Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
oprac. Martyna Kośka
|

Kulczyk był szantażowany przed wybuchem afery taśmowej. Prokuratura nie ustaliła, kto za tym stał

338
Podziel się:

W miesiącach poprzedzających wybuch afery taśmowej miliarder Jan Kulczyk był szantażowany - do takich rewelacji dotarł Onet. Szantażyści grozili ujawnieniem kompromitujących go faktów. Niektóre smsy sugerowały fizyczne niebezpieczeństwo.

Jak Kulczyk zmarł w 2015 r.
Jak Kulczyk zmarł w 2015 r. (STEFAN MASZEWSKI/REPORTER)

Z dokumentów, które przeanalizowali dziennikarze portalu Onet.pl wynika, że Kulczyk był jedną z osób najczęściej nagrywanych przez kelnerów w restauracjach "Amber Room" oraz "Sowa i Przyjaciele".

Niedługo po zatrzymaniu w czerwcu 2014 r. kelner Łukasz N. tak relacjonował swe rozmowy z biznesmenem Markiem Falentą, który przez sąd został uznany za inspiratora nagrań:

"Wspominał o ewentualnej chęci zaszantażowania Kulczyka. Po tym, jak dostał nagrania ze spotkania, jak Kluczyk kupował Ciech i spotykał się z politykami, to Falenta powiedział, że dzięki tym informacjom może go, jak będzie chciał, zaszantażować. Nie wiem, czy zrealizował swój zamiar. Podczas ostatnich rozmów pytał mnie o numer do Kulczyka, ale ja go nie pytałem po co" – relacjonuje portal.

Całe serie wiadomości

Wiosną 2015 r. Kulczyk zeznał przed funkcjonariuszami CBŚ, że otrzymywał całe serie smsów.

- Treść tych smsów dotyczyła mnie, że jestem śledzony, że ktoś jest za mną. Treść tych smsów dotyczyła także mojej asystentki [nazwisko w aktach – red. Onet]. Wiadomości o tej samej treści otrzymywali moi znajomi, dzieci. Te smsy przychodziły raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. Była ich cała seria. Część tych smsów miała charakter gróźb. Niektóre z nich sugerowały fizyczne niebezpieczeństwo – powiedział.

Zobacz także: Sikorski u Hofmana: „Taśmy są pomnikiem tego, jaką uczciwą byliśmy ekipą”

"Jesteśmy tuż za Tobą. Non stop w podróży. Źle wychodzisz na zdjęciach. Pierwsze kompromitujące materiały wysłaliśmy dzisiaj na razie do twoich 3 wrogów. Sadzisz się na zbawcę świata, a zgubi cię naiwność i sekretarka. Stary pies stracił węch" – to przykładowa wiadomość.

Miliarder zlecił wytropienie szantażystów agencji detektywistycznej.

"W toku śledztwa ustalono, że w okresie bezpośrednio poprzedzającym ujawnienie poprzez opublikowanie w czerwcu 2014 roku przez ogólnopolski tygodnik "Wprost" nagrań ze spotkań gości restauracji "Sowa & Przyjaciele" i "Amber Room" w Warszawie część osób otrzymywała wiadomości sms zawierające treści mogące nosić znamiona gróźb, szantażu lub próby zastraszenia" - pisali śledczy we wniosku o pomoc do amerykańskich służb. Jak informuje Onet, to właśnie z USA pochodzi część serwisów komunikacyjnych, które przewijają się w "aferze taśmowej".

Była szansa na ustalenie danych szantażystów

Prokuratura rozważała dwa tropy, które mogły doprowadzić śledczych do szantażystów. Pierwszym, jak informują dziennikarze Onetu, był telefon odnaleziony podczas przeszukań u bohaterów afery taśmowej. Znajdowały się w nim smsy, które wskazywały na to, że użytkownik aparatu mógł uczestniczyć w przygotowywaniu gróźb wobec Kulczyka.

Drugi trop zasugerował sam miliarder – miał to być jeden z byłych pracowników, który został zwolniony z powodu nieuczciwego zachowania.

Niestety, prokuratura nie zdołała niczego ustalić. Wystąpiła do sieci komórkowych o dane użytkowników telefonów, z których wysyłane były groźby, lecz w odpowiedzi dostała dane osób, które zaczęły używać wspomnianych numerów już po aferze. Nie uczyniła nic, by dowiedzieć się, na kogo telefony zarejestrowane były wcześniej.

Umorzono wątek Tuska

Umarzając wątek telefonów, prokuratura zakończyła też śledztwo w jeszcze innej kwestii dotyczącej Kulczyka, a mianowicie nielegalne nagrywanie jego spotkań z ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem.

W toku śledztwa ustalono, że w okresie od grudnia 2013 roku do czerwca 2014 r. odbyły się trzy takie spotkania. Miały charakter prywatny, a panowie spotkali się w willi przy ulicy Parkowej w Warszawie, gdzie zamieszkują premierzy pochodzący spoza stolicy.

Żadne z nich nie było obsługiwane przez podmioty zewnętrzne, a ponadto żaden z uczestników nie zgłosił podejrzenia zarejestrowania ich przebiegu ani nie wyraził zainteresowania ściganiem karnym sprawców takiego czynu.

W umorzeniu prokuratura stwierdziła, że "w świetle wyników przeprowadzonego postępowania dowodowego brak jest jakichkolwiek dowodów uzasadniających obdarzenie walorem prawdziwości medialnych doniesień w przedmiocie rzekomego rejestrowania spotkań Donalda Tuska i Jana Kulczyka".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez * *dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
KOMENTARZE
(338)
Ola
4 lata temu
Kulczyk musiał radzić sobie sam. To niewyobrażalne w normalnym kraju, aby do władz zgłosił się obywatel z problemem próby szantażu, a to państwo sprawę umarza. Skandal
fela
4 lata temu
To jest szok. Człowiek zgłasza się do prokuratury, mówi że go szantażują, a potem sam musi działać. Widać że się nie dał i nie uległ, choć wsparcia od służb nie dostał
poldek
4 lata temu
Pewnie gdzieś tam z daleka cieszy się z sukcesów dzieci.Cisza.
karol
4 lata temu
Jak widać upory wracają. Może czas z tym skończyć.
stary49
4 lata temu
no jak sie namawia wysokiego urzednika zeby nie wyplacac dywidendy z firmy ktora chce sie kupic od panstwa to potem mozna byc szntazowanym, a tak na marginesie ta dywidenda zostala wyplacona czy tez przeja ja klan kulczykow wraz z ciechem, jezeli tak to dlaczego tem urzednik jest jeszcze na wolnosci a akcje ciechu nie sa zamrozone do czasu uniewaznienia umowy itd
...
Następna strona