Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Kondrat: Znane osobistości nie pomogą kandydatom

0
Podziel się
Kondrat: Znane osobistości nie pomogą kandydatom
bEgrcNat

Money.pl: Czy artyści powinni oficjalnie popierać polityków, powinni się angażować na przykład w kampanie kandydatów na prezydenta,tak jak teraz to obserwujemy?

Marek Kondrat, aktor, reżyser: Ja nie traktuję ludzi z punktu widzenia zawodu, jaki wykonują. Myślę, że jeśli ma ktoś w duszy potrzebę poparcia danej osoby, to popiera.

Ktoś ma jakieś nazwisko albo autorytet, czy też cieszy się sympatią ludzi i w związku z tym dołącza do jakiegoś grona wspierającego. Jednak nie dzieliłbym ludzi na artystów, pisarzy, rzeźbiarzy i tak dalej. Bo z tego nic specjalnie nie wynika.

bEgrcNav

Ale przyzna Pan, że nazwisko znanego aktora liczy się inaczej, niż na przykład nazwisko profesora. Szczególnie w takiej krótkiej kampanii wyborczej, ludzie sztuki mogą byćłakomym kąskiem dla sztabowców kandydatów.

Niestety obserwuję z przykrością, że u nas nazwiska profesorów są mniej znane niż nazwiska tak zwanych _ celebrytów _. Ale cierpi na tym jakość poparcia. Bo polityka i demokracja stały się medialne, a nie autentyczne. W związku z tym to media dyktują, co jest ważne, jakim językiem się operuje. Natomiast sama treść zniknęła.

Niesiołowski: PiS wystartował w wyścigu o większy wieniec
Dlatego kampania wyborcza to jest potyczka, do której nie przywiązuję specjalnie wagi, ale na którą mam swój pogląd. Natomiast to, co się dzieje w niektórych środkach masowego przekazu, straciło dla mnie kompletnie na znaczeniu i narusza moje poczucie inteligencji. Nie poruszam się według trajektorii wyznaczanych przez media. To stwarza fałszywy obraz.

bEgrcNaB

Czyli poparcie, ogłaszane w świetle kamer przez znane osoby, też jest mistyfikacją? Nie jest autentyczne?

Nie, w jakiś tam autentyzm wierzę. Nie można nikogo zmusić, żeby swój głos oddał na kandydata, w którego nie wierzy, któremu nie ufa i któremu dobrze nie życzy. Nie sądzę, żeby to był przymus. Natomiast nie wierzę też w siłę i komunikatywność czegoś takiego.

Zresztą aktorom bliżej jest do emocjonalności, aniżeli do racjonalności i rozumu. Mówię to po sobie. W związku tym specjalnie nie ufałbym takim wsparciom.

Nazwisko Wajda, czy Olbrychski nic nie znaczą? Nie zasugerują się nimi wyborcy?

Kandydatowi oczywiście może być miło, że się znajduje w jakimś dobrym gronie. Natomiast nie sądzę, żeby dla ludzi miało to jakieś znaczenie.

bEgrcNaC

Na przykład Andrzej Wajda, który wspiera Bronisława Komorowskiego, przed chwilą został od czci i wiary odżegnany za swoje stanowisko wobec pochówku na Wawelu. No i wie Pani, dla jednych coś to znaczy, dla innych nie.

Ale to nie oznacza, że jego autorytet jest autorytetem dla mas. Bo jego głos sprzeciwu wobec pochówku nagle umiejscowił go, dla wielu przeciwników kandydatury marszałka, po drugiej stronie frontu.

Zresztą u nas w kraju przecież nie toczy się rzeczowa rozmowa, to nie jest dialog na wartości, na pomysły na przyszłość. Tu się odbywa kompletna mistyfikacja i to jest duży nasz problem. Bo walka toczy się w jakiejś sferze duchowej, jakiejś sentymentalnej, płytkiej, dosyć naskórkowej.

bEgrcNaD

W Polsce jest pewien podział i powstał front, którego ja nie rozumiem. Nie rozumiem, co to znaczy _ nasza Polska _ wypowiadane przez jednych czy drugich, czy że_ tu jest Polska gdzie są jedni, a gdzie inni tam tej Polski nie ma _ i tak dalej. To jakieś absurdalne dla mnie, bo ja żyję w nieco innym świecie.

Ale jeszcze kilka lat temu ten świat nie był Panu obcy i wypowiadał się pan na tematy polityczne dość jasno, popierając polityków PO.

To jest jakiś etap w moim życiu, mam za sobą okres wspierania polityków, ale on dotyczył początków naszej demokracji. Dotyczył osób, które zmieniały mój kraj na samym początku wolności. Potem się trochę zmitygowałem i dzisiaj już nie opowiadam się za nikim oficjalnie.

Nie ma to dla mnie znaczenia, czuję się wyobcowany w jakimś sensie. Z racji wieku, doświadczenia, czuję się w pewnej odległości od tego wszystkiego. Staram się być człowiekiem wolnym, decydującym sam o sobie, a nie w jakiejś grupie. Dosyć mam grupy i opowiadania się w imieniu jakichś, domniemanych zbiorowości społecznych.

bEgrcNaE

**

Płaskoń: Łubu dubu, czyli co kandydaci robią w sieci A może po prostu jest Pan rozczarowany swoim zaangażowaniem, nie żałuje Pan tego?**

Nie , absolutnie, bo to tak jak bym próbował stawiać się w jakimś innym miejscu, niż jestem. A, jak powiedziałem, sam popierałem kiedyś różnych ludzi, więc nie jest to coś z czego drwię, czy co obarczam jakąś nutą pogardy. Po prostu nie wyrażam opinii na ten temat i się nie mieszam.

