WAŻNE
TERAZ

Magiczna granica pękła! Polacy szturmują zbiórkę, WP wspiera akcję

Roboty jako zagrożenie czy nadzieja rynku pracy? Raport CEED Institute i debata ekspertów w studiu Telewizji WP 

Czy prawdziwa jest teza, że nadchodzi rewolucja, która zmiecie wiele zawodów z powierzchni ziemi? A może to właśnie roboty i sztuczna inteligencja wyciągną rynek pracy z kryzysu demograficznego? O przyszłości człowieka i jego koegzystencji z maszynami dyskutowali w studiu Telewizji WP najlepsi w kraju eksperci.

Obraz
Źródło zdjęć: © LESZEK ZYCH/REPORTER

Czy prawdziwa jest teza, że nadchodzi rewolucja, która zmiecie wiele zawodów z powierzchni ziemi? A może to właśnie roboty i sztuczna inteligencja wyciągną rynek pracy z kryzysu demograficznego? O przyszłości człowieka i jego koegzystencji z maszynami dyskutowali w studiu Telewizji WP najlepsi w kraju eksperci.

"Mobilność 4.0. Czy czwarta rewolucja przemysłowa wpłynie na migracje zarobkowe w krajach Europy Środkowo-Wschodniej?" – to tytuł tegorocznego raportu CEED Institute. Raportu, który mówi o nieuchronności zmian i próbuje nas przygotować do tego, że technologia będzie coraz mocniej ingerować w wiele dziedzin życia, w tym rynek pracy.

Dla Wirtualnej Polski raport instytutu był impulsem, by zaprosić do studia cenionych ekspertów i podyskutować o roli robotów w naszym życiu – tu i teraz, ale i za pięć czy dziesieć lat. Czy czeka nas zasadniczy zwrot i coraz mniejsza wycena pracy ludzi? A może przeciwnie – to roboty pozwolą na dalszy postęp i rozwój gospodarczy, a także dobrobyt ludzi. Kto powinien podjąć wyzwanie i przygotowywać społeczeństwo na nadchodzącą rewolucję? Debatę prowadził Tomasz Machała, wiceprezes WP, a jego gośćmi byli:

  • Jowita Michalska - prezes Fundacji Digital University;
  • Filip Łapiński - menedżer IBM, ekspert ds. robotyki;
  • Kamil Matuszczyk, autor opisywanego raportu, ekspert Uniwersytetu Warszawskiego i CEED Institute;
  • Piotr Ciżkowicz – profesor SGH, prezes zarządu Luma Investment;
  • Tomasz Misiak – ekonomista, przewodniczący Komisji Gospodarki Narodowej.

Sztuczna inteligencja na prawdziwym rynku pracy

Kamil Matuszczyk, autor raportu podkreśla, że dynamika zmian na rynku jest tak szybka, że pytanie – "jak będzie wyglądała praca w przyszłości?" – stawiają sobie wszyscy. I że w najbliższych 20 latach zmienimy sposób, w jaki pracujemy, bardziej niż to miało miejsce w ostatnich 200 latach. Szczególnie ważne zdaje się pytanie, czy powszechnie pojawiające się roboty, automaty, komputery i programy komputerowe będą tę pracę przyszłości ludziom zabierały. "Zachodzące procesy na rynku pracy w USA, opisywane przez ekonomistów, futurologów i inżynierów, dowodzą, że procesy te z całą pewnością nastąpią, a główny spór dotyczy momentu, kiedy to nastąpi oraz w jakiej skali. Procesy globalizacji wpływają na organizację produkcji i relacje zatrudnieniowe w różnym stopniu. Coraz częściej dotyczą również krajów Europy Środkowo-Wschodniej" – czytamy w raporcie.

Ale czy obawy te są słuszne?

- My raczej przesuwamy się w kierunku gospodarki opartej na wiedzy, gdzie to człowiek i jego kreatywność stają się istotą. A nie jego fizyczna siła i wykonanie pracy – mówił Tomasz Misiak, przewodniczący Komisji Gospodarki Narodowej. Przywołał tu przykład systemu sztucznej inteligencji, stworzony przez IBM - czyli Watsona. Watson wygrywał już z ludźmi w teleturniejach (m.in. Jeopardy, znanego w Polsce jako "Va banque"), ale Misiak przypomniał, że system jest świetny także w diagnozach lekarskich. IBM sprawdzał to przy rozpoznawaniu zmian nowotworowych, Watson wykazał się w tym wyższą skutecznością niż człowiek. – Czy to oznacza, że oddamy swoje zdrowie w ręce robotów? Nie, to oznacza, że lekarz będzie wspierany przez możliwości sztucznej inteligencji – mówił.

- Komputer, robot staje się partnerem człowieka. Bardziej ma służyć temu, by człowiek mógł skupić się na rzeczach, do których został stworzony: poznawaniu faktów, kojarzeniu ich, podejmowaniu decyzji – wtórował Filip Łapiński, ekspert IBM.

Tonował też obawy przed zmianami Piotr Ciżkowicz, prezes Luma Investment i profesor Szkoły Głównej Handlowej. Przytoczył on ciekawą statystykę – gdy w 1733 r. wynaleziono w przemyśle tkackim tzw. latające czółenko, w Anglii w tej branży pracowało ok. 2 tys. osób. Co spowodował wynalazek Johna Kaya? Że po 30 latach w tym tkactwie pracowało już 80 tys. osób.

- To właśnie sztandarowy przykład pewnego zjawiska, znanego także w ekonomii. Co widać, a czego nie. My dziś mówimy o znikających miejscach pracy, widzimy osoby wypchnięte z rynku pracy i magazynów przez automatyzację. Ale nie widzimy tych wszystkich miejsc pracy, które powstają obok – mówił ekspert.

Tymczasem według danych, w USA w ciągu ostatnich dziesięciu lat jedna czwarta nowych miejsc pracy została stworzona w zawodach, których przed tym okresem w ogóle nie znano.

Co zostanie człowiekowi?

Jowita Michalska, prezes Fundacji Digital University przywoływała słynnego myśliciela Raya Kurzweila, założyciela Singularity University. – Uważa on, że ludzie nie doceniają wpływu, jaki technologia będzie na nas miała w dłuższym okresie czasu. Jesteśmy zaangażowani w codzienną pracę, myślimy tu i teraz, a rewolucja to perspektywa raptem dziesięciu czy 15 lat – mówiła Michalska.

Jej zdaniem – z czym nikt w studiu Telewizji WP się nie spierał - sztuczna inteligencja wygrywa z człowiekiem w zawansowanej analizie danych, wyszukiwaniu wzorców zachowań itp. - I na tych stanowiskach, patrząc z ekonomicznego punktu widzenia, człowiek się nie zachowa. Za to kreatywność to jest nadal cecha przypisywana nam. Kreatywność, analityczne myślenie, praca w grupie, umiejętność pracy zdalnej, ale też w zespole. To kompetencje przyszłości, których trzeba uczyć już dziś – mówiła Michalska.

I opowiadała, że właśnie tak starają się uczyć dzieci.

- Uczymy robotyki, ale nie na klockach lego, tylko na elementach recyklingowych. Dodatkowo dzieci dostają zadanie, tworzą zespół, muszą podzielić w nim role. I mają zrobić prototyp. Na przykład na jednym ćwiczeniach zespół stworzył obrożę, tłumaczącą "język psi" na ludzki.

Michalska wskazywała też, że system edukacji w Polsce jest niestety nieprzygotowany na to, by dzieci przygotowywać do myśli, że będą pracowały w zawodach, które dziś nie istnieją.

- A czy rynek pracy się skurczy? Jest taka obawa, natomiast trzeba nad tym pracować i wiele mądrych organizacji, również w Polsce, dba o to, by ludzie z obszarów, które są automatyzowane, mieli szkolenia, nabywali nowe kompetencje – mówiła.

Eksperci podkreślali, że ochrona pracowników przed negatywnymi konsekwencjami automatyzacji i robotyzacji pracy jest konieczna. Jeśli nie nadrobią bowiem luk kompetencyjnych, może nam grozić powstanie dość szerokiej rzeszy tzw. bezrobotnych technologicznych. Co z kolei mocno obciąży systemy zabezpieczenia społecznego, a więc i finanse państwa.

Czy Polska może wstrzymać rozwój technologii

Piotr Ciżkowicz dowodził, że nie. Bo Polska raczej nie będzie miała powodów, by narzekać na nadmiar pracowników. - Polska jest najszybciej starzejącym się społeczeństwem w UE. Według prognoz do 2040 r. będziemy mieli o 30 proc. mniej osób w wieku studenckim. A mówimy tu o osobach, które mają potencjał i chęć do przyswajania wysokich kompetencji – mówił profesor SGH.

Dodatkowo, zacofanie technologiczne państw takich jak Polska oraz pogarszająca się sytuacja wskutek negatywnych zmian demograficznych może obniżać poziom atrakcyjności danego kraju.

- Właściciele firm, rządy? Kto ma inicjować to myślenie, nastawiające nas na właściwe tory? – pytał Tomasz Machała.

Filip Łapiński z IBM sugerował, że specjaliści nie powinni straszyć tą zmianą. – Efekt może być taki, że wstrzymamy rozwój technologii w jakiejś dziedzinie przemysłu, a ona się przez to stanie mniej konkurencyjna, bo będzie po prostu droższa. I już nic nie zostanie do bronienia. Tymczasem mądrze wchodząc w takie procesy, można per saldo uzyskać więcej – twierdził Łapiński.

Dziś jest tak, że dominuje retoryka straszenia społeczeństwa możliwymi konsekwencjami tych procesów.

Łapiński przytoczył tymczasem przykład samochodów – niegdyś montowanych właściwie ręcznie, dostępnych jedynie dla ludzi zamożnych. Wraz z postępem automatyzacji auta stały się dobrem powszechnym i per saldo liczba osób zatrudnionych w branży przy produkcji, sprzedaży itd. wzrosła.

Tomasz Misiak wzywał natomiast, by rząd też zaczął stosować właściwą politykę migracyjną. – Mieliśmy w ostatnich latach drenaż ambicji i mózgów, co dla rynku pracy było o tyle dotkliwe, że wyjeżdżają ci, którzy podejmują wyzwania, bardziej otwarci na całą Europę. Dlatego powinniśmy mówić o mądrej imigracji, ściągać do zawodów, do których nam zależy, pracowników z innych krajów. Musimy ich zaprosić do nas, rozłożyć czerwony dywan – przekonywał.

Eksperci w studiu Telewizji WP byli raczej zgodni, że rządy państw nie podejmują obecnie zbyt wielu konkretnych działań, które przygotowywałaby politykę społeczno-gospodarczą na skutki postępu technologicznego.

Mobilność na miarę XXI wieku

Prawie godzinną debatę podsumował autor raportu CEED Institute, Kamil Matuszczyk. Podkreślał, że ważne jest, by nie mówić dziś o zastępowaniu całych zawodów przez roboty czy oprogramowanie, a raczej konkretnych zadań czy działań.

Mówił też o tym, że zmiany technologiczne wpływają w dużym stopniu na ruchy migracyjne, zwiększając w praktyce mobilność pracowniczą. Ale nie jest to już mobilność rozumiana jako przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego. Ale zupełnie nowe zjawisko, w którym na rynku pracy zaczyna dominować elastyczność, interdyscyplinarność, brak przywiązania do miejsca pracy oraz konieczność ciągłego dokształcania.

- Największym wyzwaniem pozostaną kurczące się i jednocześnie starzejące się zasoby pracy. I tu nowe technologie i roboty mogą być sprzymierzeńcem, rozwiązaniem dla firm, które zmagają się z deficytem pracowników.

Matuszczyk nie chciał stawiać wyraźnych tez – jak zmieni się świat migracji pod wpływem kolejnej rewolucji przemysłowej. Zastrzegał, że mamy tu do czynienia z szeregiem zjawisk, których w tej chwili nie mierzymy, nie jesteśmy w stanie – poza intuicją – wychwycić ich w statystykach. Wróćmy więc do raportu. Wielostronicowa analiza CEED Institute kończy się słowami: "Szczególnie ciekawa wydaje się w przyszłości sytuacja imigrantów, którzy nie będą mieli szans odnaleźć się w gospodarkach 4.0. Prawdopodobnie obserwowane będą dalsze zmiany na światowej mapie migracji, jednak intensyfikacja procesów społeczno-gospodarczych oraz ogólna niepewność czasów, w jakich żyjemy, uniemożliwia określenia kierunków oraz skali tych przepływów".

Partnerem artykułu jest CEED Institute

Wybrane dla Ciebie
Spór z Episkopatem trwa od czasów PRL. Miasto zasypie przejście
Spór z Episkopatem trwa od czasów PRL. Miasto zasypie przejście
Kryzys dostaw. Rękawiczki coraz droższe
Kryzys dostaw. Rękawiczki coraz droższe
Awantura o "Misia". W miasteczku wrze. Trwa referendum
Awantura o "Misia". W miasteczku wrze. Trwa referendum
Chiny kontra UE. Spór o sankcje narasta
Chiny kontra UE. Spór o sankcje narasta
Cena za "talerzyk" w górę. Polacy wkładają więcej do koperty
Cena za "talerzyk" w górę. Polacy wkładają więcej do koperty
Próba zamachu. CNN: sprawca powiedział, że celem byli członkowie administracji Trumpa
Próba zamachu. CNN: sprawca powiedział, że celem byli członkowie administracji Trumpa
"Nadzór nad Zondacrypto bardzo ułomny". Ekspert ocenił ruch prezydenta
"Nadzór nad Zondacrypto bardzo ułomny". Ekspert ocenił ruch prezydenta
Nagły zwrot ws. węgla. Eksperci pokazują, co się dzieje w Indiach
Nagły zwrot ws. węgla. Eksperci pokazują, co się dzieje w Indiach
Miasta likwidują przedszkola. "Ślepa uliczka". Zandberg ma pomysł
Miasta likwidują przedszkola. "Ślepa uliczka". Zandberg ma pomysł
Najbogatsze miasteczko w kraju. Włosi zaskoczeni
Najbogatsze miasteczko w kraju. Włosi zaskoczeni
USA: strzały podczas kolacji z dziennikarzami. Trump ewakuowany
USA: strzały podczas kolacji z dziennikarzami. Trump ewakuowany
Nvidia bije rekord. 5 bilionów dolarów kapitalizacji
Nvidia bije rekord. 5 bilionów dolarów kapitalizacji