Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Gałązka: Ciężka jazda z nowym rządem

Choć ministrowie rządu Jarosława Kaczyńskiego już nie rządzili, zdążyli jeszcze zamówić ponad 150 nowiutkich limuzyn dla podległych im instytucji.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Media doniosły, że choć ministrowie rządu Jarosława Kaczyńskiego już nie rządzili, to (wierząc w powrót na swe wygrzane fotele), zdążyli jeszcze zamówić ponad 150 nowiutkich limuzyn dla podległych im instytucji. *

Ich następcy, mogą być im wdzięczni, bo choć zapłacą za to z naszej kieszeni 15 milionów złotych, to winą za wydatki mogą obciążyć poprzedników. Zresztą powodów do wdzięczności mają więcej.

Przede wszystkim nie będą już musieli zmagać się z "politykami" w rodzaju Leppera czy Giertycha i ich towarzyszy. Po raz kolejny trafiona w dołek lewica dyszy w rogu ringu. Nawet w otoczeniu byłego premiera nie wszyscy już bezkrytycznie go uwielbiają i zamiast spijać miód z jego ust, porównują retorykę, którą się posługuje do filipińskiej gwary byłego prezydenta.

ZOBACZ TAKŻE:Premier: Mamy szansę zmienić życie Polaków na lepsze Łatwiej również kontynuować walkę z kleptokracją (oby konsekwentniej), niż ją dopiero rozpoczynać. I jak tu, już na początek, nie wierzyć w cuda?

W marketingu politycznym i wyborczym istotnym elementem planowania strategicznego jest profesjonalna ocena liderów i ich ugrupowań. Umożliwia ona wskazanie zalet i wad. Na tej podstawie, przy pomocy specjalistów, opracowuje się działania mające na celu przede wszystkim likwidację lub przynajmniej zminimalizowanie dostrzeżonych wad własnych i nagłośnienie cudzych, czyli posiadanych przez przeciwników.

Do takich należy przede wszystkim kłamstwo.

Powróćmy więc do sprawy zakupu samochodów. Najważniejszą zaletą w polityce jest zdolność zdobywania zaufania. Wśród pytań, które zadawane są podczas badań sylwetek polityków, można znaleźć także dotyczące podobnej transakcji: "Czy kupiłbyś od niego używany samochód?" Jeśli ktoś dokonywał już podobnych zakupów, wie jak dużo zależy od sposobu, w jaki sprzedający prezentuje nie tylko auto, ale przede wszystkim siebie, oraz czy jego zapewnienia traktujemy poważnie, czy jako "bajer".

*ZOBACZ TAKŻE: *
Winiecki: Tusk stawia na strategię małych kroków
Doświadczeni kierowcy wiedzą, że na drogach należy zachowywać się zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania w stosunku do innych użytkowników.

Jednak wydając pieniądze na wymarzony pojazd, najczęściej słyszymy to, co chcemy usłyszeć i ufamy we własną intuicję, więc mniej uczciwi sprzedający chętnie to wykorzystują. Na przykład bohaterowi serialu "Alternatywy 4" wystarczyło zapewnienie, iż zakupiony przez niego P-70 jest "w stanie idealnym".

W 2005 roku wsiedliśmy do pojazdu, o którego nabyciu demokratycznie zadecydowała większość z uczestników transakcji. Ci, którzy chcieli wybrać inny model lub nie brali udziału w negocjacjach też ponieśli koszty zakupu i eksploatacji.

Wyniki ostatnich wyborów wskazują, że wystarczyły dwa lata, by nie tylko oni uznali, że limuzyną IV RP okazał się znany z okresu propagandy sukcesu "polonez" z dziurawym tłumikiem, którego hałas nie przeszkadzał tylko bardziej leciwej i głuchej części pasażerów nie posiadających zresztą prawa jazdy. Kiedy jednak okazało się, że zatrudniony kierowca też go nie posiada, a na dodatek ma kłopoty z rozróżnianiem gazu i hamulca, zapadła decyzja o wymianie auta i castingu na szofera.

Nowy model ma być szybszy, bardziej komfortowy i mniej paliwożerny - zbudowany według technologii światowych i nie nawiązujący do rozwiązań zaliczanych do szczytowych osiągnięć motoryzacji socjalistycznej. Przede wszystkim jednak można zaliczyć go do nieużywanych dotąd w Polsce. Jazda nim niesie więc pewne ryzyko związane z eksploatacją prototypu. Zwłaszcza na drodze komunikacji władza - społeczeństwo oraz po wybojach porozumiewania się z aktualną opozycją.

Na razie można stwierdzić, że przynajmniej wnętrze jest bardziej wyciszone a ci, którym powierzyliśmy kluczyki starają nie wdawać się w pyskówki z pasażerami oraz innymi uczestnikami ruchu drogowego. Czy bezpiecznie dowiozą nas do celu? Czy pamiętają jak wyglądają znaki: "niebezpieczne pobocze" i "wjazd na drogę bez przejazdu"? To będzie ciężka jazda. Zwłaszcza, że poziom świadomości obywatelskiej można przyrównać do kilometrażu polskich autostrad.

Tym razem grozić nam może nie tylko kosztowna awaria, ale tragiczna w skutkach kraksa. A zamiast nowej jakości - przesiadka do rzęcha, którego opozycja wcale nie ma zamiaru oddawać na złom.

Autor jest dziennikarzem i publicystą, ekspertem w zakresie etyki i prawa reklamy, mediów i PR. Był doradcą ds. wizerunku w sztabach wyborczych różnych ugrupowań politycznych w latach 2000, 2001, 2002 i 2005.

Tagi: gałązka, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz