Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Rząd robi sobie nowych wrogów? Zmiany na foreksie w ogniu krytyki inwestorów i brokerów

Rząd robi sobie nowych wrogów? Zmiany na foreksie w ogniu krytyki inwestorów i brokerów

Fot. Fotolia

Skończy się obracanie setkami tysięcy złotych z kilkoma tysiącami własnych środków. Ministerstwo Finansów szykuje zmiany, które ograniczą dźwignię finansową oferowaną klientom przez domy maklerskie. Przeciw są inwestorzy, którym chce się ograniczać możliwości zarabiania pieniędzy i brokerzy, którzy boją się strat i ostrzegają przed ucieczką klientów w szarą strefę, do Cypru, gdzie nie sięga kontrola polskich instytucji. W obronę pomysły Ministerstwa Finansów bierze za to KNF.

W czwartek 27 lipca kończą się konsultacje projektu zmiany przepisów dotyczących nadzoru nad rynkiem finansowym. Jedna z propozycji Ministerstwa Finansów zakłada wprowadzenie dużych ograniczeń dla inwestorów, którzy wciąż jeszcze mając 1 tys. zł na koncie maklerskim mogą obracać nawet kwotą 100 tys. zł. Wkrótce, przy takich samych pieniądzach na rachunku, ich możliwości inwestycyjne mogą spaść do 25 tys. zł.

Chodzi o tzw. dźwignię finansową, która ma zostać zmniejszona z 1:100 do 1:25. Oznacza to w praktyce, że inwestorzy albo będą obracać kwotami czterokrotnie mniejszymi niż teraz, co przełoży się na czterokrotnie mniejsze możliwości osiągania zysków (jednocześnie straty będą czterokrotnie mniejsze), albo będą musieli inwestować czterokrotnie więcej własnych pieniędzy.

Ten konkretny zapis wzbudza ogromne kontrowersje wśród zarówno inwestorów oraz graczy foreksowych jak i branży maklerskiej. Ci pierwsi narzekają głównie na wprowadzanie ograniczeń i niepotrzebne ingerowanie państwa w wolny rynek. Brokerzy wskazują z kolei, że przyniesie to odwrotny skutek od oczekiwanego przez Ministerstwo Finansów. To znaczy, że zamiast zwiększenia bezpieczeństwa, duża grupa klientów domów maklerskich będzie narażona na większe ryzyko.

Doświadczeni gracze mogą zarabiać na rynku Forex nawet kilka tysięcy procent. Zobacz wideo:

Wypowiedzi różnych środowisk zainteresowanych sprawą sprowadzają się de facto do tego, że państwo coraz mocniej ingeruje w wolny rynek i zamiast szukać sposobów realnej ochrony klientów instytucji finansowych, stosuje najprostsze metody, polegające na zakazywaniu lub ograniczaniu swobody działania.

Propozycji ministerstwa otwarcie broni za to Komisja Nadzoru Finansowego. Wskazuje na podobne działania w innych krajach europejskich i odrzuca zarzuty o promowaniu zagranicznych domów maklerskich, a w szczególności tych spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego, które oferując usługi w Polsce działają po prostu nielegalnie.

Inwestorzy przeciw. "Zakażmy jeszcze prowadzenia firm"

Celem projektu Ministerstwa Finansów jest - jak wskazuje w jego uzasadnieniu - podniesienie poziomu bezpieczeństwa uczestników rynku finansowego. Co więc konkretnie mówią najbardziej zainteresowani tematem, a więc sami inwestorzy?

- Z jednej strony można zrozumieć troskę ustawodawcy o dobro inwestorów. Oficjalne statystyki mówią przecież, że na forexie ponad 80 proc. inwestorów traci pieniądze. I jako główny argument podaje się oczywiście zastosowanie zbyt wysokiej dźwigni. Jednakże ten argument wydaje się mało trafiony - komentuje Michał Masłowski, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, które skupia wokół siebie ponad 11 tys. członków.

Według niego nie przyniesie to zamierzonych efektów, a nawet więcej, część klientów może uciec do zagranicznych firm, które w dużej mierze nie cieszą się dobrą opinią, a już na pewno nie są gwarantem bezpieczeństwa. M.in. dlatego, że nie podlegają nadzorowi polskich instytucji.

