Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Kontrakt menedżerski to nie umowa o pracę. Jakie są różnice? [WIDEO]

Kontrakt menedżerski to nie umowa o pracę. Jakie są różnice?

Fot. istockphoto
Umowy cywilnoprawne kojarzą się w Polsce raczej negatywnie i utożsamiane są głównie z umowami zlecenie i o dzieło (czyli tak zwanymi "śmieciowymi"). Kontrakt menedżerski też jest takim typem umowy, ale dużo bardziej prestiżowym i dotyczy przede wszystkim kierowników wyższego szczebla. Czasami błędnie utożsamiany jest z umową o pracę, choć w rzeczywistości wiele go od niej różni.

Kontrakt menedżerski niekiedy jest również nazywany umową o zarządzanie. Właściciel firmy podpisuje go z menadżerem, który w zamian za wynagrodzenie zobowiązuje się do kierowania i podejmowania najważniejszych decyzji w przedsiębiorstwie.

Umowa-widmo?

Co ciekawe, kontraktu menedżerskiego nie definiują tak naprawdę żadne przepisy. Strony mogą w nim zatem zapisać cokolwiek, zgodnie z zasadą swobody zawierania umów zapisaną w Kodeksie cywilnym. Ważne tylko, żeby zapisy nie łamały prawa, ani "zasad współżycia społecznego".

Najczęściej jednak w kontrakcie menedżerskim znajdują się te same informacje. Powinien on zawierać:

  • obowiązki i uprawnienia menadżera,
  • cel umowy i wynagrodzenie,
  • zakres odpowiedzialności menadżera za podejmowane decyzje i działania,
  • rodzaj świadczeń dodatkowych przysługujących menadżerowi,
  • składniki wynagrodzenia,
  • kryteria oceny efektywności zarządzania,
  • sposoby rozwiązania kontraktu,
  • klauzule zobowiązujące do zachowania poufności zarówno w trakcie trwania kontraktu, jak i po jego rozwiązaniu.


Czasami właściciele firm, ze względu na niemal nieograniczony dostęp menedżerów do wrażliwych danych w przedsiębiorstwie, stosują również klauzulę o zakazie konkurencji. Zabrania ona pracy na rzecz konkurencji, często również przez wiele miesięcy po rozwiązaniu kontraktu. Więcej na temat zakazu konkurencji, na przykład w umowie o pracę, przeczytasz tutaj.

To nie jest umowa o pracę

Pomiędzy zlecającym a menedżerem nie może istnieć stosunek pracy. To znaczy, że zarządzający przedsiębiorstwem nie ma obowiązku robić tego w miejscu oraz czasie oznaczonym przez właściciela firmy i pod jego kierownictwem.

Brak bezpośredniego przełożonego daje zatem zdecydowanie większą swobodę i samodzielność, ale niesie też za sobą pewne zagrożenia. Kontrakt wiąże się zazwyczaj z nienormowanym czasem pracy. Nie obowiązuje tu bowiem zapisany w Kodeksie pracy 40-godzinny tydzień, nie ma też mowy o jakichkolwiek nadgodzinach.

Przy podpisywaniu umowy o zarządzanie trzeba mieć również świadomość, że zastosowania w tym przypadku nie mają również inne Kodeksowe przepisy. Menedżer nie ma zatem prawa do urlopu wypoczynkowego na takich zasadach, jak etatowi pracownicy. Również w przypadku choroby często nie będzie mógł pójść na tak zwane "chorobowe".

Kolejna sprawa to okres wypowiedzenia, który w tym przypadku tak naprawdę nie istnieje. Podobnie jak umowę zlecenie, kontrakt można rozwiązać natychmiast.

Umów o zarządzanie nie obowiązują też przepisy o płacy minimalnej. Ten problem jest jednak czysto teoretyczny, bo zazwyczaj wynagrodzenie jest przy tej formie bardzo wysokie.

Trzeba jednak pamiętać, że choć przepisy nie obowiązują z urzędu, to wiele zależy od tego, ile menedżer jest w stanie wynegocjować z właścicielem firmy. Może przecież umówić się na 40 lub 50 dni urlopu w ciągu roku. Jeśli druga strona się zgodzi, to nie ma żadnych przeszkód, bo nie obowiązuje tu Kodeks pracy.

Odpowiedzialność za błędy

Co w przypadku, gdy menedżer podejmie takie decyzje, które narażą firmę na duże straty finansowe? Teoretycznie poniesie za to pełną odpowiedzialność, całym swoim majątkiem. W rzeczywistości jednak zapisy kontraktowe są takie, że w ten sposób odpowiada tylko wtedy, gdy błędy popełnił umyślnie.

Zazwyczaj jednak pracujący w oparciu o kontrakt menedżerski zabezpieczają się przed błędnymi decyzjami i podpisują umowy ubezpieczeniowe od odpowiedzialności cywilnej. W razie bardzo kosztownych pomyłek wszelkie straty pokryje wtedy ubezpieczyciel.

Co z ZUS-em?

Jeśli chodzi o ubezpieczenia społeczne, to kontrakt obowiązują dokładnie takie same zasady jak umowę zlecenie. Z pensji pobierane są zatem składki emerytalne, rentowe, wypadkowe i zdrowotne. Problem pojawia się, gdy menedżer prowadzi działalność gospodarczą i to w jej ramach realizuje kontrakt. W takim przypadku odprowadza więc już ZUS od działalności i teoretycznie nie musi odprowadzać ich drugi raz od wynagrodzenia. Tak jest jednak tylko w przypadku umowy zlecenia.

Jeśli chodzi o kontrakt, to traktowany jest on jako "działalność wykonywana osobiście", a więc niezależnie od prowadzonej firmy. Oznacza to, że składki zapłaci dwa razy.

Czytaj więcej w Money.pl
Prezent na Dzień Kobiet. Zapłacisz podatek
Pracodawca musi za wręczony prezent potrącić część wynagrodzenia. Ale jest na to sposób.
Nowe prawo dla firm w maju trafi do Sejmu
Wicepremier zapewnia, że w projekcie uwzględniono wiele zgłoszonych do niego uwag.
Klient nie płaci? Tak go do tego zmusisz
W większości przypadków wcale nie trzeba iść do sądu. Czasami wystarczy zwykłe pismo. Jak je napisać?
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
kubełek
89.64.252.* 2015-06-23 13:16
ok, ale dlaczego są premie a nie ma odpowiedzialności za podejmowane decyzje, oczywiście interesują mnie kontrakty zawierane przez Spółki SP bo za nie płacę swoimi podatkami! no idlaczego wynagrodzenie nie jest opodatkowane progowo tylko 19% niezaleznie od wysokości wynagrodzenia? to jest dkandal!
mamok
89.69.40.* 2015-03-13 11:11
Tyraj ,tyraj i do piachu . Tak jest najdogodniej . .
Itworker
83.10.191.* 2015-03-13 08:58
Po co mi urlop płatny, ja miesięcznie wychodzę 1500 zł netto do przodu? Sorry, ale mogę miesiąc nie dostawać za to kasy, bo rocznie i tak jestem do przodu 2000*12 = 24tys.. Z tych pieniędzy sam sobie odkładam na emeryturę i przynajmniej ją dostanę. A Wy żyjcie łudzeniami, kłamstwami rządzących dalej.
Zobacz więcej komentarzy (9)