Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Jerzy Hausner dla money.pl: To nie zysk powinien być celem firmy. Jest masa ludzi, którzy chcą ciągle więcej. Przybywa jednak tych, którzy zauważają, że za tym idzie pustka. strona 2 z 2

Jerzy Hausner dla money.pl: To nie zysk powinien być celem firmy. Jest masa ludzi, którzy chcą ciągle więcej. Przybywa jednak tych, którzy zauważają, że za tym idzie pustka

Fot. Jan BIELECKI/East News

Pan chce do tego wszystkiego jeszcze, żeby odważni się wyłamali, poszli inną drogą, nie ścigali się już na kwartały. Może być trudno znaleźć chętnych.

Rzeczywiście to jest problem. Bo na początku na pewno będą jechali w tym wyścigu wolniej. Tyle, że podążając własną drogą dojdą dalej i ostatecznie wygrają. Musi jednak pojawić się cała grupa przedsiębiorstw, która zaczną zachowywać się inaczej.

Ale jak je do tego przekonać?

Pokazując przykłady firm, takich jak chociażby Lehman Brothers, które w pogoni za szybkim zyskiem nieomalże przewróciła całą światową gospodarkę. Zresztą to nie dotyczy tylko poszczególnych organizacji, ale i całych rynków.

Rynek forex może być na to dobrym przykładem? Od kilku miesięcy opisujemy w money historie ludzi, którzy na skutek nieuczciwych praktyk firm brokerskich popadli w gigantyczne długi, a nawet stracili oszczędności życia. W kolejnych krajach zakazuje się inwestowania na rynku forex, ostatnio w Belgii, o czym także informowaliśmy.

Tak, bo jeśli dopuszcza się na rynkach kapitałowych do tego, że część jego uczestników wygrywa i na hossie, i na bessie, to znaczy, że eliminuje się z gry warunek fundamentalny, czyli ryzyko i jego kalkulację. Przecież to ryzyko nie znika, jest tylko przerzucane na stronę trzecią. Innym przykładem jest kredyt hipoteczny. Przecież de facto ten produkt, w niektórych formach, generuje sytuacje, w której całe ryzyko odsuwane jest od banku w kierunku klientów. Subprimes to było właśnie to.

W takich warunkach instytucje finansowe nie mają żadnych ograniczeń, które są absolutnie potrzebne do tego, aby ich działalność była korzystna społecznie i ekonomicznie podtrzymywalna. Jeśli nie ma ryzyka, to mamy do czynienia z rodzajem oszustwa. A masowe oszustwo prowadzi do gospodarki rabunkowej. Rozwoju nie będzie.

Ryzyko powinno być rozłożone sprawiedliwie?

Rozkład ryzyka jest sprawą kluczową. Inną jest to, aby uniemożliwić grę na jakichkolwiek finansowych instrumentach o charakterze loteryjnym. Jeśli mamy cały system kontroli dopuszczający na rynek produkty żywnościowe, to powinniśmy też podobne zasady stosować do produktów finansowych. Nie jestem przeciwko ich tworzeniu, wymyślaniu nowych. Chodzi tylko o to, aby nie dopuszczać do obrotu tych ewidentnie szkodliwych. Sytuacja, w której wygrywa się na zapaści innych, w żaden sposób nie wspomaga rozwoju gospodarki. To jest dla niej bardzo niszczące, również dla firm, które na krótkim dystansie zyskują.

Tak jak banki, które przez kredyt frankowe mocno oberwały, a jeszcze mogą przecież stracić bardziej. Jest pan zwolennikiem ustawowej pomocy dla frankowiczów?

Nie uważam, że powinno być im dane wszystko, czego się domagają. Natomiast jedno nie ulega wątpliwości: te kredyty wprowadziły na rynek poważne zakłócenie. Jeśli ktoś nie zarabia we frankach, to nie powinien otrzymać kredytu w tej walucie. Kropka.

Wracając jednak do ekonomii wartości, naprawdę jest wystarczająco wiele dowodów na to, aby wreszcie powiedzieć: gra na zysk za wszelką cenę to działalność rabunkowa, a nie rozwojowa. Przypomina to trochę kogoś, kto czerpie korzyści z wycinania lasu, ale nie myśli o tym, co będzie jak go do końca wytnie.

Tylko, że w firmach za ich działanie rozliczani są konkretni ludzie. Oni również odpowiadają za zyski w tym krótkim okresie, jakim jest kwartał. Menedżerowie trochę nie mają jak zastosować pańskiej filozofii.

Ale dlaczego oni w to grają? Otóż dlatego, że mają bonusy od tego, że tak postępują. To im się po prostu bardzo opłaca, mimo świadomości długofalowych konsekwencji, które mogą być dla całej firmy zgubne. Oznacza to, że wadliwy jest system premiowy. Zachęca do niebezpiecznej spekulacyjnej gry. To jednak można ograniczyć przez takie uregulowanie wynagrodzeń kadry menadżerskiej, by po osiągnięciu pewnego pułapu, premie były płacone z wypracowanego zysku, po przeprowadzenie zewnętrznego niezależnego audytu i po opodatkowaniu.

Jedni zmienią zasady, a inni pozostawią gigantyczne premie i przyciągną najlepszych na rynku menadżerów. Może po prostu człowiek z natury jest chciwy i trudno to zmienić?

Najgorsze jest myślenie o świecie w kategoriach jego najlepszej z możliwych wersji i powtarzanie sobie, że choć są pewne błędy w tym, jak on jest skonstruowany, to uniknąć się ich nie da. To prawda, że uniknąć błędów się nie da, ale dlaczego tkwić w tych, coraz groźniejszych, rozpoznanych i przynoszących ewidentnie negatywne gospodarczo i społecznie konsekwencjach. Wystarczy otworzyć oczy i rozglądnąć się.

Dziś, w istocie rzeczy zastanawiamy się przecież już nad tym, co zrobić, aby gospodarka rynkowa - która jest motorem rozwoju - mogła dalej funkcjonować. Tej nastawionej wyłącznie na zysk - w mojej ocenie - nie da się już bezkrytycznie bronić.

Kongres „Open Eyes Economy”, który w listopadzie odbędzie się w Krakowie, zapowiada pan jako najbardziej ambitne i merytoryczne wydarzenie w tej części świata. Skąd przekonanie, że ktoś w ogóle będzie chciał się wsłuchać w polski głos w sprawie globalnej gospodarki?

Z reguły na kongresach wabikiem są międzynarodowe gwiazdy biznesu i polityki, które mówią w Bogocie to samo, co w Krakowie. Na ogół ich przesłanie jest uniwersalne. Uważam, że czas takich kongresów, kiedy świat przyjeżdża, aby nam coś opowiedzieć, się kończy. Polska ma już swoje osiągnięcia, możliwości i aspiracje. Nie musimy być już tylko tymi, którzy słuchają. Coraz częściej powinniśmy być tymi, którzy przekazują doświadczenia i inspirują.

Oczywiście, mamy znakomitych rodaków, którzy jeżdżą po świecie i opowiadają o naszym sukcesie. Bardzo dobrze, że tak się dzieje i niech robią to dalej. Dla mnie jednak ważniejsze jest to, aby problemy gospodarki zarówno nasze, jak i globalne konfrontować ze światem na naszym gruncie i na naszych warunkach.

Dlatego nie chcę, aby było to kolejne biznesowo-towarzyskie spotkanie samych swoich. Zależy mi na intelektualnym przepływie energii, który zaowocuje jasnym przekazem, oryginalnym i ważnym. Trzeba wreszcie zwrócić uwagę na to, czego przez dekady nie dostrzegaliśmy i pomyśleć, jak sobie z tym poradzić.

 

  • 1
  • 2
Następna strona
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
janek lewik
2016-09-20 22:20
gosciu odejdz z polityki jak kiedys !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! remontowalem twoje mieszkanie i wiem jakim jestes czlowiekiem odejdz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
menda
2016-09-20 13:26
"Tak jak banki, które przez kredyt frankowe mocno oberwały, a jeszcze mogą przecież stracić bardziej." Ktoś wie o co chodziło w tym zdaniu? Jak to niby lichwiarze oberwali przez CHF? Z tego co wiem to akurat bardzo dużo zyskali i cały czas się pasą. Nawet DudaPomoc nic nie zmienił, co najlepiej świadczy o tym gdzie jest miejsce państwa vs siła lichwiarzy.
adsenior
2016-09-20 12:56
Geniusz, no nic tylko "genek" z tego jurka. Za to genialne, naukowe odkrycie, winien dostać NEBULA!!
Pokaż wszystkie komentarze (170)