i komisarza pod lupą prokuratury. strona 2 z 2

Afera SKOK Wołomin. Działania syndyka i komisarza pod lupą prokuratury

Fot. PAP/Leszek Szymański

Rozmowa z Piotrem Stasiewiczem

Jacek Bereźnicki, money.pl: Czym jest dla pana upadłość SKOK-u Wołomin?

 

Piotr Stasiewicz, Stowarzyszenie Wspierania Spółdzielczości Finansowej im. Św. Michała: To jest największy przekręt finansowy w historii Polski, w którym kosztem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego zostały wyprowadzone ponad 2 mld zł, a za chwilę zostaną zalegalizowane.

 

W jaki sposób?


Najpierw w majestacie prawa, w przeciągu dwóch lat ze SKOK-u Wołomin "na słupy" można było wyprowadzić 80-90 proc. wszystkich pieniędzy zgromadzonych w tej kasie, po czym w tej chwili syndyk próbuje sprzedać ten portfel kredytowy z wolnej ręki za przysłowiową złotówkę. Głównymi beneficjentami w tej sytuacji będą osoby, które wyprowadzały pieniądze z kasy - będą mogły legalnie wprowadzić do obiegu. Są w to zaangażowane prawdopodobnie osoby na bardzo wysokich stanowiskach. Zamieszane w cały proceder są dawne służby WSI, które nadal mają wpływy i korzystają z nich.

 

Sugeruje pan, że poza siedzącym w areszcie Piotrem P. byli w to zaangażowani inni oficerowie WSI?

 

Tego nie da się przeprowadzić w pojedynkę bez odpowiedniego wsparcia i to wsparcia na każdym etapie sprawy Przecież było jeszcze kilka powiązanych z nim osób, które miały kierownicze funkcje w SKOK-u Wołomin, a jak dowiedzieliśmy się z mediów, przychylność KNF-u przed zawieszeniem działalności kasy mogła być związana z łapówkami 2,5 mln zł, jakie zarząd SKOK Wołomin miał zapłacić Adamowi Ch., założycielowi związanego z WSI Konsorcjum Victoria S.A. Nie ma możliwości w normalnych warunkach, przez dwa lata wyprowadzenia takiej ilości pieniędzy.

 

Jak to możliwe, że nikt o tym nie wiedział?

 

Wiedzieli o tym wszyscy. KNF doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo już w 2013 roku prokuratura w tej sprawie wszczęła postępowanie, właśnie na wniosek KNF-u. Generalny Inspektor Informacji Finansowej po kontrolach napisał wprost, że jest to pralnia brudnych pieniędzy - zagraniczne firmy spłacały nie swoje kredyty. Kredyty na duże kwoty miały wychodzić w gotówce - przecież nie ma technicznej możliwości, żeby taką ilość gotówki wyprowadzić z systemu. To nie są miliony, czy nawet dziesiątki milionów, ale miliardy.

 

Jaka według pana jest realna kwota wyprowadzonych ze SKOK-u Wołomin pieniędzy? Jak rozumiem, 800 mln, jakie pojawia się w śledztwie gorzowskiej prokuratury to tylko część?

 

Suma bilansowa SKOK-u Wołomin to ok. 2,8 mld zł, BFG wypłacił członkom kasy 2,2 mld zł, prokuratura w Gorzowie toczy śledztwo w sprawie wyprowadzenia 800 mln zł, a syndyk mówi, że wszystkie aktywa są warte 280 mln zł. Proszę zobaczyć, jaka jest rozbieżność.

 

Z wypowiedzi prasowych syndyka masy upadłościowej Lechosława Kochańskiego wynika, że aktualna wartość SKOK-u Wołomin jest niewielka ze względu na katastrofalną jakość kredytów.

 

Syndyk nie ma tu nic do gadania, bo przepisy upadłościowe mówią wprost, że w przypadku upadłości banku musi być podjęta próba jego sprzedaży w całości - to jest obligatoryjne. My to podnosimy na każdym kroku. Wszystkie wnioski, które składa syndyk, a pierwszy wniosek o odstąpienie od sprzedaży złożył już w kwietniu zeszłego roku, nie mają racji bytu. Bez bilansu, bez listy wierzytelności i bez wyceny przedsiębiorstwa? Wychodząc z założenia, że tego nie da się sprzedać, bo nie. To, że wnioskuje, że nie ma przedsiębiorstwa jako całości, to są tylko i wyłącznie jego działania.

 

Jakie działania?

