Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
neneman
16.08.2010 06:00

Neneman: Cięcie wydatków jest nieopłacalne politycznie

Podziel się
Dodaj komentarz

Money.pl: SLD proponuje, by wprowadzić w Polsce nowy podatek, który będzie płacony przez banki. Wszystko po to, by ratować budżet. To dobry pomysł?

Jarosław Neneman, były wiceminister finansów, specjalista w zakresie podatków:

Trudno powiedzieć. Podobne pomysły w okresie kryzysu pojawiły się za granicą, na przykład na Węgrzech. Dlatego interpretowałbym ten pomysł jako rozwiązanie nadzwyczajne i w zasadzie _ tylko na chwilę _. Bo nie wierzę, żeby sektor bankowy nie znalazł sposobu na to, by te obciążenia zmniejszyć. Albo szukając luk prawnych, by podatku nie płacić, albo przerzucając koszty podatku na klientów.

Krótko mówiąc, klienci banków zapłacą więcej za ich usługi?

Na razie nie mamy dokładnych analiz na ten temat. Ale trudno spodziewać się innego rozwiązania niż przerzucenia kosztów na klientów. Ewentualnie akcjonariusze dostaną mniejszą dywidendę.

Wprowadzenie takiego podatku jest w Polsce realne?

Taka opcja zawsze istnieje. Mamy dziurę budżetową, więc będą pojawiać się różne pomysły. Nie do wszystkich przykładałbym jednak _ dużą wagę _.

Przejdźmy zatem do innych pomysłów rządu na ratowanie kasy państwa: podwyżka VAT, zabranie emerytom możliwości dorabiania, zmiany w OFE. Które z pomysłów Pana zdaniem mogą zostać zrealizowane?

Wszystko zależy od tego, co przyniesie korzyści, bądź będzie najmniej szkodliwe dla Platformy Obywatelskiej. Rządzącej partii zależy na tym, by wygrać wybory. Z drugiej strony musi zająć się kwestiami gospodarczymi. I tu pojawia się pytanie, skąd wziąć pieniądze, by jednocześnie nie zepsuć sobie notowań. Dlatego pomysły tego typu jak grzebanie w OFE czy zabieranie pieniędzy pracującym emerytom, to kiepskie propozycje, które nie stanowią rozwiązań systemowych.

Chodzi więc tylko o doraźne łatanie budżetu?

[

Gomułka: Tusk od początku nie chciał reform ]( http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/gomulka;tusk;od;poczatku;nie;chcial;reform,0,0,557056.html )Tak. Jeśli celem Platformy Obywatelskiej jest wygranie kolejnych wyborów, to najlepiej robić jak najmniej. Trzeba jakoś dotrwać do wyborów, w takim stylu, by nie stracić poparcia i nie przekroczyć 55-procentowego progu długu publicznego. Bo wówczas trudne i niepopularne reformy staną się już koniecznością.

Czyli w obecnej sytuacji rządowi łatwiej będzie ciąć wydatki, czy dorzucić nowe podatki?

Na jakiekolwiek wyrzeczenia ciężko byłoby zdobyć poparcie, bo przecież oficjalna wersja rządu jest taka, że Polska uniknęła kryzysu. Jak więc wytłumaczyć dodatkowe obciążenia obywatelowi i zdobyć pieniądze, by wyborcy się nie obrazili? Osobiście skłaniałbym się ku cięciu wydatków. Ale politycznie to niewykonalne.

Ale jakie propozycje ze strony rządu powinny paść, by faktycznie zmniejszyć deficyt?

Zacząłbym od reformy podatku PIT. Trzeba by zlikwidować wszystkie ulgi, łącznie z ulgą dziecięcą, internetową, wspólnym rozliczaniem się małżonków, czy niższymi kosztami uzyskania przychodów z honorariów oraz umów-zleceń. To dałoby budżetowi bardzo dużo pieniędzy. A i urzędy skarbowe miałyby mniej pracy. Jak nie ma ulg, to nie ma kłopotu. Zeznanie podatkowe mogłoby być wielkość kartki pocztowej.

*Na razie mamy jednak podwyżkę VAT, która oczywiście nie wzbudza pozytywnych reakcji. Tym bardziej, że Platforma obiecywała obniżanie podatków. *

[

Grabowski: Podwyżka VAT-u to najlepsze rozwiązanie ]( http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/grabowski;podwyzka;vat-u;to;najlepsze;rozwiazanie,149,0,650133.html )

Podwyżka VAT-u jest akurat tak pomyślana, że niektórych w ogóle nie dotknie. Przecież część żywności stanieje, bo mimo podwyżki VAT-u została ona objęta niższą stawką niż dotychczas. To ewenement w Europie, bo w większości krajów te podatki się podnosi.

Ale przecież na żywności wydatki rodzin się nie kończą. Na przykład stawka na ubrania wzrosła.

Wiadomo, że jak się podnosi podatek, to ktoś będzie musiał ponieść jego koszty. To takie demagogiczne gadanie, że biedni ludzie to tylko żywność kupują, a bogaci już nie. Przecież biedni ludzie wydają na żywność mniej niż bogaci.

Ale płacą znacznie więcej w stosunku do środków, którymi dysponują.

To nie są już te czasy, kiedy na żywność wydawało się 40, 50, a nawet 60 procent dochodów. Teraz to jest 20, może 30 procent. Więc więcej wydaje się na mieszkanie i media. Te opłaty będą w biedniejszych rodzinach stanowiły większy udział w wydatkach niż żywność.

W Danii akcyzą obłożone są herbata, kawa, czekolada, a nawet lody. Czy takie egzotyczne pomysły miałyby szanse przejść w Polsce?

Wątpię. Tym bardziej, że niekoniecznie byłoby z tego dużo pieniędzy. W akcyzach co prawda jest jeszcze trochę pieniędzy do wzięcia, ale to są naprawdę ciężkie pieniądze w zupełnie innych sektorach gospodarki.

Na przykład?

Surowce. Olej opałowy, LPG, gaz propan-butan. Jednak to też decyzje niepolityczne, więc na te pieniądze też pewnie będzie trzeba długo poczekać. A wygłupianie się opodatkowywaniem gumy do żucia, czy lodów po prostu się nie opłaca.

Czytaj w Money.pl

Tagi: neneman, podatki, vat, cięcia, budżet, platforma obywatelska, wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz