Notowania

wiadomości
14-02-2018 (14:40)

Jak dzięki internetowi pomnożyć pieniądze (i jak tego nie robić). Banki, a może coś innego?

Dzięki współczesnej technologii możemy oszczędzać i inwestować pieniądze online, często w sposób niedostępny "w realu". Pamiętajmy jednak, że sieć jest tylko narzędziem, natomiast decyzje i ich skutki musimy wziąć na siebie.

Podziel się
Dodaj komentarz

Z jak szybkiego internetu korzystamy? Co w nim robimy? Ile za niego płacimy? Choć na ten temat przeprowadzono już badania, chcemy sprawdzić to sami. W artykule poniżej znajdziecie nasz Narodowy Test Internetu. Zachęcamy do wzięcia w nim udziału.

Banki i tradycyjne metody oszczędzania

Wbrew pozorom, specjalna rewolucja nie miała tu miejsca. Trudno wskazać jakieś produkty bankowe, które powstały dzięki internetowi. Zaszły oczywiście olbrzymie zmiany, ale przede wszystkim w dostępie do rozmaitych instrumentów finansowych. One same raczej się nie zmieniły.

Dzięki internetowi mamy dostęp do w zasadzie wszystkich usług bankowych. Także tych, które służą oszczędzaniu i inwestowaniu: rachunków oszczędnościowych, lokat terminowych itp. W ramach wielu kont internetowych możemy otworzyć rachunki maklerskie, które ułatwią obrót papierami wartościowymi. Łatwiej i wygodniej jest to właśnie z własnego fotela, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by robić to wszystko tradycyjnie, poprzez osobistą wizytę w banku lub biurze maklerskim. Stąd o jakieś radykalniej zmianie nie może być mowy.

Warto zwrócić uwagę na tradycyjne produkty bankowe w wersjach dostępnych wyłącznie przez internet. Są to na przykład lokaty, które można otworzyć tylko przez sieć lub za pomocą aplikacji mobilnej. Ale każdy kij ma dwa końce. Są i takie produkty, z których skorzystamy jedynie po osobistej wizycie w banku, a przez internet są one niedostępne. Zależy to oczywiście od konkretnej oferty.

Są też produkty, by tak rzec, hybrydowe. A więc takie, o których możemy poprzez internet zebrać informacje, a nawet złożyć wniosek, natomiast samej operacji nie sfinalizujemy. Należą do nich np. IKE (Indywidualne Konta Emerytalne) czy IKZE (Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego). Ustawodawca przewidział do ich zawarcia formę pisemną i jest to warunek nie do przeskoczenia.

Trading, czyli rewolucja

I to właśnie dziedzina, w której internet przyniósł prawdziwą rewolucję. Znów, handlowano w ten sposób już przez nadejściem sieci, ale nie na taką skalę. Internet umożliwił w zasadzie nieograniczony dostęp do tego typu transakcji, niezależnie od miejsca i czasu, praktycznie każdemu. To, co do tej pory zarezerwowane było dla wąskiej grupy finansistów, stało się dostępne dla każdego szarego obywatela, który może zarządzać swoim portfelem i inwestycjami w zaciszu salonu bądź sypialni. Wrzućcie w dowolną przeglądarkę internetową słowo "forex", a przekonacie się sami, jak popularne jest to rozwiązanie.

Bo dokładnie o tym tutaj mówimy. Przy czym sam Forex w tradycyjnym znaczeniu jest tylko pewnym symbolem zjawiska. W sensie ścisłym to oczywiście międzynarodowy rynek obrotu walutami. Z czasem tego pojęcia zaczęto używać również w odniesieniu do rynku surowców czy innych towarów. W końcu zaczęto "foreksem" określać rozmaite platformy handlowe udostępniające klientom najrozmaitsze instrumenty, którymi można handlować. To dosłownie tysiące towarów i produktów.

Jak to wygląda w szczegółach? Pierwszym krokiem jest znalezienie biura brokerskiego lub maklerskiego, które pośredniczy w tego typu transakcjach i założenie tam rachunku inwestycyjnego. Biuro można bez trudu znaleźć online, najbardziej znane w Polsce to XM, XTB, BD Swiss, gdzie handluje się bitcoinem, easyMarkets itp. Np. notowany na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych XTB podaje, że ma takich rachunków blisko 200 tys. Z tego ponad 20 tys. to aktywni inwestorzy. To najlepiej pokazuje skalę zjawiska.

To czym można handlować? Praktycznie wszystkim, co ma jakąś wartość i można tym łatwo obracać. W grze są rozmaite instrumenty finansowe, waluty, kryptowaluty (nie tylko słynny bitcoin, lecz również takie, o których słyszało mniej osób: Dash, Ripple, Litecoin, Ethereum), także surowce czy metale szlachetne. W sumie np. wspomniana firma XTB oferuje takich instrumentów około półtora tysiąca! Wszystkie można prawie non stop kupować, sprzedawać, a w związku z tym zarabiać. Lub tracić, ale o tym za chwilę.

Wiele z biur maklerskich oferuje instrument zwany "lewarem" (czyli dźwignią), który umożliwia realny handel za wielokrotność posiadanej faktycznie sumy. Jeżeli np. biuro maklerskie ma w ofercie lewar "razy 10", to każdą posiadaną złotówkę mnożymy właśnie dziesięciokrotnie. Mając tysiąc złotych możemy obracać sumą 10 tys. złotych itd. Takim tradingiem zajmują się miliony internautów na całym świecie, już kilka lat temu szacowało się globalną wartość rynku na 4 bln dolarów (to właśnie kwota po "lewarowaniu").

Jest ryzyko, jest zabawa?

Tak więc, czy można na tym zarobić? Oczywiście! Problem polega na tym, że jest to obarczone sporym ryzykiem. W skali globalnej większa liczba inwestorów traci niż zarabia. Inaczej mówiąc, miliony internautów z całego świata tracą pieniądze na rzecz tysięcy, które na tym zarabiają. Czasem całkiem sporo. Dostępne szacunki mówią, że zyski osiąga w ten sposób ok. 3-5 proc. inwestorów. W Polsce według ankiety przeprowadzonej kilka lat temu przez Komisję Nadzoru Finansowego do osiąganych w ten sposób zysków przyznawało się ok. 18 proc. inwestorów. Co oznacza, że 80 proc i więcej na tym traci. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta: bo to nie takie łatwe. Wymaga dużej wiedzy, umiejętności i znajomości rynku. Co kupujemy, co sprzedajemy i kiedy to robimy. Od tego zależy powodzenie. Jak na giełdzie, tylko tutaj często dzieje się to w skali mikro, a decyzje trzeba podejmować bardzo szybko, co tylko zwiększa poziom trudności. To zawsze nasza decyzja, w której internet już nie pomoże. On tylko umożliwia przeprowadzanie transakcji, za którą odpowiadany już osobiście. I, jak pokazują statystyki, w ogromnej mierze popełniamy błędy.

Inną istotną wadą tego rodzaju inwestowania jest to, że jest ono szalenie absorbujące. To nie tak, że inwestujemy i zapominamy, przynajmniej na jakiś czas, w spokoju czekając na wyniki. Przeciwnie, musimy cały czas obserwować kursy i reagować adekwatnie do zmieniającej się jak w kalejdoskopie sytuacji. W praktyce zajmujemy się tym nieustannie i mało kto wytrzymuje to na dłuższą metę.

Specyfiką internetu jest też to, że zawsze może dojść do nieoczekiwanej awarii sprzętu. Wyobraźcie sobie, że w kluczowym momencie transakcji zawiesza Wam się komputer, rozładowuje się laptop albo tracicie połączenie. Niby drobiazg, niby zdarza się rzadko, ale taka sekunda może kosztować kogoś dorobek życia.

Crowdfunding – dziecko internetu

A właściwe - equity crowdfunding. To inwestowanie w czystej postaci, które możliwe stało się dzięki internetowi i bez niego nie miałoby racji bytu.

Czym jest crowdfunding, wiadomo. Zbiórką internetową, w której ktoś zbiera fundusze na określony cel. Crowdfunding kojarzy się głównie z przedsięwzięciami niekomercyjnymi, artystycznymi: ktoś chce nagrać płytę, wydać książkę czy zrobić film. W kontekście inwestowania i zarabiania pieniędzy mówi się właśnie o "equity crowdfunding", czyli crowdfundingu inwestycyjnym. Wpłacając jakąś kwotę pieniędzy na daną firmę stajemy się jej udziałowcami. Z nadzieją, że się rozwinie i dzięki temu w przyszłości zarobimy.

Na świecie ta forma inwestowania znana jest od dość dawna, w Polsce dopiero raczkuje. W tej chwili istnieją platformy takie jak: *crowdangels.pl czy, najstarsza w Polsce, *beesfund.com, gdzie tego typu oferty można znaleźć. Mają one już zresztą swoje sukcesy, czyli firmy które powstały właśnie z przeprowadzonej w ten sposób składki.

Dla przykładu, na platformie beesfund.com *z sukcesem zrealizowano zbiórkę 400 tys. zł na firmę Inne Beczki. To browar wytwarzający niezwykle ostatnio modne piwa rzemieślnicze. Inne firmy, które postały dzięki tej stronie to *Disco VR (największy salon wirtualnej rzeczywistości w Polsce) czy InPay (transakcje za pomocą bitcoina).

Czy to się opłaca? Jeśli firma osiągnie sukces, to pewnie tak. W dokładne zasady zwrotu z inwestycji trzeba się każdorazowo wczytać.

A inne sposoby?

Internet sprawił też, że o wiele prostszy stał się dostęp do hazardu. Np. do pokera, na którym niektórzy potrafią sporo zarobić, grając np. za niskie stawki na dużej liczbie stołów jednocześnie. Trzeba jednak pamiętać, że w Polsce obowiązuje ustawa hazardowa, która zakazuje korzystania z takich usług. Mówiąc wprost, jest to w naszym kraju nielegalne.

Miłośnikom takich form pozostają więc co najwyżej licencjonowane firmy bukmacherskie. Pomnożyć w ten sposób pieniądze pewnie można, ale ciężko powiedzieć, by była to bezpieczna inwestycja. Z drugiej strony, czy są jakieś formy lokowania pieniędzy pozbawione ryzyka?

_ Partnerem materiału jest Orange _

Tagi: wiadomości, gospodarka, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz

Wybrane dla Ciebie