Notowania

Kryzys w Grecji przekształci się w Eurogeddon? Im gorzej w Europie, tym lepiej dla prof. Rybińskiego

Do tej pory pomysł prof. Rybińskiego przegrywał walkę z rynkiem i Europejskim Bankiem Centralnym, który nie chciał dopuścić do katastrofy w Eurogrupie. W niedzielę wszystko się może zmienić.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Maszewski/REPORTER)
Prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP

Grecja jest już praktycznie bankrutem. Od kilkunastu miesięcy finanse kraju trzymają się wyłącznie dzięki europejskiej kroplówce. Upadek Hellady i wyjście jej ze strefy euro to kłopoty dla milionów Greków, Eurogrupy, całej Unii oraz... niewyobrażalne zyski dla wszystkich, którzy trzy lata temu uwierzyli profesorowi Krzysztofowi Rybińskiemu. Po latach ogromnych strat, fundusz inwestycyjny Eurogeddon nigdy nie był bliższy wygenerowania zysków. Jak wysokich? Według pomysłodawcy od 100 do 200 procent w skali roku.

Do tej pory pomysł prof. Rybińskiego przegrywał walkę z rynkiem i Europejskim Bankiem Centralnym, który nie chciał dopuścić do katastrofy w Eurogrupie. Rząd Grecji od dwóch miesięcy wystawia jednak cierpliwość EBC na ciężką próbę, a porozumienia wciąż brak. A to woda na młyn Eurogeddonu.

W skrócie: im gorzej w Europie, tym lepiej dla portfeli posiadaczy jednostek funduszu. Brak umowy z Grecją w sprawie umorzenia części długów i natychmiastowego rozpoczęcia reform to sytuacja, na którą grupa inwestorów czeka naprawdę długo. W końcu to cień szansy, że proroctwo Rybińskiego sprzed trzech lat okaże się trafne i zacznie się spełniać.

Fundusz zarabia, kiedy główne giełdy w Europie zniżkują, dolar umacnia się do złotego i euro, drożeje złoto, rośnie oprocentowanie włoskich obligacji. Lawinowo traci z kolei, gdy trendy są odwrotne. Ten drugi scenariusz trwał praktycznie bez przerw przez ostatnie trzy lata. Jednak im gorzej dzieje się w Europie, tym lepsze nastroje wśród nielicznych posiadaczy papierów Eurogeddonu.

Udziały Eurogeddonu w momencie startu 22 lutego 2012 roku warte były 13,47 złotych. Z buńczucznych zapowiedzi nie zostało wiele, dziś jest to zaledwie 5,25 zł. Oznacza to, że każdy inwestor, który od startu do teraz trzymał papiery, stracił prawie 60 proc. włożonych pieniędzy. Biorąc pod uwagę, że od początku był to plan kierowany raczej do bogatszych inwestorów, nie są to małe kwoty. Minimalny próg wejścia to aż 160 tysięcy złotych (40 tys. euro), każda kolejna wpłata to przynajmniej 10 tysięcy złotych. A więc strata po trzech latach to przynajmniej 90 tysięcy złotych. Niewielu inwestorów to wytrzymało.

Zobacz, jak radził sobie Eurogeddon w ostatnich trzech latach

Jak wynika z analizy Money.pl w najlepszym momencie dla funduszu pieniądze ulokowało tam maksymalnie 25-30 inwestorów. Dziś jest ich zaledwie kilku, według naszych szacunków maksymalnie sześciu. Tylko garstka osób doczekała powiewu optymizmu. W ostatnim miesiącu fundusz Eurogeddon zyskał aż 16,67 procent. Takiego miesięcznego wzrostu nie było od początku istnienia projektu. Jeżeli ktoś zainwestował miesiąc temu, zyskał właśnie 26 tysięcy złotych.

Profesor Rybiński jest o krok od zostania polskim Nourielem Roubinim, czyli człowiekiem, który dokładnie przewidział wielki kryzys w USA i jego światowe następstwa? Rybińskiemu na pewno spodobałby się przydomek "Doktor Zakłady", którym od 2009 roku dziennikarze tytułują Roubiniego.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/245/m360181.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/krzysztof-rybinski-polska-jest-na-sciezce,54,0,1853238.html) Krzysztof Rybiński: Dalsze rządy obecnej ekipy to proszenie się o drugą Grecję

Money.pl zapytał wprost przebywającego od kilku lat w Kazachstanie profesora, czy odczuwa satysfakcję, że jednak miał - spóźnioną - rację w kwestii czarnych scenariuszy dla Grecji?

- Odczuwam żal. Po prostu żal mi Greków, których banksterzy przeczołgali przez sześcioletnią ścieżkę recesji i bezrobocia. W 2009 roku wzywałem publicznie do oddłużenia Grecji i do wyjścia tego kraju ze strefy euro. Gdyby tak postąpiono, to dzisiaj nie byłoby tego całego zamieszania, a Grecy mieliby się znacznie lepiej. Ale wygrały interesy banksterów, którzy mają polityków Brabancji w kieszeni - odpowiedział nam prof. Rybiński.