 

Uniemożliwia spłatę kredytów, zamykając oddziały. Nie informuje ludzi, jak mają spłacać kredyty, a potem mu wyszło, że ma 90 proc. niespłacanych kredytów. W tej sytuacji występuje od razu z wnioskiem o sprzedaż SKOK-u Wołomin w częściach, czyli z wolnej ręki, dowolnym firmom, w dowolnej części, bez kontroli sądu.

 

Kto może być zainteresowany kupnem części SKOK-u Wołomin?

 

Jeśli pan wyłudziłby wcześniej takie kredyty, kupując od syndyka taki pakiet za grosze, może pan sobie te pieniądze w 100 proc. zalegalizować. Nawet po opłaceniu podatku jest pan legalnym posiadaczem pieniędzy, które wcześniej pan wyłudził.

 

Tak po prostu?

 

To oczywiście nie będzie taki prosty mechanizm, tylko to pójdzie przez sieć firm windykacyjnych i spółek, w tym zagranicznych, żeby nie dało się tego wyśledzić. Właśnie tu jest największy przekręt - kosztem BFG skorzystają ludzie, którzy brali udział w procederze wyprowadzania pieniędzy ze SKOK-u Wołomin. W tej sprawie było tyle zbiegów okoliczności, że to jest niemożliwe, że nie ma w tym wszystkim drugiego dna. Bardzo zastanawiający jest czas reakcji KNF. Moim zdaniem czekano, aż odpowiednia ilość gotówki zostanie wyprowadzona.

 

Czyli według pana ktoś w KNF-ie robił to umyślnie.

 

Na pewno jakieś wsparcie ze strony KNF-u przy tym procederze musiało być. Nie ma innej możliwości. Jeśli z kasy są wyprowadzane kredyty na te same osoby, na te same gwarancje, a już wcześniej kontrole wykazują, że są tam popełniane przestępstwa i nikt nie reaguje, to jest karygodne. Jerzy Szmit, obecny wiceminister infrastruktury, w październiku zeszłego roku złożył zawiadomienie w prokuraturze, zarzucając szefowi KNF Andrzejowi Jakubiakowi i jego zastępcom brak nadzoru KNF-u nad SKOK-iem Wołomin.

 

Za to państwo złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez syndyka.

 

Od chwili ogłoszenia upadłości SKOK-u Wołomin wchodzi pan Kochański, który od razu wszystko likwiduje. Wszystko. Bez żadnych list wierzytelności składa wniosek do sądu o sprzedaży kredytów z wolnej ręki. Już wtedy miało być to zalegalizowane, ale wtedy my jako poszkodowani zaczęliśmy drążyć sprawę i okazało się, że przepisy mówią co innego. Zaczęliśmy pisać wnioski do sądu, wypowiadać się publicznie, również podczas posiedzenia podkomisji sejmowej posła Święcickiego. I pani sędzia-komisarz Małgorzata Brzozowska przyznała nam rację, że najpierw powinna być wycena przedsiębiorstwa, a następnie wystawienie go w transparentnym przetargu. Ale po tych decyzjach zostaje odwołana. Nowym sędzią-komisarzem zostaje Arkadiusz Zagrobelny, który z Lechosławem Kochańskim prowadził już sprawę upadłości spółki z grupy Amber Gold.

 

Co się wtedy zmienia?

 

Nowy sędzia-komisarz wszystkie wnioski syndyka akceptuje w takim tempie, że nam pozostaje dzień może dwa, żeby się do nich ustosunkować (pod warunkiem codziennych wizyt w Sądzie). Po czym się okazuje, że nasze stanowisko jest odrzucane bo wcześniej zapadło postanowienie.

 

Co to za decyzje?

 

Wniosek syndyka, niezgodny z prawem, o likwidacji depozytu sądowego na kwotę 115 mln zł - zaakceptowany. Wniosek syndyka o rezygnację z windykacji kredytów, również niezgodny z prawem - klepnięty. To nie jest rola syndyka - syndyk ma obsługiwać kredyty, a nie rezygnować z windykacji.

 

I w każdej z tych spraw państwo złożyli zawiadomienia do prokuratury?

 

Tak. Następna rzecz: okazuje się, że potrzebna jest rada wierzycieli, która do tej pory nie była potrzebna, BFG nie wyrażał na to zgody, a takie wnioski składaliśmy. Nagle jest potrzebna. W trzyosobowej radzie wierzycieli jest przedstawiciel BFG - to zrozumiałe, bo to największy wierzyciel. Kolejny jest już jednak z NBP, który ma w SKOK-u Wołomin zaledwie ok. 400 tys. zł, a jednak zasiada w radzie wierzycieli.

 

Trzecim członkiem rady wierzycieli jest osoba prywatna.

