Notowania

Przejdź na
wiadomości
02.08.2010 06:00

Grabowski: Podwyżka VAT 2011 to najlepsze rozwiązanie

Podziel się
Dodaj komentarz

Money.pl: Zachęcałby Pan premiera do podwyżki VAT-u o jeden punkt procentowy?

Bogusław Grabowski, prezes Skarbiec TFI, członek Rady Gospodarczej przy Donaldzie Tusku: Oczywiście. To najlepsze z rozwiązań, by w krótkim okresie nieco zmniejszyć deficyt i poprawić stan naszych finansów publicznych.

Dlaczego najlepsze?

Bo niesie ze sobą najmniejsze ryzyko obniżenia wzrostu gospodarczego, a jednocześnie rodzi szanse na to, że będzie zaakceptowane przez społeczeństwo i inne partie.

Podwyżka VAT-u da budżetowi zaledwie 5,5 miliarda złotych. Dlaczego rząd nie zaproponował na przykład powrotu do wyższego poziomu składki rentowej?

Rzecz jasna można to było zrobić. Przecież obniżka składki i stawek PIT - przy jednoczesnym braku cięć jakichkolwiek wydatków - za czasów rządów PiS-u spowodowały zmniejszenie wpływów do budżetu o około 40 miliardów złotych rocznie.

Dlatego powrót do wyżej składki z punktu widzenia kasy państwa pewnie by się opłacił. Ale to wiązałoby się z jednoczesnym wzrostem liczby bezrobotnych. Bo przecież wyższa składka to większe koszty dla pracodawców i jednocześnie mniejsza liczba miejsc pracy. Dlatego na coś takiego rząd nie może się zdecydować.

To dlaczego rząd nie podnosi VAT-u na przykład o dwa punkty procentowe a o jeden?

Trzeba pamiętać o tym, że nasza gospodarka musi być konkurencyjna wobec innych państw Unii Europejskiej. Zbyt duża podwyżka VAT-u i wzrost cen produktów mogłoby nam zaszkodzić, bo ludzie przestaliby kupować polskie produkty. Można powiedzieć, że w zakresie VAT-u inne kraje przyszły nam w sukurs, bo już wcześniej podniosły stawki swoich podatków.

Ale 5,5 miliarda złotych przecież w ogóle nie rozwiązuje problemu wysokiego deficytu.

Krótkoterminowo powinno to pomóc w przejściu przez okres spowolnienia gospodarczego. Wyraźnie widać, że rząd szuka złotego środka, by_ łatać dziurę _ i nie wzbudzić protestów społecznych. Co oczywiście nie oznacza, że nie trzeba reformować finansów publicznych. Ale nie pochopnie, bo trudne decyzje wymagają wielu zabiegów, by zdobyć polityczne i społeczne poparcie.

*Na przykład reforma KRUS-u, która pozwoliłaby budżetowi zaoszczędzić kilkanaście miliardów złotych. Na nią jednak nie ma szans? *

A czy KRUS jest jedynym absurdalnym elementem naszych finansów? Przecież wystarczy wspomnieć chociażby o 50-procentowych kosztach uzyskania przychodów przez twórców, bardzo wysokich zasiłkach pogrzebowych, czy kolejnym absurdzie, jakim jest wspólne rozliczanie się małżonków. KRUS oczywiście jest bardzo medialny, ale absurdów jest znacznie więcej. I wszystkie trzeba reformować, co jest trudne ze względu na protesty poszczególnych grup społecznych.

Niemniej sprawa KRUS-u jest jedną z największych.

Obecny plan premiera zakłada bezpieczne przejście przez okres spowolnienia. Reforma KRUS-u jest potrzebna, ale to sprawa lat. A jest potrzebna nie tylko z punktu widzenia kasy państwa, ale również ludzi, którzy chcieliby przejść z KRUS-u do ZUS-u. Dzisiaj to jest niemożliwe. Na przykład kobieta, która pracuje w rolnictwie, a chce zostać fryzjerką, zapewne tego nie zrobi, bo straci wszystkie lata spędzone w KRUS-ie.

Zmiana tej zasady spowodowałaby nie tylko większą mobilność na rynku pracy, ale również większe przychody i oszczędności dla budżetu. Podobnie jest z mundurówką. Policjant nie pójdzie pracować do sektora prywatnego, bo chociaż być może będzie więcej zarabiał, to straci przywileje emerytalne.

Skąd zatem wziąć większe pieniądze dla budżetu? Zapowiadana prywatyzacja na poziomie 50 miliardów złotych jest realna?

Sama sprzedaż PKO BP i PZU dałaby dodatkowo kilkanaście miliardów złotych. Do tego premier zapowiedział sprzedaż nie tylko spółek, ale również majątku w postaci nieruchomości czy ziemi. To pozwoliłoby znacznie odciążyć finanse samorządów. Cieszy mnie to, że wreszcie odchodzimy od pomysłu trzymania w państwowych rękach tak zwanych strategicznych spółek. Bo prywatyzacja jest dobra nie tylko dla budżetu, ale również dla samych firm, które mogą liczyć na to, że będą efektywniej zarządzane.

*Nie przekonuje mnie jednak to, że te zabiegi wystarczą, by uleczyć nasze finanse publiczne. *

To prawda. Ale nie zgodzę się z ekonomistami, którzy mówią, że nasza sytuacja jest bardzo zła. Nie jesteśmy na drodze Grecji i jeszcze długo nie będziemy. Gdybyśmy porównali się z Włochami czy Niemcami, którzy stosują inne kryteria wyliczenia długu publicznego (chodzi o transfery z OFE –dop red.), to trzeba by powiedzieć, że nasz dług publiczny nie wynosi 50 a około 40 procent PKB.

Tagi: wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz