Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Dzik: Niech rząd ściga Polaków palących skręty w Holandii

0
Podziel się:

Rząd ogłosił, że nie będzie cenzurował Internetu i przepisy dotyczące rejestru stron niedozwolonych zostaną usunięte z projektu nowelizacji ustawy hazardowej. Trochę szkoda jednak, że potrzeba było do tego debaty z internautami, a nie wystarczył elementarny zdrowy rozsądek.

Dzik: Niech rząd ściga Polaków palących skręty w Holandii

Rząd ogłosił, że nie będzie cenzurował internetu i przepisy dotyczące rejestru stron niedozwolonych zostaną usunięte z projektu nowelizacji ustawy hazardowej. Trochę szkoda jednak, że potrzeba było do tego debaty z internautami, a nie wystarczył elementarny zdrowy rozsądek.

Pomysł cenzury internetubył kiepski z kilku powodów.Pierwszym jest to, co w psychologii nazywa się reaktancją albo efektem zakazanego owocu – obiekt do którego zakazano dostępu, staje się automatycznie bardziej atrakcyjny. Trudno o lepszą reklamę dla internetowego domu gry, niż stwierdzenie, że niedługo znajdzie się on na indeksie mrocznych stron internetu.

Argument premiera, że _ przestępstwa karane w świecie realnym nie były bezkarne w przestrzeni wirtualnej _choć z pozoru brzmiał logicznie, był wyjątkowym kuriozum. Gra w realnym, legalnie działającym kasynie, czy to w Warszawie czy greckich Salonikach, nie jest przestępstwem samym w sobie. Czemu więc ma nim być gra w legalnie działającym wirtualnym kasynie na Malcie?

Postawa rządu zakładała, że można obywateli karać za naruszenie norm polskiego prawa na terenie innej jurysdykcji. To przedziwna wykładnia, która umożliwia karanie Kowalskiego za wypalenie skręta w amsterdamskim coffee shopie, albo wlepienie mu mandatu i 10 punktów za jazdę 180 km/h na Autobahnie. Co ciekawe doktryna taka działa zawsze w jedną stronę i nie gwarantuje immunitetu np. po wypiciu flaszki wódki w Arabii Saudyjskiej.

Swoją drogą, aż strach pomyśleć co by było, jeśli frazę _ przestępstwo w przestrzeni wirtualnej _ władza rozumiałaby jeszcze nieco szerzej. Licealiści czy studenci mordujący hordy wrogów w grach sieciowych typu MMORPG stanęliby przed perspektywą długoletniej odsiadki czy nawet dożywocia za wielokrotne zabójstwo (albo przynajmniej mniejszych wyroków za znęcanie się nad takimi zwierzętami jak orki, gobliny czy smoki).

Rządowy pomysł na cenzurę sieci i stojące za nim karkołomne założenia były bardzo podobne to tych, jakie stosują Chiny – to władza miała decydować, jakie elementy globalnej wirtualnej wioski mogą być dostępne dla obywatela. Wyrazy uznania należą się koncernowi Google, że wolał poświecił spore profity w zamian za obronę wolności słowa w Internecie.

Co prawda wycofanie się Google z chińskiego rynku obywa się na razie jedną nogą, bo druga stoi w Hong Kongu, ale nawet taka mieszanka pragmatyzmu z idealizmem jest lepsza niż czysty pragmatyzm. Polski Rząd rezygnując z cenzury w sieci kierował się natomiast czystym sondażowym pragmatyzmem, ale nawet taki czysty pragmatyzm jest lepszy niż mieszanka pragmatyzmu z totalitaryzmem.

Autor jest ekonomistą specjalizującym się w zagadnieniach racjonalności,

ekonomii behawioralnej i psychologii hazardu

ZOBACZ TAKŻE:

Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)