Wspomniani "banksterzy", jako główne źródło światowego kryzysu i obiekt prawdziwej nienawiści w wypowiedziach profesora pojawiali się praktycznie od zawsze.

Tak się wszystko zaczęło

Luty 2012 roku, profesor Krzysztof Rybiński - przez wielu nazywany często "superstar" lub po prostu celebrytą polskiej ekonomii - staje na konferencji i mówi, że gospodarki rozwinięte przedawkowały kredyty i że poważnie za to zapłacą. Profesor kreśli swoją wizję: W ciągu trzech lat definitywnie zbankrutuje Grecja i niedługo później wyjdzie ze strefy euro. To dopiero rozkręci finansową apokalipsę w Europie. Po Atenach padnie Lizbona i Rzym. Na giełdach chaos, w bankach puste kasy.

To jednak nie koniec czarnego scenariusza. "W międzyczasie wybuchnie konflikt Izraela z Iranem, ceny ropy pójdą drastycznie do góry. Te zdarzenia łącznie doprowadzą do dramatycznych spadków na giełdach" - pisał prof. Rybiński w materiałach promujących fundusz Eurogeddon. Inwestorzy stracą majątki, ale na tym... można zarobić. I właśnie on chce tego dokonać, bo w końcu na giełdzie jest jak w przyrodzie. Nic nie ginie. Pieniądze najczęściej zmieniają tylko właściciela.

Na potwierdzenie swoich tez wkłada pieniądze w fundusz inwestycyjny, którego będzie jednocześnie zarządcą. Ile? Dokładną kwotę zna najpewniej tylko on, ale nie mogło to być mniej niż 40 tysięcy euro. Takie są zasady.

Pierwsze reakcje ekonomistów są łatwe do przewidzenia. W stylu przypominającym samego Rybińskiego mówią, że właśnie oto najbardziej medialny ekonomista ostatniej dekady nałożył sobie pętlę na szyję. Nie powinno to jednak dziwić, gdyż profesor ma na swoim koncie przestrzelone wizje między innymi pandemii. "Ziemia nie może tolerować 7 miliardów ludzi, którzy zagrażają jej ekosystemowi" tłumaczył na swoim blogu. Poza tym wieścił atak ptasiej grypy, SARS, czy światową suszę. Rybiński, któremu dziennikarze nie raz wypomną pomyłki, odpowie w końcu zniecierpliwiony w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" krótko i w swoim stylu. "Tylko papież się nie myli".

Skoro nie myli się papież, to tym bardziej mógł się mylić profesor Leszek Balcerowicz, który przez lata był ekonomicznym ojcem Ryszarda Petru, Łukasza Mężyka i właśnie Krzysztofa Rybińskiego. W 2004 roku z jego namaszczenia Rybińskiego na wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego powołał ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski. Balcerowicz pękał z dumy, że na jego poglądach wyrosło pokolenie młodych i zdolnych. Rozczarowanie przyszło wyjątkowo szybko. Po kilku miesiącach z żalem mówił, że Rybiński to jego "największa personalna porażka". Dlaczego?

Wszystko przez naturę samego Rybińskiego, który w ciągu dnia potrafił odwiedzić kilka stacji radiowych i telewizyjnych, by wystrzelić serię medialnych rewelacji na przykład o kosmicznej inflacji czy wartości złotego. To nie podobało się Balcerowiczowi, ale nie mógł zmusić wiceszefa banku centralnego do odejścia. Sam Rybiński też nigdzie się nie wybierał. Zrezygnował dopiero w 2008 roku. Oficjalnie mówiło się wtedy o otwartym konflikcie z nowym prezesem NBP Sławomirem Skrzypkiem. Prezes nie mógł wyrzucić wiceszefów, których otrzymał w spadku po Leszku Balcerowiczu, ale... pozbawił ich wszystkich kluczowych kompetencji. Poskutkowało - Rybiński przeszedł do firmy doradczej Ernst&Young (dziś EY).

Nie zagrzał tam jednak miejsca na długo i po dwóch latach skierował się w stronę polityki. W 2010 roku został ekspertem Polska Jest Najważniejsza i współtworzył program młodej partii. Chociaż byli politycy PJN twierdzą dziś, że Rybiński idealnie pasowałby do polityki, to on nie zdecydował się na start do Sejmu. - Z pewnością chciał wejść do ogólnopolskiej polityki i pasowałby do niej. To ambitny człowiek - mówi w rozmowie z Money.pl Paweł Poncyljusz, współtwórca PJN. Ostatecznie nie zdecydował się na start z listy PJN. Dlaczego? Sporo w jego planach namieszało niespodziewane odejście Joanny Kluzik Rostkowskiej do Platformy Obywatelskiej. Osoby ze środowiska PJN tłumaczą, że prof. Rybiński bał się masowej ucieczki pozostałych kandydatów.

Wybrał za to mniej medialny Senat i zawiązał sojusz z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem. Jak się okazało znana z telewizji twarz eksperta nie wystarczyła ekonomiście do końcowego sukcesu. Pod względem zebranych głosów był trzeci na czterech kandydatów. Po krótkiej i nieudanej przygodzie politycznej Rybiński wrócił do ekonomii. I odpalił swój Eurogeddon.

Nie ma szans na zyski?

Analitycy podkreślają, że na takim produkcie inwestycyjnym jak Eurogeddon można dużo zarobić tylko w przypadku tak zwanego "czarnego łabędzia". To określenie na wydarzenie rzadkie, o ekstremalnym zasięgu i dającym się przewidzieć w skutkach. Przykłady takich czarnych łabędzi to między innymi kryzys finansowy z 2008 roku czy atak terrorystyczny na World Trade Center. Inwestorzy, którzy w jakiś sposób wpadli na pomysł, żeby przed tymi wydarzeniami zagrać na spadek cen nieruchomości lub akcji linii lotniczych, zbili fortunę. Czy wyjście Grecji dziś ze strefy euro to takie wydarzenie?

- Od dawna jest wola polityczna, by Grecja opuściła strefę euro. Elita rządząca złamała wszystkie możliwe terminy, zrobiła referendum i nawoływała do opowiedzenia się przeciwko niezbędnym reformom. Czy w takim razie ktoś będzie zaskoczony, jak Grecy wypadną z eurogrupy? Nie sądzę. Ja akurat jestem przekonany, że w końcu do porozumienia dojdzie, bo to jest w interesie Grecji, ale wszystko jest możliwe - mówi Money.pl Maciej Bitner, główny analityk Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

To jednak nie oznacza, że na rynkach nie będzie chwilowej paniki. - Jeżeli Grecja wyjdzie ze strefy euro to spadki na pewno będą. To nie ulega żadnej wątpliwości, a na tym można zarobić - dodaje Bitner. - Europejskie indeksy spadną przynajmniej o 10 procent, amerykańskie maksymalnie o 5 procent. Oczywiście to są efekty krótkoterminowe, których pozytywny wpływ dla funduszu zjedzą pozostałe jego nieudane założenia - tłumaczy ekspert.

Sprawdzając, czy Eurogeddon ma szanse wygenerować kosmiczny zysk i odrobić trzyletnie straty warto sprawdzić, w co inwestował prof. Rybiński. Na liście znajdziemy między innymi warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, niemiecki indeks DAX, francuski CAC40 oraz indeks pokazujący notowania największych spółek eurogrupy, czyli Stoxx. Problemem funduszu jest to, że w ciągu trzech lat indeksy niemieckie i francuskie wystrzeliły bardzo w górę. Przejściowe problemy Grecji obniżały je tylko o kilka punktów procentowych. Eurogeddon do zarobku potrzebuje gigantycznego tąpnięcia.

GPW, DAX, CAC40 - jak sobie radziły w ostatnich trzech latach

Dodatkowo strategia funduszu prof. Rybińskiego zakładała lokowanie pieniędzy w kruszcach, głównie w złocie. W momencie kryzysu złoto zawsze uważane jest za najpewniejszą lokatę. Ostatni czas nie był jednak dla złota najlepszy.

Jak wskazuje analityk Roland Paszkiewicz z CDM Pekao, głównym problemem funduszu jest granie na spadki w momencie największego finansowego dołka w Europie. Giełdy, ani kruszce niżej spaść już nie mogły. To oznacza, że Eurogeddon potrzebuje dziś jeszcze większej katastrofy w Europie, by odrobić trzyletnie straty. - Na Eurogeddonie można było zarobić, ale już nie teraz. Problemem był moment uruchomienia funduszu, czyli sam szczyt finansowej paniki. Dodatkowo warto zauważyć, że na instrumentach finansowych nie można de facto obstawić upadku strefy euro - takie rzeczy można zrobić np. u bukmachera - można jedynie przewidywać skutki problemów niektórych obszarów i w tym szukać zysków - tłumaczy Money.pl Roland Paszkiewicz. - Obawiam się, że inwestorzy, którzy trzymają pieniądze w Eurogeddonie mogą nie dotrzymać finansowo momentu zwrotu, po prostu stracą do tego momentu już wszystkie pieniądze - dodaje.

Podobne zdanie mają inni analitycy. - Trzeba rozróżnić koncepcję inwestycyjną i samą ideę zarobienia na strefie euro. Koncepcja była po prostu przedziwnie realizowana - np. na osłabienie euro i indeksy europejskie i amerykańskie. Część z nich jest na rekordowym poziomie. Jeżeli strefa euro ma się rozpaść, to przecież najpierw najmocniej ucierpią kraje, które to spowodowały, czyli Grecja i Portugalia na spółkę z Hiszpanią i Włochami. To znaczy, że trzeba było grać na spadek akcji greckich banków. Na tym można było zarobić. I tak jestem zdania, że scenariusz prof. Rybińskiego spełnił się lepiej niż przewidywała większość. Problemem funduszu jest brak dostosowania do zmian na rynku - tłumaczy Maciej Bitner.

Jak odpowiada na takie zarzuty prof. Rybiński? Niezmiennie od lat, czyli po swojemu. W Money.pl na starcie projektu powiedział, że poglądów ot tak nie zmienia.

Tagi: prof. rybiński, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz