Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Piotr Pilewski
|

Dariusz Rosati: Polska polityka zagraniczna jest nieaktywna

0
Podziel się:

Money.pl: Czy satyra opublikowana na łamach niemieckiego "Die Tageszeitung" wydała się Panu w jakimkolwiek stopniu zabawna?

Dariusz Rosati, eurodeputowany, były Minister Spraw Zagranicznych: Oczywiście, że nie wydaje mi się zabawna. Mam widocznie inne kryteria satyry. To jest tekst niesmaczny i napisany przez kogoś, kto rzeczywiście żywi jakąś niechęć do Polaków. To jest kwestia smaku, natomiast na pewno nie jest powód do robienia wielkiej, politycznej hecy i skandalu.

Money.pl: Zwłaszcza, że tekst o podobnym stylu powstał wcześniej o kanclerz Niemiec, Angeli Merkel. Ta jednak - jak mówił autor w rozmowie z "Dziennikiem" - potraktowała go "z wielkoduszną powściągliwością". Kto jest odpowiedzialny za tę aferę? Niemcy, którzy opublikowali ten artykuł, czy Polacy, bo tak nerwowo na niego zareagowali?

*D.R.: *Odpowiedzialny jest autor artykułu i redaktor tej gazety. Zdumiewa mnie to, że polskie władze w tej sprawie oczekują oficjalnego stanowiska niemieckiego rządu, czy Ministerstwa Spraw Zagranicznych... To jest jakieś pomieszanie ról. Mam wrażenie, że nasi urzędnicy, czy politycy, jakby nie zdają sobie sprawy, że w demokracji media są wolne, wypowiedzi są różne i to, że jest jakiś niemiecki dziennikarz, który napisze niepochlebnie o polskim prezydencie nie oznacza, że trzeba rozpoczynać wojnę z Niemcami.

Money.pl: Czy incydent tego typu może zaszkodzić stosunkom polsko-niemieckim?

D.R.: To wszystko zależy od tego, jak później obie strony będą się zachowywać. W momencie, kiedy ze strony polskiej mamy odwołanie wizyty, to jest to bardzo poważny krok, który z całą pewnością nie leży w naszym interesie. Ciągle nie wiem na sto procent, czy to jest powodem, czy powodem jest stan zdrowia... Trudno z tych chaotycznych komunikatów wyciągnąć jednoznaczny wniosek, ale z całą pewnością zbieżność w czasie tych dwóch wydarzeń wskazuje, że to musiało odegrać jakąś rolę. Jeżeli odegrało, to uważam, że jest to bardzo poważny błąd ze strony polskiego prezydenta.

Money.pl: Autor Peter Köehler mówi, że nie chciał obrazić braci Kaczyńskich. Szefowa MSZ Anna Fotyga twierdzi natomiast, że oprócz nich obrażony został nasz kraj. Czy również odnosi Pan wrażenie, że Polska ucierpiała w skutek tego artykułu?

*D.R.: *Nie, nie przesadzajmy. To jest rzeczywiście tekst złośliwy, ale zdarzają się takie teksty - my też mamy takie gazety, które w sposób złośliwy, Posłuchaj całej rozmowyuszczypliwy, czasami przekraczając granice dobrego smaku, też piszą i o znanych politykach, i o politykach z innych państw. Z całą pewnością nie jest to powód, żeby wprowadzać napięcie w stosunki międzynarodowe - to jest po prostu prywatna opinia jednego z dziennikarzy i trudno. Właściwie najlepiej byłoby przejść nad tym do porządku dziennego i wyrażając dezaprobatę wobec tego typu tekstów, ale nie powinno to rzutować na stosunki polsko-niemieckie.

Money.pl: Dlaczego wszyscy się tak denerwują z powodu satyry?

D.R.: Nie denerwują się. Myślę, że prezydent tutaj źle zareagował. Odwołanie wizyty jest rzeczą niesłychanie ważną, zwłaszcza, że chodzi o Trójkąt Weimarski, który jest dla Polski niesłychanie istotnym instrumentem współpracy europejskiej. Myślę, że reakcja prezydenta jest bardzo mocno przesadzona. W momencie, kiedy sam prezydent jakby podniósł rangę tej sprawy na poziom stosunków międzypaństwowych, trudno się dziwić, że ta sprawa zajmuje wszystkich.

Money.pl: Spotkanie to jest symboliczne, bo Trójkąt Weimarski istnieje już 15 lat.

D.R.: To prawda. Mamy jubileusz. 15 lat temu instytucja ta została powołana jako gest Niemiec i Francji w stosunku do Polski, ale także jako możliwość otwarcia Polsce szansy na wpływanie na sprawy europejskie. Bardzo źle się stało, że to spotkanie zostało odwołane. Mam nadzieję, że jak emocje opadną to dojdzie do tego spotkania, ale niestety, szkoda ma miejsce dlatego, że w Polsce jest wielu ludzi, którzy mogą to zrozumieć opacznie i pomyślą sobie, że w Niemczech panuje antypolska atmosfera. W Niemczech z kolei "nadreagowanie" tego typu jest zupełnie niezrozumiałe. Tworzy to pewną opinię o tym, że Polacy albo są - w najlepszym przypadku - niesłychanie nadwrażliwi, a w gorszej wersji, że są po prostu nieprofesjonalni w dyplomacji, w polityce zagranicznej.

Money.pl: Jak Pan ocenia funkcjonowanie MSZ? Platforma Obywatelska zaapelowała do Kazimierza Marcinkiewicza, aby ten zajął się sprawami zagranicznymi, bo prezydent sobie po prostu nie radzi.

D.R.: Generalnie podzielam krytyczną opinię o działalności, może nie tyle MSZ, ale o polskiej polityce zagranicznej. Na poziomie koordynacji mamy Rosati: Polityka zagraniczna jest nieaktywnatutaj do czynienia z jakimiś błędami, ale to, co ważniejsze, polega chyba na czymś innym. Po prostu nie ma wizji polityki zagranicznej, nie ma wizji Polski, jej miejsca w Europie, nie ma koncepcji, czym ma być Unia Europejska. Dominuje jakaś podejrzliwość wobec partnerów europejskich, tendencja do samoizolacji. Bardzo mnie to niepokoi. Wydaje mi się, iż nowa minister spraw zagranicznych poddaje się tendencjom, które mają swoje źródło w Pałacu Prezydenckim, czy generalnie w kierownictwie PiS, rzutuje to na politykę zagraniczną. Zamiast rozwiązywać sprawy z Rosją, to otwieramy nowe fronty i zamiast poszukiwać sojuszników, to raczej ze wszystkimi się kłócimy.

wiadomości
wywiad
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)