Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Money.pl: Z jednej strony mamy dyskusję o finansowaniu partii z budżetu, z drugiej wypłynęła sprawa pieniędzy dla SLD od Aleksandra Gudzowatego. Od razu przypomina się też słynna _ moskiewska pożyczka _. Mamy też sprawę finansowania kampanii Janusza Palikota. Może jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest dawać partiom z budżetu jeszcze więcej pieniędzy, aby były tak bogate, żeby nie miały absolutnie żadnych pokus?

Leszek Miller, były premier, były członek SLD, obecnie szef Polskiej Lewicy, w najbliższych wyborach parlamentarnych wystartuje prawdopodobnie z list SLD: Zwiększać subwencji dla partii nie można. Finansowanie partii z budżetu i tak wzbudza wiele oporów.
A pieniądze Gudzowatego były przed ustawą o finansowaniu partii z budżetu - to był inny świat, nie mówiąc o moskiewskiej pożyczce, która była dla PZPR, a nie dla SLD.

Ale za SLD to się ciągnie do dziś.

Pieniądze Gudzowatemu zostały zwrócone co do joty bez ustawy o finansowaniu partii z budżetu. Zresztą przykład Gudzowatego skłania mnie ku przekonaniu, że partie powinny być właśnie finansowane z budżetu, aby nie było takich sytuacji.

A przykład Palikota?

Nie wiem dokładnie, jak jest z Palikotem, ale jeśli są jakieś luki, to można poprawić prawo. Najgorsze są niedopowiedzenia. Często słyszę, że _ prawo tego nie zabrania, ale dobry obyczaj zabrania _. Przepraszam bardzo, ale w polityce tak nie może być. Albo coś jest zabronione, albo dozwolone. Jeśli wszyscy się zgadzają, że jakiś obyczaj w Sejmie stwarza możliwości zbyt swobodnej interpretacji, to niech zamienią ten obyczaj w precyzyjne prawo.

Każdej kwestii, którą może przynieść życie, nie da się przewidzieć, uregulować, zawrzeć w ustawie.

Akurat jeśli chodzi o wydatkowanie pieniędzy, to można to bardzo precyzyjnie uregulować. I będzie wiadomo, że każdy zostając posłem musi wszystkie swoje udziały, akcje, powierzyć funduszowi powierniczemu. Przestając być posłem, odzyskuje je, a jeśli te aktywa wypracowały zysk, to tym lepiej. To jest jasne i oczywiste. Wtedy nie ma pytania, czy można mieć jedną akcję czy dziesięć - po prostu oddaje się wszystko.

Takie rozwiązanie sprawdza się w wielu krajach. Jednak sytuacje są różne - jeśli poseł ma sklep spożywczy, nie odda go funduszowi powierniczemu.

No to niech sprzeda ten sklep albo go przepisze...

...na mamę?

Albo na kogoś tam. No nie wiem, co ma zrobić. Nie musi startować do polityki.

Trzeba zatem uregulować sprawę posłów - biznesmenów, a finansowania partii z budżetu nie ruszać?

Ten system, który obecnie funkcjonuje, jest dobry. Wprowadziłbym jednak do niego zmiany. Sprecyzowałbym, na co pieniądze płynące do partii mogą być wydawane blokując środki na kampanie telewizyjne, które teraz się odbywają.

Mówi Pan o obecnej kampanii Prawa i Sprawiedliwości?

Tak, ale wcześniej robiła to Platforma. Te środki należy przeznaczyć na rozwój życia intelektualnego i programowego. To, czego polskim partiom brakuje najbardziej, to rozmaitych placówek, instytutów, które zajmowałyby się systemami politycznymi, strategiami, które są konieczne dla rozwoju Polski.

Coś na kształt amerykańskich think tanków?

Mniej więcej tak, to co jest w Ameryce, ale też w całej Europie Zachodniej. Jeśli chodzi o Niemcy, tam jest to sformalizowane, SPD ma swoją fundację, CDU/CSU ma swoją. Wszystko jest finansowane z budżetu, podlega też oczywiście kontroli. Oni głównie zajmują się rozwojem myśli politycznej.

Czy z tego, co Pan mówi, wynika, że polskie partie są bezideowe?

Nie, są w jakimś sensie ideowe, ale nie mają stosownego zaplecza, które mogłoby ożywić życie intelektualne. Sądząc po debatach publicznych, przyzna Pan, że tam brakuje pogłębionej myśli.

Przyznaję.

To wszystko mieli się w takim gąszczu tabloidalnym. Może, gdyby było odpowiednie zaplecze, udałoby się przynajmniej część tej debaty publicznej skierować na nieco bardziej dojrzałe tory. Trzeba by po prostu zmusić partie do prowadzenia takiej działalności dając na to pieniądze.

Nie mam jednak przekonania, że takie rozwiązanie poprawi jakość dyskursu politycznego.

A ja jestem. Siła Ameryki bierze się między innymi stąd, że na wielu uniwersytetach, na wielu think tankach, pracuje się nad wydawałoby się abstrakcyjnymi problemami, na przykład co się stanie, gdy rozpadną się Chiny, co się stanie, jeśli w Rosji do władzy dojdą nacjonaliści. Ale jeśli coś takiego się wydarzy, wtedy wystarczy otworzyć szufladę, przesłać opracowania do prezydenta lub do kongresu, bo tam już jest napisane, co trzeba robić.
Gdyby w Polsce coś takiego funkcjonowało, władza zostałaby dowartościowana. Projekty reform nie byłyby robione na kolanie, byłyby przygotowywane profesjonalnie, bez pośpiechu i w sposób bardzo dojrzały.

Koncepcja jest ciekawa, ale nie jestem przekonany, czy przyniosłaby w Polsce takie skutki, jakich Pan się spodziewa.

Ale warto spróbować.

Tagi: Leszek Miller, palikot, wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz