Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Dzik: Hazardowa histeria i podludzie w kasynach

0
Podziel się:

Czy nie prościej by było, gdyby minister Kapica poszedł do kasyna i o tym, czy internetowe kasyna ścigać czy zostawić w spokoju, rozstrzygnęło jeden rzut na ruletce: czarne czy czerwone.

Dzik: Hazardowa histeria i podludzie w kasynach

Prace nad ustawą hazardową nabierają tempa. Przebudowa hazardowych regulacji jest w Polsce bardzo potrzebna, powinna być jednak robiona w oparciu o ekonomiczną kalkulację zysków i strat, a nie jako efekt kłopotliwej rozmowy Ryśka ze Zbyśkiem na stacji benzynowej.

Aktualne poprawki i autopoprawki do hazardowej ustawy to ostra jazda bez trzymanki. Jeszcze dwa lata temu były plany opodatkowania hazardu w internecie, a nawet wejścia państwa w ten segment, co miało przynosić dodatkowe zyski budżetowi.

Wraz z hazardową aferą przyszedł nierealistyczny projekt całkowitego zakazu hazardu internetowego, a od wczoraj rząd zaczyna okrakiem wycofywać się z tego pomysłu. Czy nie prościej by było, gdyby minister Kapica poszedł do kasyna i o tym, czy internetowe kasyna ścigać czy zostawić w spokoju, rozstrzygnęło jeden rzut na ruletce: czarne czy czerwone.

Wczorajsza demonstracja przedstawicieli firm bukmacherskich przed Sejmem to nowa jakość i rzecz ogólnie bardzo pozytywna. Przełamuje bowiem swoiste tabu, że o swoje ekonomiczne racje mogą publicznie dopominać się tylko takie grupy jak: pielęgniarki, bojówki górników czy rolnicy.

Być może przy okazji takich akcji, uda się przezwyciężyć błędny stereotyp, że branże oferujące używki śpią na pieniądzach. W rzeczywistości ich rentowność bywa niska, są miasta w Polsce, gdzie obecnie obowiązujące prawo dopuszcza uruchomienie dwóch kasyn, a nie działa ani jedno, bo to się po prostu nie opłaca.

Nie ma się czemu dziwić, skoro w Polsce obrotowy podatek od gier wynosi obecnie 45 proc., a rząd chce go podnieść do 50 proc.. Dla porównania, w Las Vegas, gdzie hazard faktycznie kwitnie, wynosi on... 6,25 proc..

Grupą o której również warto pamiętać w tej debacie, są gracze. Wysokie podatki dla branży hazardowej przekładają się pośrednio niższy standard obsługi klientów, więc polski gracz na luksusy rodem z Las Vegas liczyć nie może.

Sławetne dopłaty, od których rozpoczęła się afera nie były - wbrew temu co słyszeliśmy w mediach i od urzędników Ministerstwa Finansów - dodatkowymi podatkami obciążającymi salony i kasyna. Był to podatek obciążający gracza, tak jak VAT i akcyza obciążają konsumenta.

Niestety, u nas hazardziści, palacze czy konsumenci napojów wyskokowych są traktowani przez władze jako rodzaj podludzi, którzy nie mają żadnych praw i są tylko dojnymi podatkowymi krowami. W atmosferze antyhazardowej histerii głos o prawach graczy ma minimalną siłę przebicia, ale miarą dojrzałości państwa byłoby uwzględnienie również tego wymiaru.

Autor jest ekonomistą specjalizującym się w zagadnieniach racjonalności,
ekonomii behawioralnej i psychologii hazardu

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)