 

Ta osoba faktycznie ma dużą stratę, ale w radzie nie ma żadnej roli. Decyzje zapadają w niej większością głosów. Wie pan, jaki jest jeden z pierwszych punktów rady wierzycieli? Odstąpienie od sprzedaży SKOK-u Wołomin w całości. Powinno być zupełnie inaczej: najpierw syndyk wystawia masę upadłościową w przetargu. Nie ma chętnego? To składa wniosek o odstąpieniu o sprzedaży w całości, sędzia go akceptuje, a następnie zgodę wyraża rada wierzycieli. Tak mówią przepisy. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Przepisy upadłościowe dotyczące banków wyraźnie mówią, że musi być podjęta próba sprzedaży w całości. Dopiero wtedy, gdy to się nie uda, może być sprzedaż w częściach.

 

Nie było żadnej takiej próby?

 

Na żadnym etapie nie było takiej próby. W tym przypadku taka decyzja rady jest potrzebna tylko po to, by sędzia mógł powiedzieć, że o sprzedaży w częściach zdecydowali wierzyciele, a nie on. Ale przecież rada tak naprawdę w ogóle nie reprezentuje wierzycieli!

 

Formalnie - tak.

 

Tu nie chodzi o kwestie formalne. Proszę zobaczyć, jaki portfel kredytowy będzie sprzedawany, ile było nieprawidłowości i ile śledztw jest toczonych. W takiej sytuacji powinno być to sprzedane w sposób transparentny, a nie przez syndyka z wolnej ręki. Jeśliby nas nie było, wszystko przeszłoby po cichu. Tak się jednak złożyło, że my utraciliśmy na upadku SW dorobek życia i po prostu mamy determinację, by o to walczyć. Jakby wszyscy wierzyciele dostali pieniądze od BFG, to nikt by się o to nie upomniał. To byłby przekręt doskonały.

 

Większy niż afera Amber Gold?

 

W przypadku Amber Gold ukradziono 800 milionów złotych, a w przypadku SKOK-u Wołomin może być nawet 2,5 miliarda! Podejrzewamy, że to samo będzie w przypadku SK Banku, który upadł niedawno - tam chodzi o 1,5 mld zł.

 

To samo, czyli?

 

Syndykiem masy upadłościowej SK Banku też jest Lechosław Kochański, a jednym z trzech sędziów-komisarzy jest Arkadiusz Zagrobelny, ten sam, co u nas. To jest ta sama grupa ludzi.

 

Rozmowa z Lechosławem Kochańskim*

Jacek Bereźnicki, money.pl: Stowarzyszenie Wspierania Spółdzielczości Finansowej im. Św. Michała zarzuca panu, że na żadnym etapie nie próbował pan sprzedać przedsiębiorstwa upadłego SKOK-u Wołomin w całości.


Lechosław Kochański, syndyk masy upadłościowej SKOK Wołomin:
To jest posługiwanie się argumentami bez znajomości akt sprawy i specyfiki postępowania upadłościowego. Sędzia-komisarz, który jest zarazem sądem w tym postępowaniu, dokonuje wyboru biegłego do wyceny przedsiębiorstwa. Ja złożyłem w zeszłym roku wniosek o powołanie biegłego i sąd się zastanawiał, do różnych biegłych wysyłał zapytania, ponieważ jest to duża sprawa, dość droga, chodzi o terminowość. Do momentu zmiany sędziego-komisarza sąd go nie wybrał. Sąd powołał radę wierzycieli, która także będzie mieć w tej sprawie głos.


To nie jest tak, że nie próbowałem - nie mogę sprzedać przedsiębiorstwa, a nawet podjąć jakiejkolwiek próby dopóki nie ma wyceny przez biegłego sądowego. Biegły wycenia przedsiębiorstwo i wtedy jest ustalona cena, o ile - to też kwestia procedury - sąd powoła biegłego i on dokona wyceny. Wtedy syndyk daje ogłoszenie w prasie i wszyscy zainteresowani mogą się zapoznać z tą wyceną i ewentualnie wtedy wnieść do niej zarzuty. Gdy nie ma zarzutów, syndyk może złożyć wniosek o zatwierdzenie warunków przetargu. Ostateczną decyzję podejmuje sąd.

 

Dlaczego zatem na pierwszym posiedzeniu rady wierzycieli pierwszym punktem obrad ma być decyzja, czy odrzucić sprzedaż masy upadłościowej w całości? Nie można z tym zaczekać do powołania biegłego?

 

Rada wierzycieli decyduje tak naprawdę o wszystkim. Tu chodzi tylko o to, by rada się wypowiedziała. To nie tak jak twierdzą - jak ich nazywam - nadgwaranci, że coś będzie głosowane. To jest dość skomplikowana sprawa, o której rada wierzycieli już wie, bo nie są to ludzie wzięci z Księżyca, lecz powołani przez sąd. Nim rada podejmie decyzję, w którym kierunku i czy w ogóle próbować sprzedać w całości, pod uwagę trzeba wziąć wszystkie za i przeciw. Tak to rozumiem.