Natomiast jeśli ktoś chce udzielić poparcia jakiemuś politykowi, niech sam przed sobą się zastanowi. Ja bym nie radził i nie odradzał. Mam własną gorycz wynikającą z przeżycia tylu lat, mam własne przemyślenia. Ale to absolutnie nie upoważnia mnie do tego, żeby kierować czyimiś uczuciami, chęciami itd.

A czy ma Pan pewność, że w takim poparciu chodzi wyłącznie o wyrażenie swojego poglądu? Czy może angażujące się w kampanię artyści mogą coś zyskać? Po co na przykład Halina Frąckowiak, czy Jerzy Zelnik występują w komitecie honorowym PiS?

Pojęcia nie mam, co mogą zyskać pani Frąckowiak czy pan Zelnik. Wiem natomiast, że niczego nie zyskuje Andrzej Wajda i Janusz Głowacki, ponieważ oni mają swoją pozycję bez względu na to, czy się za kimś opowiedzą, czy nie. I ona jest kompletnie niezależna.

Natomiast wyrażają, jak podejrzewam, nie tyle swój pogląd, co pewien rodzaj opcji intelektualnej, łącznie ze strachem przed konkretnym rodzajem uprawniana polityki.

Czyli polityki PiS sprzed przemiany wizerunkowej jej lidera?

Chodzi o politykę, która nagle ulega jakiejś nieprawdopodobnej zmianie. Z krótkich spodni przenosimy się w długie, w surduty, cylindry i jesteśmy bardzo eleganccy. Chociaż wszystko to razem jest dość śmieszne. To tak, jakby w zoo zwierzęta pozbawiły się klatek, przebrały w futerka wyjściowe, założyły muszki i nagle ogłosiły, że Polska jest nadrzędną wartością.

PAP/Paweł Kula Faraon za Kaczyńskim, a za Komorowskim papież.
To nieprawdziwe, bo cała debata w naszym kraju jest, między innymi medialnie, zmistyfikowana. Wszystko, co nas dotyczy jest nieprawdziwe: nasz katolicyzm, nasze zarobki, nasze opcje i potrzeby. W związku z tym te wybory, razem z ich całą oprawą nie mogą być nagle prawdziwe i dotyczyć rzeczy fundamentalnych.

My tak naprawdę niczego nie zmienimy zwłaszcza, że prezydent w tym kraju ma bardzo ograniczoną władzę. Aczkolwiek, jak się okazało w poprzedniej kadencji, może uprzykrzać życie rządowi.

Skoro cała debata publiczna jest mistyfikacją, to czym będą się kierowali wyborcy w tych wyborach? Dadzą się nabrać na chwyty marketingowe?

Wyborcy mają swoje preferencje. I od dawna wiedzą, kto jest po jakiej stronie. Te wybory są sztucznie napompowane, mają w podłożu dramat, są nagłe i zmienione w swojej formie. Bo wszystko było jasne do 10 kwietnia, a teraz się nagle strasznie skomplikowało.

Ale przecież kandydaci nie są określeni jakoś inaczej, niż widzieliśmy to do tej pory. Wszystko o nich wiemy. Więc takie troszczenie się o debatę, na przykład zapowiedzi i nieustanne pytanie, kiedy do tej debaty dojdzie, są jakimś oczekiwaniem kompletnie absurdalnym. Jakbyśmy się mieli czegoś dowiedzieć.

Czy wobec tej całej krytyki Pan w ogóle wybiera się na wybory?

Owszem, ja uczestniczę we wszystkich wyborach. Pomyślałem sobie, że w końcu jakieś poglądy mam, więc tyle wykonam. Natomiast nie będę tego już ogłaszał publicznie.

O wyborach prezydenckich czytaj w Money.pl
*Kaczyński podziękował za 1 mln 650 tys. podpisów * - Łączy nas przekonanie, że Polska ma prawo )do marzeń. Że będzie silna, licząca się w świecie, sprawiedliwa - takJarosław Kaczyński podziękował 1 mln 650 tys. Polaków, którzy podpisali się na listach, które zostaną złożone w Państwowej Komisji Wyborczej.
*Pięciu najważniejszych kandydatów na prezydenta * Twardy gracz i ugodowiec, obrotny wicepremier i mało wyrazisty przewodniczący SLD oraz znany polityk bez zaplecza - to najwięksi gracze w starciu o fotel prezydenta. To najprawdopodobniej między nimi stoczy się bój.
*Fotel prezydenta kosztuje coraz więcej * 15 lat temu głos poparcia kosztował Aleksandra Kwaśniewskiego51 groszy. Reelekcja kosztowało go ponad dwukrotnie więcej. Przed pięcioma laty komitet Lecha Kaczyńskiego, który pokonał Donalda Tuska, za głos zapłacił już 1,63 zł.
*Czas na prawdziwą kampanię, II tura może zaskoczyć * Jarosław Kaczyński w wyborach prezydenckich, walczy przede wszystkim o umocnienie pozycji w partii. Jednak największym przegranym, w razie zwycięstwa Bronisława Komorowskiego, może okazać się nie szef PiS-u, ale SLD i PSL – oceniają politolodzy.
bEgrcNaW
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)