Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Biedronka ma przejąć Piotra i Pawła. Handel w Polsce coraz mniej polski

Biedronka ma przejąć Piotra i Pawła. Handel w Polsce coraz mniej polski

Handel w Polsce jest coraz mniej polski. Wśród 10 największych sieci jest tylko jedna z polskim kapitałem
Handel w Polsce jest coraz mniej polski. Wśród 10 największych sieci jest tylko jedna z polskim kapitałem

W polskim handlu dominują Portugalczycy, po piętach depczą im Niemcy. A wszystko wskazuje na to, że Biedronka, królowa polskich dyskontów, niebawem powiększy swoje imperium o sklepy Piotra i Pawła.

Media donoszą, że sieć Piotr i Paweł ma niebawem trafić w ręce Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka. - Bez komentarza - odrzekł tylko na nasze pytanie odpowiedział Arkadiusz Mierzwa, kierownik komunikacji korporacyjnej w firmie z owadem w logo.

Jeśli ostatecznie Piotr i Paweł trafi w portugalskie ręce, oznacza to kolejne zmniejszenie się polskiego kapitału w handlu w Polsce.

Dziś pod względem przychodów króluje Jeronimo Martins z ponad 43 mld zł w 2017 r., na drugim miejscu jest niemiecki Lidl, na trzecim - brytyjskie Tesco. W pierwszej dziesiątce największych sieci handlowych jest tylko jedna firma z polskim kapitałem - Polska Sieć Handlowa Lewiatan. Grupa Eurocash jest właścicielem niektórych spółek (nie wszystkich), które organizują sieć Lewiatan na zasadzie franczyzy. Same sklepy są własnością franczyzobiorców – najczęściej są to polscy niezależni przedsiębiorcy.

Czy to, że handel w Polsce jest coraz mniej polski, powinno niepokoić konsumentów?

Biedronka odchudza Polaków. Wyeliminowała tony niezdrowych składników. Zobacz wideo:

 

 

Biedronka przejmie Piotra i Pawła? Producenci zagrożeni

Prof. Krzysztof Opolski z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że polscy konsumenci prędko zmian nie odczują - Co innego producenci - uważa profesor. Jego zdaniem, ci są w kiepskiej sytuacji i mają coraz mniejsze pole manewru w negocjacjach z powiększającymi się, choć i tak wielkimi, międzynarodowymi firmami. - Ich słaba pozycja negocjacyjna wynika po części z tego, że są bardzo rozproszeni. Gdyby się skonsolidowali, wyglądałoby to zupełnie inaczej - uważa prof. Opolski.

- A czemu się nie mogą skonsolidować? Tego naprawdę nie rozumiem. Tak byłoby im łatwiej, widocznie w grę wchodzą tu jakieś czynniki psychologiczne - dodaje.

Nie ma mocnych na Biedronkę

Biedronka ma w Polsce obecnie ponad 2800 sklepów. Jeśli przejmie Piotra i Pawła, jej królestwo powiększy się jeszcze o około 112 placówek. - Sieć tak szybko pobiegła do przodu, że aż zgubiła cały peleton - uważa Andrzej Wojciechowicz, ekspert z firmy FMCG Business Consulting. Lidl ma ponad 600 sklepów, dynamicznie rozwija się też sieć Dino. Nikt jednak nie jest w stanie dogonić Biedronki. Czy więc jest szansa, by ktokolwiek jej jeszcze zagroził na rynku polskich dyskontów, na przykład firma z polskim kapitałem?

Czytaj też: Fenomen sieci Społem. Ma więcej sklepów niż Biedronka i Lidl razem wzięte

- Nie ma na to szans - uważa Wojciechowicz. Jego zdaniem, aby ktoś nowy wszedł na ten rynek, musiałby to zrobić przez akwizycję już istniejących sklepów którejś sieci. - Chyba że ktoś by wymyślił zupełnie nowy model biznesowy. Tak było kilkanaście lat temu, gdy zaczęły się u nas pojawiać sklepy Leader Price. To było coś nowego - market wyłącznie z produktami marek własnych. Sieć odniosła spory sukces, pewnie funkcjonowałaby do dziś, gdyby podjęto inne decyzje biznesowe - uważa ekspert. Ponad 140 sklepów Leader Price trafiło w 2006 roku w ręce sieci Tesco.

- Jeśli ktoś zupełnie zrewolucjonizuje na przykład kwestię dostaw, to może ma szansę. Jednak jeśli jakaś sieć chciałaby u nas zaistnieć, powinna przejąć już funkcjonujące markety, na przykład sieci Netto czy Aldi - dodaje ekspert z FMCG Business Consulting.

Czy więc wymyślenie nowego modelu biznesowego to szansa na sieć rodem z Polski? Tak uważa prof. Opolski. - Mamy wiedzę, mamy doświadczenie, mamy też możliwości. A konkretne rozwiązania biznesowe zawsze można przecież podpatrzeć. Może więc odpowiedzią powinien być jakiś narodowy program budowy lokalnych, polskich marketów? Mogłyby one promować na przykład polskie, zdrowie i ekologiczne produkty. Tylko coś takiego wymagałoby wsparcia państwa, musiałyby być odpowiednie ulgi podatkowe na początek, bez tego byłoby ciężko - dodaje profesor.

- W handlu tak jest, że wszyscy zazwyczaj przegrywają z Francuzami. No i polskie sieci będą zawsze na straconej pozycji w starciu z międzynarodowymi gigantami. Może więc zamiast tworzyć wielkie handlowe okręty z dumnie powiewającymi flagami, lepiej będzie stworzyć sieć oferującą coś naprawdę unikalnego i jakościowego? - zastanawia się prof. Opolski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Czytaj także
Polecane galerie
Kamila
2018-06-28 00:48
Czemu mam wrażenie, że takie artykuły piszą ludzie bez praktyki dotyczącej sieci FMCG i bez znajomości rynku. Cytuje: "(...)Nie ma na to szans, aby ktoś nowy wszedł na ten rynek, musiałby to zrobić przez akwizycję już istniejących sklepów którejś sieci.(...)" Ekspansja cały czas trwa niestety w dużej większości sieci i nowe też próbują coś znaleźć dla siebie (ALDI, Aldik, K&M itp).... szanse to właściwi ludzie i przemyślane decyzje. Sądzę, że Panowie Piotr i Paweł w ostatniej chwili wychodzą z interesu ich życia., żeby nie podzielić losu Almy, Niestety rentowność jest rentownością i jeśli dana lokalizacja jej nie daje to żadnej dobrej wróżki na to nie znajdą.
qwerty
2018-06-07 00:46
Zgadzam się z Profesorem. Czas skończyć z walką o ilość jak w przypadku wielkich sieciówek, ale postawić na jakość mniej licznych a polskich sklepów. Niestety popularne sieciówki zwłaszcza dyskontowe to syf, brud,menele plączący się po sklepie i roznoszący choroby (bo alkohol tańszy niż gdziekolwiek indziej), artykuły w kartonach, towar słabej jakości, sama chemia, no ale co zrobić jak liczy się ilość a nie jakość. Podobnie z personelem. Nic dziwnego, że jest syf jak są trzy ekspedientki, które muszą robić wszystko tzn. siedzieć na kasie, przyjmować towar, rozkładać go na półki, sprzątać i nie wiem co jeszcze robić. To nie jest praca nawet dla konia pociągowego, bo byłoby go szkoda. Wyzysk i oszczędność na wszystkim powoduje te podobno niższe ceny niż w innych sklepach. O ile? O 5 groszy na artykule? Wolę zrobić zakupy w jednym z osiedlowych supermarketów, o powierzchni podobnej do dyskontu. Jeden z tych sklepów był nawet większy od popularnej sieciówki, która przejęła niestety tę samą powierzchnię i zmniejszyła o połowę. Niestety prywatny właściciel musiał odejść od jednego sklepu z powodu choroby, nie miał go kto zastąpić, sklep był duży i nie podołał (pomimo, że przynosił zysk) ale posiada jeszcze dwa takie sklepy tylko trochę mniejsze. Tam jest czysto, wybór artykułów ogromny, nie ma meneli (bo alkohol nie jest w niższych cenach, więc taka "klientela" nie przychodzi). Panie co chwile przecierają taśmy, z podłóg można jeść. Personelu więcej niż w całym dyskoncie. Jedna osoba jest na stoisku z wędlinami i serami. Wszyscy mieszkańcy narzekają na zamkniecie tego drugiego sklepu bo bez niego jak bez ręki i niedługo nie będzie gdzie zakupów robić poza dyskontami. Poza tym nie oszukujmy się, powinny być dwie panie sprzątające pracujące na zmiany a ekspedientka powinna zajmować się sprzedażą żywności wyłącznie. Ja się pytam dlaczego sanepid to dopuszcza? Sieciówki można "dobić" wystarczą odpowiednie regulacje prawne
qwerty
2018-06-07 00:43
Zgadzam się z Profesorem. Czas skończyć z walką o ilość jak w przypadku wielkich sieciówek, ale postawić na jakość mniej licznych a polskich sklepów. Niestety popularne sieciówki zwłaszcza dyskontowe to syf, brud,menele plączący się po sklepie i roznoszący choroby (bo alkohol tańszy niż gdziekolwiek indziej), artykuły w kartonach, towar słabej jakości, sama chemia, no ale co zrobić jak liczy się ilość a nie jakość. Podobnie z personelem. Nic dziwnego, że jest syf jak są trzy ekspedientki, które muszą robić wszystko tzn. siedzieć na kasie, przyjmować towar, rozkładać go na półki, sprzątać i nie wiem co jeszcze robić. To nie jest praca nawet dla konia pociągowego, bo byłoby go szkoda. Wyzysk i oszczędność na wszystkim powoduje te podobno niższe ceny niż w innych sklepach. O ile? O 5 groszy na artykule? Wolę zrobić zakupy w jednym z osiedlowych supermarketów, o powierzchni podobnej do dyskontu. Jeden z tych sklepów był nawet większy od popularnej sieciówki, która przejęła niestety tę samą powierzchnię i zmniejszyła o połowę. Niestety prywatny właściciel musiał odejść od jednego sklepu z powodu choroby, nie miał go kto zastąpić, sklep był duży i nie podołał (pomimo, że przynosił zysk) ale posiada jeszcze dwa takie sklepy tylko trochę mniejsze. Tam jest czysto, wybór artykułów ogromny, nie ma meneli (bo alkohol nie jest w niższych cenach, więc taka "klientela" nie przychodzi). Panie co chwile przecierają taśmy, z podłóg można jeść. Personelu więcej niż w całym dyskoncie. Jedna osoba jest na stoisku z wędlinami i serami. Wszyscy mieszkańcy narzekają na zamkniecie tego drugiego sklepu bo bez niego jak bez ręki i niedługo nie będzie gdzie zakupów robić poza dyskontami. Poza tym nie oszukujmy się, powinny być dwie panie sprzątające pracujące na zmiany a ekspedientka powinna zajmować się sprzedażą żywności wyłącznie. Ja się pytam dlaczego sanepid to dopuszcza? Sieciówki można "dobić" wystarczą odpowiednie regulacje prawne
Pokaż wszystkie komentarze (34)