 

A jeśli na rada zdecyduje za odrzuceniem sprzedaży w całości?

 

Bądźmy rozsądni. Jakbyśmy jutro rozmawiali, mogłoby się okazać, że jest zupełnie inaczej, niż druga strona sobie ubzdurała, że wszystko jest już poukładane, a w ogóle syndyk nie próbował. Nie próbował, bo nie może próbować sprzedać.


Czy decyzja rady o odrzuceniu sprzedaży w całości zamyka tę drogę?

 

Nie zamyka, bo ewentualna uchwała rady wierzycieli o odstąpieniu od sprzedaży podlega kontroli przez sąd upadłościowy, który może ją uchylić.

 

Ale powiedział pan, że rada decyduje o wszystkim.

 

Zawsze ostateczną decyzję i uchyleniu lub zatwierdzeniu podejmuje sąd, na co też przysługuje zażalenie. Jeśli napisze pan, że już podjęto decyzję, to będzie - przepraszam za wyrażenie - powielanie idiotyzmów i mitów, bo na razie będzie omawianie, jak do tego podejść. Rada wierzycieli będzie podejmowała wiele różnych decyzji. Wszyscy sobie ubzdurali teorię spiskową dziejów.

 

Stowarzyszenie wierzycieli mówi też, że w ogóle nie odpowiada pan na jakiekolwiek próby kontaktu z ich strony.

 

To też jest bzdura. Były na początku dość intensywne spotkania, zresztą uważam, że Kasa Krajowa powinna gwarantom pomóc - były próby zorganizowania takich spotkań. Nikt tego kontaktu nie szuka, jest to bardziej kontakt mediowy, jaki ten syndyk jest zły. Teraz jestem ten najgorszy i nie ma sensu się ze mną spotykać - ja to tak odbieram.

 

Czyli jest pan otwarty na kontakt z wierzycielami?

 

Oczywiście, że tak, dlaczego miałbym nie być. Ja działam w interesie wszystkich wierzycieli, a nie nadgwarantów, nie BFG i nie jeszcze innych, tylko wszystkich. Taka jest moja rola. To postępowanie jest dla mnie kolejnym potwierdzeniem tezy, że po pół roku prowadzenia postępowania upadłościowego najgorszy jest syndyk. Nikt nie patrzy, kto narozrabiał, ale najgorszy jest syndyk, bo nie wypłaca, czy nie podejmuje prób sprzedaży. Ja tego nie mogę zrobić dopóki nie będzie pewnych rzeczy, które są ode mnie niezależne.

 

Można to sprawdzić w poprzednio prowadzonych przeze mnie postępowań, zawsze jestem zwolennikiem sprzedaży przedsiębiorstwa w całości, to znaczy - prawie zawsze. Jeśli przedsiębiorstwo istnieje i będą większe środki dla wierzycieli. Tak było w przypadku DSS - jest 150 miejsc pracy, kopalnia działa i wszystko jest pięknie. W przypadku SKOK-u Wołomin akurat jest kłopot ze zdefiniowaniem przedsiębiorstwa i działaniem, to jest tylko i wyłącznie odzyskiwanie należności.

 

* Rozmowa z Lechosławem Kochańskim miała miejsce przed tym, jak dowiedzieliśmy się, że Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia przez syndyka i sędziego-komisarza obowiązków.

  • 1
  • 2
Następna strona
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
stefan506
188.146.77.* 2016-12-06 09:20
SKOK WOŁOMIN - odezwał się do mnie syndyk L. Kochański, aby wpłacić kilkaset złotych za kilkadziesiąt udziałów które posiadałem w tej kasie. Kiedyś myślałem, że syndyk mi je zwróci. Napisał, że zgodnie z art. 26 ust.3 Ustawy o skok oraz treścią par.59 ust.5 statusu SKOK Wołomin członek kasy odpowiada za straty powstałe w kasie do podwójnej wysokości wpłaconych udziałów. Tuż przed świętami taka niespodzianka. Co w tej sytuacji robić?
krzyszt0f
80.140.98.* 2016-10-19 18:26
ja, jakbym miał 400.000 € to bym je ulokował w 4-ch różnych bankach. Ale chytry dwa razy traci.
krzyszt0f
80.140.98.* 2016-10-19 18:22
Jaki idiota kupi w całości malutki bank, który ma 2 miliardy strat?
Zobacz więcej komentarzy (226)