Michał Masłowski pokazuje też absurd w podejściu do postępującego ograniczania rynku forex w Polsce ze względu na statystyki, które pokazują duży odsetek ludzi tracących tam pieniądze. - Idąc tym tokiem myślenia należałoby zakazać prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Podobno więcej niż 90 proc. nowo zakładanych biznesów kończy się niepowodzeniem. Forex ze swoimi statystykami wypada na tym tle oszałamiająco dobrze - ironizuje wiceprezes SII.

Suchej nitki na propozycji ograniczenia dźwigni finansowej nie zostawia też fundacja "Trading Jam", również zrzeszająca kilkanaście tysięcy inwestorów. Oprócz kwestii ucieczki klientów za granicę, podnoszą też inny wątek.

"Obniżenie dźwigni finansowej do poziomu 1:25 spowoduje konieczność wnoszenia przez inwestora znacznie wyższego depozytu, aby utrzymać dotychczasowy sposób inwestowania. Jest to o tyle niekorzystne z punktu widzenia inwestora indywidualnego, iż funkcjonujący na polskim rynku system rekompensat przewiduje jedynie gwarancje depozytu do wysokości 20 100 euro. (...) Zdecydowanie odróżnia to poziom ochrony inwestora w stosunku do deponenta lokaty bankowej (gwarancja do 100 000 euro). Narazi to inwestorów indywidualnych na nieporównywalnie wyższe ryzyko utraty zainwestowanych środków w przypadku niewypłacalności ze strony firmy inwestycyjnej (brokera)" - czytamy w liście Rafała Zaorskiego, prezesa "Trading Jam", przesłanym do Ministerstwa Finansów.

Pełną treść listu fundacja opublikowała m.in. na swoim profilu facebookowym.

Domy Maklerskie stracą klientów? Koszty mogą być wysokie

Jednym głosem w sprawie planowanego obniżenia dźwigni finansowej mówią też polskie domy maklerskie. Z jednej strony potwierdzają obawy wysuwane przez inwestorów, a z drugiej zauważają poważny problem dla branży.

Izba Domów Maklerskich, reprezentująca ponad 20 największych brokerów, wylicza że spadek obrotów z tym związany może być na poziomie 30, a może nawet 40 proc. Taki był skutek poprzedniego ograniczenia dźwigni do 1:100 niemal dokładnie dwa lata temu.

O jakich pieniądzach mowa? Trudno oszacować, choć rok temu prezentowaliśmy dane KNF z których wynikało, że ponad 360 milionów złotych w ciągu roku stracili Polacy na rynku forex. Dane dotyczyły klientów grających u brokerów zarejestrowanych w Polsce. Jeżeli uwzględnimy wszystkich, roczne straty mogą przekroczyć pół miliarda złotych. Do tego dochodzą jeszcze przecież zyski, które też są niemałe.

Ile finansowo będzie to kosztować branżę? O takie szacunki jest jeszcze trudniej, choć wskazówką może być reakcja giełdy. W dzień po opublikowaniu projektu ustawy akcje największego polskiego brokera foreksowego XTB straciły na wartości blisko 90 mln zł. To pokazuje, o jakie pieniądze toczy się gra. A mowa tylko o jednym domu maklerskim.

Notowania akcji XTB na przestrzeni ostatnich 3 miesięcy i mocny spadek od połowy lipca

- Proponowane zmiany w ustawie znacząco obniżają konkurencyjność krajowych domów maklerskich działających w branży forex i de facto promują podmioty zagraniczne, które działają w Polsce, a nie podlegają jurysdykcji KNF - podkreśla Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich. W rozmowie z money.pl wskazuje, że będzie to wspierać rozwój tzw. szarej strefy, bo klienci będą przechodzić na platformy firm inwestycyjnych, które nie stosują się do polskiego reżimu prawnego.

Obowiązek cięcia wysokości dźwigni dotyczyłby tylko polskich brokerów oraz podmioty zagraniczne, podlegające polskiemu nadzorowi. Pozostaje jednak bardzo duża grupa podmiotów bez zezwolenia KNF, które w bardzo agresywny sposób reklamują swoje usługi w internecie.

Klienci pójdą w szarą strefę? To jeszcze większe ryzyko

- Zależy nam na tym, aby legalnie i uczciwie działające polskie firmy miały nie gorsze warunki konkurencyjne niż te, które nie podlegają polskiemu nadzorowi, a często w agresywny i nieetyczny sposób naciągają zupełnie nieświadomych ryzyka ludzi, roztaczając przed nimi wizje szybkich i wysokich zysków. W ostatnich latach znacząco wzrosła aktywność takich zagranicznych firm - zauważa prezes IDM.

Klienci, zawierający transakcje za pośrednictwem zagranicznych podmiotów niezarejestrowanych w Polsce, będą objęci mniejszą ochroną z uwagi na fakt, że nie wszystkie podmioty i instytucje powołane do ich ochrony u nas w kraju będą miały prawo do interwencji. Poszkodowany klient będzie musiał zwrócić się do zagranicznej instytucji i tam dochodzić swoich roszczeń, co ze względu na konieczność prowadzenia postępowania sądowego w kraju pochodzenia firmy inwestycyjnej oraz bariery językowe może stanowić problem.

Tego typu problem opisywaliśmy już w money.pl. Krach na franku w styczniu 2015 roku sprawił, że z rachunków foreksowych pewnego małżeństwa zniknęło 200 tys. zł. Następnego dnia duński bank inwestycyjny zażądał od nich 2 mln zł, na który rzekomo mieli zrobić debet. W reportażu "Ten moment, w którym człowiek ma myśli samobójcze" pokazaliśmy m.in. co z tym tematem zrobiła Duńska Komisja Nadzoru Finansowego. W skrócie można powiedzieć, że nie wiele, bo czym w takiej sytuacji jest nagana dla banku?

IDM zaznacza przy tym, że nie jest z założenia przeciwny ograniczaniu dźwigni finansowej, ale ważne, żeby była na takim samym poziomie w różnych krajach, co zapewniłoby równe warunki konkurencyjne i nie kusiło klientów do korzystania z podejrzanych platform internetowych.

- Dla początkujących dźwignia 1:25 może okazać się zbyt duża, ale też dla profesjonalnych graczy dźwignia 1:100 może nie być wystarczająca, by zastosować konkretną strategię inwestycyjną - komentuje prezes IDM.

- Samo ograniczenie dźwigni to nie klucz do poprawy bezpieczeństwa inwestorów - podsumowuje Waldemar Markiewicz. I wskazuje jednocześnie na inny zapis projektu ustawy, który mówi o blokowaniu stron zagranicznych brokerów działających nielegalnie w Polsce.

- Izba popiera działania, które mają ograniczyć szkodliwe praktyki na rynku, wyeliminować podmioty dokonujące nadużyć, a w konsekwencji zapewnić warunki uczciwej konkurencji krajowym domom maklerskim, działającym na podstawie licencji Komisji Nadzoru Finansowego. Za takie należy uznać choćby blokowanie stron zagranicznych brokerów, którzy będą działać na szkodę klientów. Jednak, aby te przepisy były skuteczne, należy je jeszcze dopracować. Trzeba pamiętać o podmiotach działających legalnie, ale w obcej jurysdykcji. Dodatkowo nie ma gwarancji, że blokada nielegalnej strony nastąpi zanim jakiś klient zostanie oszukany i czy to działanie wystarczy - podkreśla prezes IDM.

KNF staje w obronie projektu Ministerstwa Finansów

Opinie uczestników rynku, których dotyczą zmiany, są w zakresie dźwigni finansowej jednoznaczne. Resort finansów może jednak liczyć na pozytywne zaopiniowanie proponowanych zmian przez polskiego nadzorcę, czyli KNF.

- Urząd KNF popiera dalsze ograniczenie dźwigni, co jest kontynuacją propozycji zgłaszanej kilka lat temu przez KNF - wskazuje Jacek Barszczewski, rzecznik komisji. Argumentuje to m.in. podobnymi zmianami zachodzącymi w innych krajach europejskich.

Co z zarzutami Izby Domów Maklerskich, że nowe przepisy zmniejszą konkurencyjność krajowych brokerów? KNF nie zgadza się z taką opinią. Wskazuje, że przepisy nie będą znacząco odbiegały od tych przyjmowanych w UE odnośnie rynku forex.

Co z firmami foreksowymi, które nie podlegają polskim przepisom? - W zakresie podmiotów spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego, należy przypomnieć, że urząd KNF od dłuższego czasu zwraca uwagę klientów detalicznych, w tym poprzez nową podstronę urzędu poświęconą rynkowi forex, że takie podmioty oferujące usługi maklerskie na terytorium Polski naruszają przepisy ustawy o obrocie. Na chwilę obecną żaden z takich podmiotów nie uzyskał zezwolenia na prowadzenie działalności na naszym terytorium w formie oddziału. Co więcej, nawet jeżeli takie podmioty w przyszłości będą mogły świadczyć w Polsce usługi, będą również musiały wypełniać wymogi dotyczące limitu dźwigni, tak jak firmy inwestycyjne z Polski, czy Europejskiego Obszaru Gospodarczego - podkreśla rzecznik KNF.

Co dalej stanie się z projektem? Po okresie konsultacji, które były skierowane do bardzo różnych środowisk, być może niektóre zapisy zostaną zmienione. Ścieżka legislacyjna jest dosyć długa, więc jeszcze w temacie za pewne wiele będzie się dziać.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
INWESTOR
2017-07-31 19:26
LEWAR NA FOREX ISTNIEJE BO DZIENNE WACHANIA SĄ KOMICZNIE MAŁE. DOPIERO DŹWIGNIA 10X POZWALA JE ZWIĘKSZYĆ, ABY OSIĄGNĄĆ JAKIKOLWIEK ZYSK!!! Lewar 100 jest daje możliwość zawierania wielu transakcji. Dobrzy inwestorzy stosują czasem lewar 20X na transakcję i mogą otworzyć ich kilka.

NIKT NIKOGO NIE ZMUSZA DO RYZYKOWANIA CAŁĘGO KAPITAŁU NA JEDNĄ TRANSAKCJĘ!
STRATY TO WINA LUDZKIEJ GŁUPOTY I BRAKU WIEDZI NA TEMAT ZARZĄDZANIA RYZYKIEM
anty-PIS
2017-07-30 00:29
O wiele poważniejsze jest zażynanie branży najmu-już grzebią w podatku ryczałtowym, chcąc zwiększyć przychody-doraźnie zażynają całą branże.Zamiast 8.5 % ryczałt-PIs chce wprowadzić podatek 19%+ 500 zł, za 2 lata 1000 zł na ZUS i prowadzenie działalności gospodarczej.to się zupełnie nie opłaca.Lepiej sprzedać mieszkanie/ania.Nakłady-koszty związane z czynszami, to nie jest biurko ministra Marawieckiego-gdzie sobie teoretycznie wyliczają założenia.Zniszczą branże-to ucierpią ludzie wynajmmujacy lokale-a budżet i tak kasy nie dostanie .I tyle.PIS to jest zagłąda-polskiego binzesu, i upadek Polski.Brak powstrzymania tej partii-to jest koniec państwa.Oni zachowuja się-jak agentura obcego państwa.Piekne hasła-a rzeczywistośc jest taka-że jednych-przedsiobiorców czynią niewolnikami-jednej partii.Dlaczego Sadurska zarbia w PZU-90 tys/mies, dlaczegop JAsiński z PIS zarabia 135 tys./mies?To jest przesada.I takich z PIS w spólkach skarbu państwa jest bardzo wielu.Za nich Morawiecki nie bierze się.To jest skandal.Sami PIS-owcy wyprowadzacie takim prawem ludzi na ulice i to ludzi zdesperowanych.Jesień bedzie dla Was bardzo trudna i ciekawa.
Z
2017-07-29 08:45
Stracą tylko i wyłącznie zwykli ludzie którym będzie się zabierać wyższy depozyt i w konsekwencji stracą więcej pieniędzy z konta. Czy o to chodzi pisowi ?
Pokaż wszystkie komentarze (46)